Mieszkanie w kamperze – 1000 pierwszych dni!

Mieszkanie w kamperze – 1000 pierwszych dni!

Woo-hoo! – można by zakrzyknąć nieco z angielska – mieszkanie w kamperze – to już 1000 dni! Nie dochodźmy już może czy to jest pierwsze 1000 dni w kamperze, czy raczej ostatnie, bo w ciągu kilku minionych tygodni biłem się z myślami niejednokrotnie. W jakże dziwnych okolicznościach bowiem przyszło mi “świętować” ten niemały sukces …

Pandemia Covid-19 i home office w kamperze

Ostatnie trzy miesiące, to niemal stu procentowa izolacja. Nieustanne poszukiwanie słońca i dobrego zasięgu internetu mobilnego ze względu na pracę zdalną. Home office w kamperze, rozumiecie? Home … w kamperze … hehe… 🙂

Żyłowanie instalacji fotowoltaicznej, akumulatorów i przetwornicy do granic możliwości… Tak, dane mi było poznać te granice. Musiałem na przykład zadbać o dodatkową wentylację miejsca, którym znajduje się przetwornica, bo w bardzo ciepłe dni po jakimś czasie po prostu odmawiała współpracy. Tymczasem panele słoneczne ani razu nie dały z siebie 200W. Życie.

Do tego trzeba dodać bardzo złe samopoczucie psychiczne. Wychodziłem na zakupy raz w tygodniu. Również raz w tygodniu odwiedzałem stację benzynową. Więc widząc drugiego człowieka miałem ochotę podejść i się przytulić… Nie, to oczywiście żart, aż tak źle nie było, ale taka izolacja na 12 metrach kwadratowych, to naprawdę nie jest bajka. Momentami było naprawdę przytłaczająco.

W dodatku praca zdalna. Jeśli kiedyś mieliście okazję zasmakować home office, podczas którego faktycznie osiem godzin pracujecie, to wiecie, że w końcu zaczyna brakować tej świadomości wyjścia z pracy. Zupełnego odcięcia się. Mi czasem udało się wyłączyć komputer, niestety częściej nawet tego nie byłem w stanie zrobić, bo jeszcze ktoś prosił o pomoc przy stronie… Więc tak, to było trochę przytłaczające. Wstajesz i siadasz do pracy. Kończysz pracę i idziesz spać. Dramat.

Nocna próba włamania i inne atrakcje

Dokładnie tak. Wyobraźcie sobie, że trzech typów próbowało mi wejść o 2.00 w nocy do kampera. Spłoszyli się, oczywiście, ale było to trudne doświadczenie. Miałem później przez kilka dni duży problem z wysypianiem się w nocy. Byle szmer był w stanie postawić mnie na równe nogi, a ponownie zasnąć wcale nie było łatwo.

Nie będę pisał gdzie to miało miejsce, ale teoretycznie miało być ono całkiem bezpieczne: oświetlone, monitorowane… Cóż, monitoring okazał się (jak to niestety zbyt często bywa) zupełnie bezużyteczny. A fakt, że miejsce dobrze oświetlone być może zadziałał wręcz odwrotnie, bo z daleka było widać stojącego w nocy kampera. Szkoda, że moi nieproszeni goście nie byli zupełnie do tego przygotowani, zabrakło im wcześniejszej obserwacji by wiedzieć, że w środku ktoś stale przebywa.

W innym znów przypadku trzech młodych (i prawdopodobnie nieco “nagrzanych”) chłopców (18-25 l.) postanowiło sobie podejść do kampera i w niego uderzać przy okazji rzucając wulgaryzmami. W środku dnia. Podczas gdy ja pracowałem. Po prostu brak słów. Patologia. Trochę się zdziwili, gdy się do nich odezwałem z wnętrza, a chwilę później wyszedłem, aby dać dobitnie do zrozumienia, co wkrótce nastąpi jeśli nie zaniechają swoich praktyk.

Jak widać mieszkanie w kamperze ma swoje uroki. Wróćmy jednak do meritum.

Trzy lata w kamperze – czy naprawdę da się tak żyć na stałe?

Okazuje się, że można żyć, mieszkać i nawet w miarę normalnie pracować w kamperze. Ostateczny test, nieco wymuszony okolicznościami, udało mi się w mojej subiektywnej ocenie zdać celująco. W słoneczne dni energii mi nie brakuje. Znaczy prądu. Bo energii życiowej zaczyna brakować, jeśli jesteś “uwiązany” etatem czyli musisz pracować po 8 godzin dziennie. Tutaj widzę tylko jedno wyjście. Inna praca. W innym trybie. Bardziej akordowym. Może na własny rachunek. Może działalność gospodarcza? Anyway…

Kompletna izolacja podczas kamperowania, to po prostu życiowa tragedia. Współczuję osobom, które pandemia złapała np. na wakacjach w Europie. Z dnia na dzień zostali oni uwięzieni w swoich kamperach. Nierzadko całymi rodzinami. Myślę, że w takich warunkach nietrudno o “rozwód” zaraz po powrocie do normalności. Dwie, trzy, cztery osoby na 12 metrach kwadratowych? Brak możliwości korzystania z wakacji? Wyjścia, zwiedzania, piknikowania? Dramat! Wobec takiego scenariusza nie miałem najgorzej, a i tak było mi bardzo ciężko.

Doświadczenia ostatnich tygodni pokazały jednak, że mieszkanie w kamperze na stałe jest jak najbardziej możliwe. Mając dostęp do stosunkowo szybkiego internetu mogę pracować i żyć w podróży. Czy jednak to wchodzi w ogóle w grę w moim przypadku? Raczej nie. Ze względu na mojego synka. Nie pojedzie ze mną, a ogromnie by mi go brakowało. Już teraz wariowałem, gdy przez pewien czas z obawy przed nieumyślnym zarażeniem go wirusem ominęliśmy nasze weekendowe spotkania. Jeśli jednak ktoś nie ma tak skomplikowanej sytuacji rodzinnej, to polecam. Szczerze i z całego serca.

Mieszkanie w kamperze, a minimalne warunki techniczne

200W paneli na dachu oraz 1,2kWh w akumulatorze zapewnia sporą autonomię jeśli masz niewymagający sprzęt. Ja pracuję na Dell 7275, który w teorii pobiera około 30W. To niedużo, a nawet bardzo mało, jak na laptopa. Troszkę brakuje mi drugiego ekranu. Taki przenośny ekran 15″ pobiera około 5W, więc spokojnie jeszcze dałoby radę, ale to jest dość duży wydatek, na który aktualnie się nie zdecyduję. Może w przyszłości. Tobie oczywiście polecam 😉

Reszta urządzeń w miarę możliwości maksymalnie energooszczędne. Agregat pewnie i tak by się przydał, jeśli planujesz stać w zacienionych rejonach lub stoisz kilka dni przy dość pochmurnej pogodzie.

Zbiornik na wodę taki jak mój – 100 litrów, to raczej minimum na około tydzień. Toaleta jak najpojemniejsza. No i sprawna lodówka. Żeby nie jeść cały czas suchego prowiantu lub gotowych posiłków do zalania wodą.

Ale wracając… 1000 dni. Kiedy to zleciało? Sam się zastanawiam. Udało się. Jest fajnie. Może nie dokładnie tak, jak to sobie można wyobrażać, ale jest zaskakująco dobrze. Pandemię i całą auto-kwarantannę trzeba brać pod uwagę, jako pewne ekstremum, z którym przyszło mi się zmierzyć. Ta sytuacja tylko dowiodła, że da się żyć niemal zupełnie off grid. Nie licząc zakupów i tankowania paliwa oraz wody.

A teraz już przejdźmy już do zapowiadanego przeze mnie w jednym z poprzednich wpisów konkursu…

Konkurs

Niełatwe pytanie konkursowe brzmi:

Jakie maksymalne natężenie udało mi się uzyskać na przenośnym panelu turystycznym podczas “testu żarówkowego“?

Odpowiedzi na to pytanie proszę podawać w komentarzu pod tym artykułem. Zasady konkursu znajdziecie poniżej. Nagrodą główną w konkursie jest powerbank z możliwością wymieniania akumulatorów typu 18650. Przewiduję również nagrody niespodzianki. Pamiętaj o tym, aby podać w komentarzu poprawny adres email, w przeciwnym wypadku nie będę miał jak się z Tobą skontaktować i umówić się na odbiór lub wysyłkę nagrody.

Podpowiedź, która nic nie daje: ten panel ma moc maksymalną 15W i posiada dwa gniazda USB. Każde gniazdo maksymalnie daje 5V (napięcie) i 2A (natężenie).

Zatem do dzieła! Jak myślisz, co pokazał miernik?

Zasady konkursu

W teorii konkurs zakłada, że wygra osoba, która będzie najbliżej faktycznej wartości, ale ponieważ to mój konkurs, więc nie jest to takie oczywiste. Równie dobrze może wygrać odpowiedź najbardziej dowcipna (np.: “mogłeś zasilić elektrownię Rybnik i jeszcze by zostało”). Naprawdę, wszystko zależy ode mnie. No i od tego czy w ogóle weźmiesz udział w tym konkursie 😀 Pewnie będę brał również pod uwagę zaangażowanie w “projekt”, komentowane i udostępniane posty profilu na FB, obserwowanie projektu na instagramie, patronat … etc.

Kolejna sprawa, to czas. Umówmy się, że czas na udzielanie udzielanie odpowiedzi, to niedziela, 14 czerwca, 23.59. Natomiast czas na ujawnienie poprawnej odpowiedzi nastąpi do 24 godzin po tym terminie. Od tej pory będę miał do tygodnia na ogłoszenie zwycięzcy oraz ewentualnych odbiorców nagród niespodzianek 😉

Poniżej prezentuję zdjęcia dokumentujące prawidłowe rozwiązanie zadania konkursowego:

A zatem, miernik pokazał maksymalnie 0,005A i moc rzędu 0,025W, a w ciągu niemal 10 minut wygenerował 1mWh prądu 😀 Niczego tym nie zasilicie. Cud, że sam miernik się uruchomił! Kiedy zatem staniecie kamperem lub przyczepą w nocy pod latarnią i regulator paneli słonecznych pokaże wam na wyświetlaczu coś wskazującego na ładowanie nie wpadajcie od razu w zachwyt 😉

Tworzenie stron internetowych – przyjemność czy męka?

Tworzenie stron internetowych – przyjemność czy męka?

W wiadomościach prywatnych profilu Inaczej na FB pytacie mnie dość często, z czego mam zamiar się utrzymywać po rzuceniu pracy na etacie i wyruszeniu w podróż. Otóż mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się rozkręcić moją działalność webdevelopera. Dziś opowiem więc trochę o procesie tworzenia stron internetowych.

Każdy, kto choć raz pracował przy komputerze (grafika, kodowanie, a nawet pisanie tekstów i tworzenie prezentacji) z pewnością zaliczył wszystkie stany. Począwszy od przyjemnego tworzenia czegoś od podstaw do nieznośnej męczarni nad najdrobniejszymi poprawkami. Tworzenie nowej strony internetowej, to zajęcie stosunkowo przyjemne. Tworzenie i edycja układów, bardzo kreatywne i satysfakcjonujące zajęcie. Dopracowywanie takiego projektu, to jednak zupełnie inna bajka.

Tworzenie strony internetowej, to nauka ścisła?

Kiedy kilka osób pracuje nad jednym projektem nietrudno o wpadki. Pozostawione na stronach wypełniacze (np.: “Lorem ipsum”) czy grafiki z napisem “placeholder“, to tylko niektóre ślady wskazujące na niedokończoną i nierzetelną pracę. Nie wskazują one jednoznacznie na dev-a, ponieważ on po prostu mógł nie otrzymać treści końcowych od odpowiedzialnych za to osób. W podręcznikowej sytuacji za grafiki odpowiada grafik, a za teksty copywriter. Niestety przy małych projektach najczęściej zdarza się tak, że za to wszystko odpowiada jedna osoba 🙂 Wtedy (ale nie tylko wtedy) pojawiają się “kwiatki” …

Najczęściej występują one w przypadku, kiedy Webdev nie sprawdzi (lub nie dopracuje) widoku mobilnego. Taki kwiatek można odnaleźć na stronie http://jednanamilion.com (nie moje “dzieło” oczywiście). Strona robiona (według stopki) w 2014 roku. Ciężko zakładać, że nikt od tamtej pory nie zauważył problemów, o których zaraz napiszę. Co ciekawe niedawno dokładano tam ofertę na planer, ale nadal błędów w widoku mobilnym nie poprawiono i możecie je sami zweryfikować. Wystarczy wejść na tę stronę na telefonie (lub na komputerze po otwarciu strony otworzyć konsolę deweloperską – w Chrome skrót Ctrl+Shift+I). Gdyby jednak udało się je w końcu poprawić prezentuję zrzuty ekranu, które wyraźnie wskazują na dwa główne błędy – niedopracowanie mobilnego menu oraz widoku treści:

Musicie przyznać, że te dwa elementy nie powinny pozostać niezauważone. W szczególności ten drugi, związany z ucinaniem tekstu (naprawdę nie ma jak się do niego dostać) może być naprawdę irytujący dla użytkownika końcowego. Brak polskich znaków diakrytycznych świadczy po prostu o braku dbałości. Pozostawienie w menu elementów po tzw. “dummy content” również spada na dewelopera. Do tego można dodać bardzo niedopasowane elementy tzw. white-space oraz przyciski bez wyśrodkowania dla urządzeń mobilnych. Tak pojawia się strona ewidentnie robiona “po kosztach”, a może i “po znajomości” przez osobę bez większego doświadczenia.

Na przykład w aplikacji TVP Sport na system Android docierającej do milionów odbiorców w tekstach można odnaleźć kod html. Ewidentny problem w zaczytywaniu treści z serwisu internetowego nie pomijający znaczników html. Oprócz tego aplikacja ma sporo innych błędów, ale chyba tylko ten jest z pogranicza programowania i tworzenia stron internetowych, więc pasował mi do wpisu 😉

W sumie wiele firm stosuje podobne rozwiązania i podobne błędy nie występują. Więc da się dopracować to tak, jak trzeba.

Inny przykład, to strona mobilna serwisu YouTube. Tutaj odbiorców można chyba liczyć w miliardach 🙂 A jednak przycisk “cofnij” się trochę rozjechał. Nie będę się nad tym rozwodził, bo zbyt dużo błędów w tym serwisie nie znajdziemy.

Być może opcja przekazywania opinii nie jest najczęściej używana. A może akurat wprowadzali zmiany? Ciężko powiedzieć. Google jednak z pewnością nie może narzekać na brak kompetentnych osób. Zapewne mają również stosowne środowisko pozwalające na testowanie zmian przed wdrożeniem – czym ja z reguły nie dysponuję 😉

Trochę wstyd przyznać, ale ja również często nie jestem do końca zadowolony z efektu końcowego na tworzonych przeze mnie stronach. Najczęściej wynika to z faktu, że Klient ma swoją wizję i ani na krok nie ustępuje, nie daje się przekonać żadnymi argumentami. Więc w końcu jest tak, jak on chce, bo przecież “klient nasz pan”! 🙂 Nie pozwalam sobie jednak na przedstawione wyżej niedoróbki.

Kontrola strony przed i po publikacji

O tym, jak istotne jest dokładne przejrzenie strony przed publikacją może świadczyć kolejny przykład. Na wersji opublikowanej możemy zobaczyć adnotacje deweloperskie, które – delikatnie rzecz ujmując – nie świadczą zbyt dobrze o tym producencie … Mianowicie jest tam prośba o zrezygnowanie z jednego akapitu dotyczącego bezpieczeństwa. Argumentowane jest to tym, że auto uzyskało jedną gwiazdkę w testach zderzeniowych. Znajdziemy też kilka innych adnotacji 😉 W każdym razie opublikowanie strony w takim stanie to jednak niemałe faux pas, na które większość przedsiębiorców nie może sobie pozwolić.

Znakomitym narzędziem do ciągłego monitorowania stanu naszej strony jest Google Search Console, które zapewnia nieocenione wsparcie. Również w kontekście dbania o jakość naszej strony na urządzeniach mobilnych. Na przykład jakiś czas temu na jednej z zarządzanych przeze mnie stron pojawiły się błędy: “elementy klikalne zbyt blisko siebie” oraz “treść szersza niż ekran”:

Powiadomienie przesłane na email pozwoliło szybko zareagować i poprawić problematyczne elementy. Dla mnie jest to o tyle istotne, że po “zrobieniu” strony, często oddaję ją w ręce zleceniodawcy, który we własnym zakresie uzupełnia kolejne treści. Jeżeli nasza współpraca się na tym nie kończy mogę szybko reagować, gdy ktoś wprowadzi na stronę treść owocującą błędami. A jeśli się kończy, to rekomenduję założenie konta i samodzielne monitorowanie stanu witryny 🙂

Czasem, gdy znajduję problem na stronie, którą po prostu przeglądam wysyłam wiadomość. Czasem uda mi się wysłać od razu gotowy kod poprawiający niedoróbkę. Takie skrzywienie zawodowe 🙂 Nie każdy skorzysta, bo nie każdy wie, jak i gdzie go wkleić. Poza tym nie wiadomo, do kogo to trafia. Może do Pani Jadzi z marketingu” i ona nie wie, co z tym zrobić? A jeszcze zobaczy kawałek kodu i stwierdzi, że to jakieś szatańskie, hakerskie zagrywki? 😉

Teraz tworzenie strony na WP często wygląda jak układanie klocków. Stronę buduje się z gotowych elementów i wydaje się to banalnie proste. Ktoś może stwierdzić, że każdy w takim razie może zostać Webdev-em. Ale jak przychodzi co do czego, to nawet wrzucenie kodu do monitorowania od Facebook-a czy Google urasta do rangi wielkiego problemu. Pora więc jasno odpowiedzieć na pytanie postawione na wstępie:

To w końcu “łatwe i przyjemnie”, czy jednak “droga przez mękę”?

Tworzenie stron internetowych może wyglądać na łatwe zajęcie. Tak jednak jest tylko pozornie. Przy wdrażaniu projektu czeka bowiem na nas wiele pułapek. Bez odpowiedniej wiedzy i doświadczenia ciężko będzie osiągnąć efekt końcowy zgodny ze wstępnymi założeniami. Dla mnie są to roboczogodziny spędzone przy komputerze. Często poświęcone analizie kodu i poprawianiu widoku mobilnego. Dlatego właśnie prąd w kamperze, to dla mnie niemałe zmartwienie. Od tego często zależy, czy uda mi się wprowadzić niezbędne poprawki na czas. Czasem wymagana jest pilna reakcja na powstały kryzys. Na przykład ktoś zaplanował akcję marketingową w Google Ads lub na Facebook-u, a strona się zepsuła. Kilka razy zdarzyło mi się również pomagać w ratowaniu strony po ataku hakerskim.

Słowem podsumowania mogę stwierdzić, że tworzenie stron internetowych (szczególnie w kamperze), to niełatwe zajęcie. Daje jednak sporo satysfakcji, gdy efekt końcowy spełnia oczekiwania 🙂

Jeśli potrzebujesz strony internetowej do prowadzenia bloga lub prezentacji portfolio. A może potrzebujesz stworzyć wizytówkę swojej firmy? Poznaj moją ofertę i skontaktuj się! 🙂

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Minął rok od mojego zamieszkania w kamperze. I muszę Wam się z ręką na sercu przyznać, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 15 września br., to była dla mnie zwykła, zupełnie niczym się nie wyróżniająca sobota. No może poza tym, że następnego dnia się dość poważnie rozchorowałem. Ale absolutnie nie o tym jest ten wpis. Pokuszę się w nim o krótkie podsumowanie ostatniego roku i spróbuję nakreślić dalsze losy projektu.

Chwile zwątpienia

W ciągu ostatniego roku miałem wiele chwil zwątpienia. Gdy poprzedniej zimy po raz kolejny chorowałem i musiałem się mierzyć z samotnym przebywaniem w kamperze 24 godziny na dobę przez tydzień, półtora, nie było mi łatwo. Gdy zimą budziłem się z zimna w środku nocy i musiałem jechać na stację po gaz. Gdy latem nie mogłem zasnąć do późnych godzin nocnych z powodu temperatury powyżej 30 stopni*. Gdy musiałem odmawiać sobie po raz kolejny podróży ze względów finansowych i mieszkanie w domu na kołach wydawało się nie być żadnym udogodnieniem (ze szczególnym uwzględnieniem wyprawy na Mazury, która była dograna niemal na 100%, a w ostatnim momencie okazało się, że nie dam rady jechać). Gdy udało mi się umieścić dwa filmy na moim kanale na YT podsumowujące zimę i wiosnę w kamperze, ale wciąż brakuje czasu na nagrywanie i wstawianie kolejnych. Gdy FB po raz kolejny przypomina, że osoby lubiące profil “inaczej” nie mają ze mną kontaktu. Gdy w środku ulewnej nocy obudziło mnie kapanie wody z dachu wprost na mojego laptopa. Gdy kamper nie przeszedł przeglądu. Gdy pojawiał się kolejny nieprzewidziany wydatek. W takich chwilach również przychodziły chwile refleksji nad tym, czy to wszystko idzie w dobrym kierunku …

Refleksja

A jednak miniony rok wzbogacił mnie o nowe doświadczenia. Pokonałem tak wiele przeciwności, odnalazłem się w nowej rzeczywistości i wykonałem szereg usprawnień. To co mnie wcześniej zaskakiwało, dzisiaj jest przewidywalne.

W ciągu ostatniego roku poznałem kilka osób, które chciały zobaczyć na własne oczy, jak wygląda mieszkanie w kamperze na co dzień. Jeszcze więcej osób poznałem przez internet (na przykład Dorotę, która mieszka w kamperze z dwuletnim synkiem, czy Marcina, który mieszka w blaszaku od trzech lat i wspominał w rozmowie, że nieraz zimą miał w środku -13°C). Dostałem też wiele słów wsparcia i życzeń wytrwałości od osób, które trafiły na moją stronę i profile zupełnie przypadkiem. Z okazji swoich urodzin zamówiłem i rozdałem 20 kubków projektu inaczej 🙂 Co z tym wszystkim? Miałbym się z tym pożegnać, zaprzepaścić, wrócić do tzw. “normalnego” życia? Za nic w świecie!

Tym bardziej, że za każdym razem, gdy spotykam się ze swoim synkiem on pyta, czy idziemy do kampera – to, co mi już spowszedniało, dla niego wciąż stanowi nie lada atrakcję 🙂 O ile na samym początku wszystko go interesowało, wszystkiego chciał dotknąć, włączać, wyłączać, tak teraz lubi sobie choćby usiąść przy otwartym oknie, komentować to, co widzi, rozmawiać z przechodniami i machać im “na do widzenia” 😉

Co dalej?

Jakie będą dalsze losy projektu “Inaczej”? Udowodniłem już, że można mieszkać w kamperze w naszych warunkach klimatycznych, a co najważniejsze, że można w kamperze mieszkać w Polsce również zimą. Jaki zatem jest sens kontynuowania projektu?

Ogromny. Moje życie będzie się zmieniało – chcę żeby tak było i będę do tego dążył. Projekt będzie musiał ewoluować. Od dziś skupię się nie na tym, że się da, ale na tym, jakie wymierne korzyści to przynosi. Chciałbym dotrwać do momentu, w którym nie będę już spłacał kredytu na kampera.  Ograniczyć koszty i pokazać, że można żyć taniej i oszczędniej, a co za tym idzie – poza tym całym schematem uczącym nas, że tylko wyższa pensja, większe mieszkanie (lub domek za miastem) może przynieść satysfakcję z życia. (Chciałbym też zacząć częściej i dalej podróżować!)

Plan na już jest taki, by zacząć tworzyć vloga. Pewnie nie daily, ale może weekly. Moim celem jest również zakup profesjonalnego sprzętu do dokumentowania mojego życia w kamperze. Przez zimę zapewne nie uda mi się tego zrealizować, bo zapewne – jak poprzedniej zimy – ogrzewanie pochłonie wszystkie środki (zarówno oszczędności, jak i przychody nadprogramowe np. z robienia stron). Dlaczego “zapewne”?

Ano dlatego, że zdecydowałem się uruchomić swój profil na Patronite. Nie mam zamiaru “zarabiać” na projekcie. Zbudowanie jednak społeczności, która dokłada swoją – nawet najmniejszą – cegiełkę do wsparcia projektu, z pewnością będzie dodatkowym czynnikiem motywującym do większego zaangażowania się w rozwijanie projektu za pośrednictwem portali społecznościowych. Czytałem na ten temat i postanowiłem spróbować. To tak, jak z tworzeniem czegoś “do szuflady”. Możesz swoje myśli przelewać na papier albo tworzyć wyjątkową muzykę – robić to wyłącznie dla siebie. Może się jednak okazać, że jest grono osób, które po zapoznaniu się z twoją twórczością zachęci cię do postawienia kolejnego kroku na tej drodze. Tak powstają wielkie kariery. Ja nie chcę budować kariery, ale wsparcie patronów z pewnością pomoże mi odnaleźć większą motywację do rozwijania projektu. A kto wie, jeżeli projekt się rozwinie, to może za jakiś czas nowszy model kampera? Przy okazji serdeczne podziękowania dla mojego pierwszego patrona! Dziękuję Paweł!

Niezależnie jednak od dalszego rozwoju projektu za pośrednictwem Patronite, mam nadzieję, że uda mi się projekt nadal rozwijać. Jeśli będzie trzeba to samotnie, a jeśli będę miał przy sobie choćby kilka wspierających mnie duszyczek, to będzie tylko przyjemniej! 🙂

Tymczasem jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa zachęty, wsparcia i motywacji! Mam nadzieję, że przed nami kolejny rok, który będzie dużo owocniejszy w kamperowe przygody! 🙂

_____

* Nie zdarzało się to bardzo często. Ale gdy zostawiałem kampera pozamykanego, a pracowałem na popołudniowej zmianie, to po powrocie do domu (około 22.00) musiałem naprawdę przez kilka ładnych godzin zbijać temperaturę żebym mógł zasnąć 🙂

AMA na Wykopie – podsumowanie

AMA na Wykopie – podsumowanie

Nie tak dawno miało miejsce AMA (czyli skrót od angielskiego: Ask Me Anything), o którym informowałem we wpisie: AMA na Wykopie. Dziś nadszedł czas, by pokusić się o jego krótkie podsumowanie.

Było to niezwykle interesujące, ale i stresujące doświadczenie. Bite 9 godzin siedziałem przy komputerze i odpowiadałem na pytania obcych osób o szczegóły mojego pomysłu na życie i rozwiązania, z których codziennie korzystam (ogrzewanie, dostęp do wody … etc). Pojawiły się insynuacje o naciąganie ludzi na pieniądze, trafiały się również pytania bardzo osobiste wywodzące się z podstawowego: dlaczego zamieszkałem w kamperze. Co niektórzy dostrzegli bowiem na zdjęciach wnętrza mojego kampera zdjęcie mojego Synka w ramce i oczywiście musieli pociągnąć temat. No ale “anything, to anything“, mogli zapytać o cokolwiek, więc śmiało z tego korzystali.

Biorąc pod uwagę, że było to nietypowe znalezisko ilość wykopów w mojej opinii jest dość duża, bo prawie 900. Angażowałem się z całych sił i starałem się odpisywać na wszystkie pytania, nawet jeśli się powtarzały, aby nikt nie czuł się pominięty.

Podsumowanie wymagało ode mnie sporego zaangażowania, ale dzięki temu powstało coś w stylu FAQ mieszkania w kamperze 🙂

Podsumowanie komentarzy

Generalnie społeczność zarówno ze strony Mirków, jak i Mirabelek okazała się ciekawa tego pomysłu i w sumie AMA obfitowało w ponad 500 komentarzy (połowa chyba napisana przeze mnie, jako odpowiedzi na pytania 😉 ). Większość pytań ciekawa i zasadna. Dotyczyła kosztów utrzymania (a przede wszystkim ogrzewania, bo AMA miało miejsce podczas mrozów rzędu -13 stopni), warunków bytowych (woda, prąd, gaz), pracy i zarobków, możliwości podróżowania. Najciekawsze pytania pozwoliłem sobie zebrać poniżej ponieważ niektóre kwestie mogą interesować również czytelników mojego bloga, więc jest to dobry pomysł na podsumowanie całego AMA. (Aby poznać dokładne odpowiedzi w oryginalnym AMA można po prostu kliknąć.) Przy okazji zaznaczam, że pisownia jest oryginalna:

Tak. Prawo jazdy kat. B wystarcza do prowadzenia pojazdów samochodowych do 3,5 tony.

avis21: w kamerze można pić %? Z tego co się orientuje jak są kluczyki w stacyjce i się pije % to tak jakby się prowadziło auto.

Być może ktoś z Was podobnie, jak @Avis21 myśli, że aby mieszkać w kamperze trzeba mieć odpalony silnik, więc od razu odpowiadam: nie trzeba. Inaczej poszedłbym z torbami, już dawno temu 🙂 Jak najbardziej można spożywać alkohol. BTW, gdyby nie można było, to nie byłaby raczej zbyt popularna forma wypoczynku 😉 Tutaj też pomógł wyjaśnić temat użytkownik @sebastian-klosowski (cyt.): “nic takiego nie ma miejsca. Tylko i wyłącznie prowadzenie samochodu po alkoholu jest karane. Jeżeli masz uruchomiony silnik i pijesz to mogą się postarać o “usiłowanie prowadzenia w stanie pp użyciu” ale jeszcze żaden sąd tego nie klepnął.

piotr-maszkar: co to za szara woda? Znaczy z odzysku?

W tym wypadku z odpowiedzią pospieszył użytkownik @Camis (cyt.): “Szara woda – Europejska Norma 12056-1 definiuje szarą wodę jako wolną od fekaliów zabrudzoną wodę. W > praktyce jest to nieprzemysłowa woda ściekowa wytwarzana w czasie domowych procesów takich jak mycie naczyń, > kąpiel czy pranie, nadająca się w ograniczonym zakresie do powtórnego wykorzystania.

apkwiatosz: A jak wygląda kwestia ogrzewania, z bloga wyczytałem że gazowe, nie boisz się czadu, czy to piecyk z zamkniętą komora spalania?

Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie wiem. Okazało się, że mogłem temu zagadnieniu poświęcić więcej czasu. Myślałem jednak, że skoro tyle osób korzysta z tych piecyków, to po prostu są bezpieczne. Co prawda nie myliłem się, ale trzeba przyznać, że nie miałem o tym pojęcia. Na szczęście użytkownik @obiektywny_ znalazł stosowne informacje i podzielił się nimi podczas AMA (cyt.): “Troche nie fajnie ze nie masz pojecia na ten temat bo to dla twojego zdrowia. Ale tak piecyk truma ma zamknieta komore spalania i dziala jak mini piec dwu funkcyjny. Zasysa powietrze do komory z zewnatrz i tam tez wywiewa spaliny.” Jeszcze raz z tego miejsca dziękuję mu za zaangażowanie w znalezienie odpowiedzi na to pytanie. Podobnie napisał również użytkownik @teddyb2: “ten grzejnik jest bezpieczny w każdej kubaturze. To jest mini kocioł kondensacyjny z zamkniętą komorą spalania, powietrzem pobieranym z zewnątrz, wymuszonym wyrzutem spalin i kompletem zabezpieczeń, a za kaloryfer robi obudowa palnika. Bardzo fajne i “czadowo” całkiem bezpieczne.

W podobny ton uderzył również @wacek901:
No obawiam się że na kampera trzeba mieć pozwolenie na budowę wiec nie chwaliłbym się lokalizacją ani numerem rejestracyjnym tym bardziej” oraz “Nie chce Cię martwić ale tutaj https://www.dzialkanadmorzem.pl/warto-wiedziec/baza-wiedzy/pozwolenie-na-budowe-dla-przyczepy-kempingowej-272 jest podstawą prawna odnośnie wymagania pozwolenia na budowę przy mieszkaniu w kamperze więc nie chwaliłbym się numerami rejestracyjnym i położeniem kampera

Co ciekawe ten artykuł pomógł mi zrozumieć ten problem i jednocześnie upewnić się, że nie łamię prawa budowlanego. W samym artykule bowiem jest wskazane, że kamper powinien stać w jednym miejscu nieprzerwanie przez 120 dni w roku, a nawet gdyby ktoś miał co do tego zastrzeżenia, to dalej wyraźnie jest napisane: “Jeśli nadzór budowlany wykryje nieprawidłowości, czyli gdy przyczepa kempingowa odpowiadać będzie wymienionym wyżej kryteriom (i tym samym podlegać będzie pod przepisy budowalne), ale jej właściciel nie uzyskał wcześniej pozwolenia na budowę, wyda nakaz rozbiórki. W tym przypadku nie oznacza to demontażu obiektu, a nakaz usunięcia obiektu z terenu, na którym został zlokalizowany niezgodnie z prawem.

Ponieważ inni też mieli podobne dylematy ekonomiczne odpowiedziałem (cyt.): Macie oczywiście rację. Ale po pięciu latach płacenia za pokój nie masz nic. Pieniądze włożone komuś do kieszeni. A ja będę miał kampera nadal… zawsze mogę go sprzedać i kupić – jak już gdzieś wspomniałem – domek holenderski albo mieć na wkład własny. Innymi słowy, to że dziś coś jest tańsze (mniej pieniędzy wychodzi z twojej kieszeni) nie oznacza, że jest tańsze dla ciebie w ogólnym rozrachunku.

@pandolin: Co na to listonosze? 😀
Cóż mogłem odpowiedzieć na tak postawione pytanie na “portalu ze śmiesznymi kotami”? Pozostało mi tylko jedno:

Nienawidzą mnie, bo muszą za mną ganiać po całej Polsce, żeby dostarczyć polecone! (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

Na koniec zostawiłem pytanie, które pojawia się niemal w każdym AMA:

Moja odpowiedź? Oto ona:

Sto kamperów wielkości kaczki. Mógłbym je porozdawać Mirkom podczas AMA i dopisać tag “rozdajo” (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
A kaczka wielkości kampera? Rozmiar podobno nie ma znaczenia, ale jak to ugotować? ¯\_(ツ)_/¯

Wiadomo jednak, że oprócz pytań pojawiały się również komentarze – w zdecydowanej większości pozytywne – poniżej kilka z nich:

@idiot: Mój Ty bracie z innej matki! 🙂

@Cgup: z jednej strony uważam że tracisz życie na głupoty. Z drugiej strony możesz być bardziej szczęśliwy niż duża część społeczeństwa

@obiektywny_: to chyba takie skryte marzenie wiekszosci aby byc wolnym i jezdzic camperem, moje tez

@EvilSoul: Zawsze chciałem coś takiego zrobić, szacun 🙂 

@Niebadzlosiem: Spełniasz marzenie wielu ludzi.. w tym poniekąd moje 😀

@chuckd: Masz świetną stronę – ładnie, elegancko, bez zbędnych wodotrysków – chciałbym, żeby cały internet tak wyglądał ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@Acquaintance: Powodzenia kumplu! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@contrast: Przyjemnie sie czyta, fajne ama i ciekawy pomysł na zycie. Pozdrawiam.

@flat_eric: Cześć, bardzo fajnie się zagospodarowałeś w tym kamperze. Powiem szczerze, że ja też nie wyobrażam sobie kredytu na mieszkanie na 30 lat lub płacenia komuś 1.5k miesięcznie za wynajem. Chociaż taki pojazd wydaje mi się dość awaryjny, bo ma już swoje lata (sam jeżdżę 20 letnią Primerą i wiem jak się sypie ze starości ( ͡° ʖ̯ ͡°)), ale za to masz mobilny dom jak by nie patrzeć. Osobiście myślę o jakimś baraku mieszkalnym bo ceny mieszkań to nieporozumienie, patrząc na zarobki w tym kraju. Powodzenia, ciasny ale własny ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

W jednostkowych przypadkach pojawiały się zwyczajne hejty lub wychodziły braki w umiejętności logicznego myślenia, łączenia faktów, bądź podstawowej matematyki, ale tych komentarzy sobie tutaj oszczędzę 😉

Na koniec jeszcze najciekawszy z takich pseudo-detektywistycznych:

@ElCidX: No i niby pół roku mieszkasz w kamperze a nie jest przygotowany do zimy? Oj śmierdzi mi tutaj coś bardzo. (…) Wygląda trochę jak próba wyciągania kasy od ludzi.

No przejrzał mnie na wskroś … zatem już bez owijania: ktoś jest chętny podzielić się ze mną swoimi pieniędzmi? 😀

Ogólne podsumowanie AMA

Podsumowanie AMA trzeba również uzupełnić o informację, jaki był efekt AMA już po jego zakończeniu. Z pewnością należy zauważyć, że skutkiem AMA była zwiększona ilość odwiedzin na stronie (ponad 12k odwiedzin i prawie dwa razy tyle odsłon). Innym efektem, którego zupełnie się nie spodziewałem było … zainteresowanie dziennikarzy!

Skontaktował się ze mną dziennikarz magazynu i portalu Polski Caravaning, dziennikarka portalu Wirtualna Polska oraz dziennikarka TV TVN BiS (pic rel).

  

Szczerze mówiąc nie byłem na to przygotowany, więc z początku nawet nie wiedziałem, jak zareagować. Zgodzić się, czy się nie zgodzić? Jakie mogą być możliwe konsekwencje? Artykuł przed publikacją można autoryzować, ale wywiad w TV?

Jak zapewne się domyślacie z wywiadu w TV nic nie wyszło. Uprzejmie podziękowałem za propozycję, ale na daną chwilę po prostu nie mogłem skorzystać (bardziej ze względów zdrowotnych, aczkolwiek wizyta w TV chyba na chwilę obecną jest ponad moje możliwości 😉 ). Wywiady prasowe być może jeszcze dojdą do skutku. Tak czy inaczej jest to kolejny efekt, jaki przyniosło zorganizowanie tego AMA. Czy na sto procent pozytywny? Nie mnie to oceniać i na razie chyba ogólnie ciężko pokusić się o jednoznaczną ocenę. Niezwykle budujący jest jednak fakt, że temat nie przeszedł bez echa, ale czy jestem przygotowany na stanie się osobą rozpoznawalną – żeby nie powiedzieć medialną? Chyba nie. Tym niemniej zmotywowało mnie to,

Patrząc jednak na dość pozytywny odbiór mojej “bezdomności lvl 2.0”, a może i lekką fascynację niestandardowym podejściem do życia widzę nadzieję na to, że coraz mniej osób da sobie wmówić czym jest sukces. Sukces, to bycie szczęśliwym, a nie mieszkanie, samochód i wszystko w kredycie na 40 lat spłacanym z pensji, która ledwie starcza na wiązanie końca z końcem. Im więcej ludzi to zrozumie tym lepiej.

Może dzięki temu również więcej ludzi zacznie doceniać to, co faktycznie ma. Zauważy, że mieszka w luksusach: stały dostęp do bieżącej wody w kranie (może nawet ciepłej!), prądu, gazu … ja o to wszystko muszę zadbać, zorganizować – dla nich posiadanie tego już jest tak oczywiste, że nie zauważają, jaki to niesamowity komfort! Do tego nielimitowany Internet, telewizor, konsola do gier … i wszystkie inne dobra luksusowe.

A Wy jak myślicie? Powinienem udzielać wywiadów i w ten sposób propagować taki pomysł na życie?

Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzu!

Tymczasem ode mnie by było na tyle. Dziękuję tym, którzy doczytali do samego końca 🙂

 

P.S. AMA zostało pozytywnie zweryfikowane przez moderację portalu dopiero po kilkudziesięciu godzinach od jego zakończenia pomimo kilkukrotnego wysłania dokumentów weryfikacyjnych przed jego rozpoczęciem i zweryfikowania się bezpośrednio w komentarzach do znaleziska. Teraz już rozumiem dlaczego wszystkie Wykopki tak narzekają na opieszałość moderatorów 😉

To już pół roku!

To już pół roku!

Minęło pół roku… Dosłownie kilka dni temu. Dokładnie 15 lutego. A więc w zasadzie tydzień. A konkretnie osiem dni. Aż trudno mi uwierzyć, że to już od sześciu miesięcy mieszkam w tej mojej mobilnej kawalerce. A w mojej pamięci tak, żywe jakby to było wczoraj. Pamiętam, gdy to wszystko było jeszcze w sferze marzeń i planów. Pamiętam pierwsze kroki na drodze do realizacji tego planu. Pamiętam, jak obawiałem się przetrwania zimy. A dziś? Dziś jest już końcówka lutego. Wiosna za pasem i czas realizować kolejne kroki tego marzenia.

Okazuje się, że jednak można żyć inaczej. Na początku tej drogi zastanawiałem się, czy bardziej chcę to udowodnić światu, czy sobie. I wychodzi na to, że chyba jednak bardziej zależało mi na tym, żeby udowodnić sobie… że nie muszę podążać tą samą ścieżką. Mogę obrać swoją własną drogę – i muszę powiedzieć jest mi z tym zaskakująco dobrze. Po latach spędzonych na oferowaniu ludziom “drogi na skróty” sam wybrałem drogę pod prąd. I jestem z efektu końcowego bardzo zadowolony.

W ciągu tego pół roku nauczyłem się przede wszystkim siebie. Przekroczyłem pewne granice i poczułem, że żyję. Mogę żyć inaczej. To dało mi pewien luz. Gdy przesz naprzód zgodnie z zamierzonym planem – uwierzcie mi – nic nie wydaje się niemożliwe. Daleko mi jeszcze do życia w totalnej beztrosce, bo praca, bo kredyt, bo zobowiązania… ale żyje mi się łatwiej, bo mam plan, który konsekwentnie realizuję.

W zasadzie nie wiem, jak mógłbym to wytłumaczyć osobie postronnej, bo gdy opowiadam znajomym o tym, że na przykład muszę zadbać o wodę albo o to, żeby nie skończyło się ogrzewanie. Że muszę myśleć o tym, czy mogę się napić alkoholu, czy może będę musiał jechać zatankować gaz lub paliwo do agregatu. Zazwyczaj tego nie rozumieją i myślą, że moje życie jest skomplikowane oraz pełne wyrzeczeń. Oni nie muszą o tym myśleć. Mają wodę, prąd, szybki internet… To się nazywa życie! Prawda? Doceniasz, to że nie musisz się martwić każdego dnia, czy będziesz miał wystarczającą ilość wody i prądu, czy może uznajesz to za tak naturalne, że nawet nie umiesz sobie wyobrazić życia, w którym tego brakuje?

Jest jeszcze inny aspekt takiego życia. Moje codzienne ‘problemy’ jednak w łatwy sposób mogę rozwiązywać. Moi znajomi natomiast często zaprzątają sobie głowę ‘problemami’, które dla mnie po prostu nie istnieją, albo nie mają znaczenia. Moje życie mimo wszystko jest prostsze. Gdy ktoś mi zatem prawi peany o filozofii minimalizmu, tylko uśmiecham się pod nosem…

Żyję sobie skromnie. W swoim tempie. Nie gromadzę rzeczy, bo i nie mam gdzie ich gromadzić. Nie frustruję się cotygodniowym sprzątaniem przestrzeni, która tylko zbiera kurz, a w której na codzień nie przebywam. Owszem, w moim kamperze miejsca jest mało, ale zupełnie wystarczająco do życia. Myślę o moim kamperze, jak o pokoju. Tak naprawdę, dopiero gdy z niego wychodzę jestem w domu. A w moim “domu” mam niezliczoną ilość atrakcji. Morza, góry, lasy… wszystko niemal na wyciągnięcie ręki.

Ostatnio zrobiłem sobie małą wycieczkę – tak żeby przetestować ten tryb podróżowania – i wiecie co? Było fantastycznie! Z kolejnych wyjazdów będą stosowne relacje na blogu i moich kanałach w mediach społecznościowych. Na razie odbył się tylko ten jeden test, ale wystarczył by sprawić, że nie mogę się doczekać lata i tych kilkunastu dni urlopu, które są przede mną!

Tak więc – jak to mówią – stay tuned! Kolejne wpisy już niebawem!

Przed nami nowy rok …

Przed nami nowy rok …

Przed nami Nowy Rok! Wiwatom dziś z pewnością – jak co roku – nie będzie końca! Opinie na temat tego, czy jest się z czego cieszyć są podzielone. Bowiem, czy “jutro” rzeczywiście będzie inne niż “dziś”? Poza kacem, odpadkami po fajerwerkach leżącymi na ulicach, kolejnymi udostępnieniami wpisów o psach, które uciekły ludziom na spacerze … etc. Wydaje się, że niewiele się zmieni. Życzenia składane w ubiegłym roku się nie spełniły, więc można je o kant tyłka rozbić. Czy zatem ten nowy rok rzeczywiście może być inny, lepszy?

Podsumowanie ubiegłego roku – 2017

Rok ten można uznać za udany, ze względu na to, że zacząłem realizować swoje marze… wróóóć… plany! Kupiłem kampera i generalnie zamieszkałem na stałe w tym domku na kółkach. To mieszkanie w nim okazało się w swoim całokształcie całkiem w porządku pomimo pewnych niedogodności i początkowych trudności w dostosowaniu.

Rok ten można uznać za udany również dlatego, że mój ukochany Synek jest zdrowy, niezwykle pogodny (po swojej Mamie, nie po mnie :P) i po prostu uroczy w całym swoim jestestwie. Wnosi do mojego życia ten promyk radości, który został utracony w roku poprzednim.

Generalnie w porównaniu z rokiem 2016 – ten, który właśnie mija jest o niebo lepszy. Chociaż w pracy “pod górkę”, to jednak stabilnie. W życiu brak zawirowań z poprzedniego roku, co już działa znacznie in plus na ocenę całości. W tym roku spotkałem też wielu wspaniałych ludzi: Pan Jarek (poprzedni właściciel kampera) z Małżonką i Synem; Pani Natalia (pomogła uzyskać kredyt na zakup kampera na naprawdę dobrych warunkach); Pan Piotr i Pani Dorota (właściciele pralni Speed Queen, która jest nieocenioną pomocą) i inni.

Okazało się również, że ci, których znałem już od dawna nagle przypominają o sobie i odzywają się po latach milczenia z życzeniami wsparcia. Starsi znajomi, których czas i życie pchnęło gdzieś daleko w świat życzą powodzenia w realizacji planów. To sympatyczne.

O tym, co nie wyszło, co się popsuło, bądź co w dalszym ciągu nie uległo poprawie pisał nie będę. Mam chwilowo zbyt dobry humor. Gdy przed chwilą usypiałem synka i czułem na sobie jego słodki, mleczny oddech wszystko, co złe przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. On nie wie, że jutro będzie Nowy Rok. Dla Niego to będzie po prostu kolejny dzień do przeżycia, do cieszenia się chwilą. Będzie przeżywał życie na bieżąco. (Wybaczcie, ale nie umiem tego inaczej nazwać.) Gdy coś go rozbawi, to będzie cały radosny – absolutnie nic nie będzie w stanie zmącić jego szczęścia. Gdy coś go zasmuci, to będzie dla niego koniec świata – ale to też przeżyje z całą mocą. Zazdroszczę mu tego. Ja już tak nie potrafię. Gdy w moim życiu coś się psuje lub wydarza się coś złego odnajduję w sobie siłę, aby nie załamywać rąk i przeć do przodu z nadzieją na lepsze jutro. Płacę za to jednak ogromną cenę: moja radość z dobrych zdarzeń i sukcesów również nie jest zbyt intensywna, bo z tyłu głowy zawsze jest myśl, że taki stan nie będzie trwał wiecznie. I tak tańczę sobie wśród niemocy i bezsilności, wiedząc, że mój wpływ na to, jak będzie wyglądał kolejny dzień jest w sumie dość ograniczony. Ale codziennie rano rozstawiam żagle, podnoszę kotwicę i wyruszam na niespokojny ocean życia, by wieczorem powrócić i stwierdzić, że to był dobry dzień, bo przecież udało się go przeżyć …

Plany na nowy rok – 2018

Wśród tych planów nie ma wiele. Mam jedno, jedyne życzenie: niech moje życie nie stanie się bardziej popaprane niż jest obecnie.

A tak konkretnie życzę sobie, żeby mój Synek rósł dalej zdrowo i w końcu zaczął do mnie gadać, bo chciałbym wreszcie wiedzieć, a nie tylko domyślać się! 🙂 To dość realne, więc mam nadzieję, że ten punkt będzie można niebawem odhaczyć – w końcu ma już prawie 1,5 roku!

Chciałbym też nadpłacić kredyt wzięty na kampera. W tym celu poszukam dodatkowych źródeł dochodu i wprowadzę plan oszczędzania. Nadpłata nawet jednej raty będzie dobra, ale plan jest nieco ambitniejszy.

Nie życzę sobie, żeby teraz wszystko było “z górki”, bo cenię hartowanie się charakteru w obliczu przeciwności, ale w tym roku życie mogłoby mi już trochę odpuścić. Niech wody tego oceanu będą chociaż trochę spokojniejsze. Chciałbym też, aby nadal nie brakło mi siły, do dalszej walki o wolność.

Tyle mi wystarczy do minimum osiągnięcia satysfakcji z przeżycia kolejnego roku. A czego potrzeba do prawdziwego szczęścia? Tego, czego i Wam życzę:

Niech nadchodzący nowy rok obfituje dla Ciebie w plany, a nie marzenia.

Życzę Ci, abyś miał przynajmniej jedną osobę, na którą zawsze możesz liczyć.

Życzę Ci również, abyś miał jedną osobę, z którą będziesz mógł dzielić swoje radości i smutki.

Życzę Ci ponadto, aby w najlepszym wypadku to była jedna i ta sama osoba.

Mógłbym życzyć Ci również samych sukcesów, ale jestem realistą, więc życzę Ci by ewentualne porażki nie złamały Twojego ducha, a błędy nie sprawiały, że zaczniesz się zadowalać bylejakością.

Życzę Ci też, abyś podnosił się za każdym razem, gdy się potkniesz i upadniesz, bo te upadki są nieodłączną częścią życia i dodają mu nieprzewidywalności. To między innymi dzięki nim bardziej doceniamy to, co w życiu spotyka nas dobrego.

Mógłbym Ci życzyć pieniędzy, ale ich będzie zawsze za mało. Więc życzę Ci, żebyś nie musiał się martwić o kolejny dzień, jak przetrwać i żeby starczyło też na mniejsze i większe przyjemności.

Życzę Ci też zdrowia. Dopóki masz dwie ręce i nogi, w Twoich żyłach krąży krew, a w głowie jest trochę oleju, to sobie poradzisz. Ale jeśli braknie zdrowia, wszystkie plany wezmą w łeb.

Nie życzę Ci szczęścia. Życzę Ci byś był szczęśliwy. Szczęście, to chwila, niezwykle ulotna, więc naucz się na nią pracować, zauważać, gdy nadejdzie i cieszyć się nią w pełni. A następnie pracować na kolejną.

To tyle ode mnie na Nowy Rok. Może nieco przydługo i refleksyjnie, może nieco patetycznie, ale szczerze i z głębi serca.

Wszystkiego najlepszego!