Radiokomunikacja – łączność na trudne sytuacje?

Radiokomunikacja – łączność na trudne sytuacje?

Dzisiaj będzie o radiokomunikacji, czyli bezpłatnej łączności dostępnej dla każdego.  Krótkofalarstwem zainteresowałem się już jakiś czas temu (nie miało to nic wspólnego z  aktualną sytuacją geopolityczną), jednak dopiero teraz czuję się na siłach w – mam nadzieję – przystępny sposób napisać na ten temat kilka słów. Tym razem będzie wpis mniej techniczny, a bardziej praktyczny. Może dzięki temu i Ciebie zainteresuję tym tematem? 🙂

Łączność na kanałach PMR

Skrót PMR oznacza “Public Mobile Radio” (na nasze to będzie coś jak: “Publiczne Przenośne Radio“). Samo pasmo radiowe PMR 446 podzielone jest na 16 kanałów z odstępem co 12,5 kHz, w zakresie częstotliwości UHF od 446,0 do 446,2 MHz (dla łączności analogowych), na których można prowadzić naprzemiennie bezpośrednie rozmowy w trybie simplex. Rozmowa w tym trybie wygląda tak, że może mówić tylko jedna osoba na raz – w praktyce tylko ta, która akurat naciska przycisk nadawania (PTT – ang.: “push-to-talk”).

Łączność PMR, jest przeznaczona do zastosowań cywilnych. Oznacza to, że posiadanie takich urządzeń nie wymaga specjalnych licencji, pozwoleń ani opłat za użytkowanie (regulacje prawne w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 6 sierpnia 2002. Dz.U.Nr.138 z 2002r. § 1.1. poz.2.)

Prawo zezwala na korzystanie tylko z urządzeń posiadających:

  • maksymalną moc 0,5W (500 mW)
  • antenę integralną (połączoną z urządzeniem na etapie produkcji w taki sposób, aby nie można jej było rozłączyć, wymienić)
  • maksymalny czas jednego nadawania trwający 180 sekund

“Zastosowanie cywilne” oznacza po prostu używanie go w charakterze niezarobkowym. Dla firm jest przewidziane inne, stosunkowo drogie (prawie 2 tys. zł) rozwiązanie licencyjne. Komercyjne transmisje po prostu nie mają racji bytu na pasmach PMR.

Prawne aspekty korzystania z radiotelefonów w Polsce reguluje Rozporządzenie Ministra Transportu z dn. 03.07.2007 r.

Poniżej znajdziesz listę dostępnych kanałów PMR:
za https://pl.wikipedia.org/wiki/PMR_(radio)

Lista kanałów PMR446 analogowe (FM) https://pl.wikipedia.org/wiki/PMR_(radio)

Szesnaście kanałów PMR to dużo czy mało?

Odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy. Odpowiedź nie może być jednoznaczna, ponieważ jest to łączność krótkofalowa. Zatem dużo zależy od tego w jakim rejonie się znajdujemy. Może się zdarzyć tak, że będzie dużo “wolnych” kanałów, a może być i tak, że wszystkie pasma będą zajęte.

Podczas przechadzki w mojej okolicy napotkałem na pasmach różne dzieci rozmawiające przez swoje krótkofalówki, pracowników pobliskiej spółdzielni, robotników drogowych, a także rozmowy w języku zbliżonym do ukraińskiego. Tym niemniej udało się znaleźć przestrzeń do rozmowy. Co jednak zrobić, gdy przychodzące transmisje utrudniają komunikację?

Tutaj z pomocą mogą przyjść dostępne w urządzeniach z wyższej półki…

Kody prywatności

I tutaj już pierwsza ważna uwaga: kody te – wbrew swojej nazwie – nie zapewniają żadnej prywatności! Jak zatem one działają i do czego tak naprawdę służą?

CTCSS (Continuous Tone-Coded Squelch System), to termin oznaczający system wyłączania blokady szumów odbiornika (squelch) ciągłym, niesłyszalnym dla ludzkiego ucha tonem. Możemy wykorzystać 38 różnych tonów CTCSS:

Podobnie jest z CDCSS lub DCS (Digital Code Squelch), które jest po prostu rozwinięciem systemu ciągłej blokady szumów związanej z kodowaniem tonalnym. DCS (Cyfrowo Kodowana Bramka Szumowa) pozwala na wybór jednego ze 104 kodów prywatności (kod 645 oznaczony gwiazdką nie powinien być dostępny w urządzeniu):

Tony te służą do redukowania wzajemnych zakłóceń w tym samym kanale łączności, gdy kanał jest używany przez różnych (nie powiązanych ze sobą) użytkowników. Ustawienie tonów na urządzeniach, aby miało jakikolwiek sens musi być identyczne. A dzięki ich zastosowaniu możliwe jest wydzielenie kilkudziesięciu kanałów łączności w jednym fizycznym kanale radiowym. To pozwala utworzyć ponad 300(!) grup łączności, które nie będą ze sobą kolidowały.

Czy na pewno jest dla Ciebie zrozumiałe, dlaczego napisałem, że te “kodowania” nie zapewniają żadnej prywatności? Jeśli nie, to pozwól, że napiszę raz jeszcze: kody te ustawia się w celu redukcji transmisji wchodzących do naszego urządzenia, a pochodzących od innych użytkowników kanałów. Jeśli ktoś zatem nie ustawi w swoim urządzeniu żadnego kodowania, to usłyszy każdą rozmowę na danym kanale. Jego urządzenie będzie bowiem “odblokowane” na wszystkie transmisje! Najlepiej zatem uznaj, że w radiotelefonii analogowej brak jest nawet namiastki prywatności i zadbaj o kulturę wypowiedzi 😉 Powyższe kody mogą dawać jedynie pozorne wyobrażenie o tym, że jesteśmy sami na kanale i łatwo się zapomnieć. Im więcej jednak zagłębiam się w środowisko krótkofalarskie, tym bardziej dociera do mnie, że zawsze ktoś słucha 😉

 

Co robić, jak żyć?

Jeśli już przeanalizowałeś zagrożenia płynące z użytkowania – bądź co bądź – otwartej łączności, zastanów się teraz, jakie zapewnia ono korzyści?

Ja sobie to porównałem z łącznością radia CB. Jadąc gdzieś w trasie mogę zawołać do kilku (-nastu, -dziesięciu, -set … itd.) osób w strefie mojej łączności np. z pytaniem o warunki drogowe, pogodę, albo po prostu pogadać podczas stania w korku. Gdy w szczerym polu zepsuje ci się auto możesz również poprosić o pomoc – szczególnie wtedy, gdy nie masz łączności komórkowej.

Tym niemniej warto pamiętać o różnicy w obszarze łączności na kanałach PMR. Zazwyczaj nie przekracza ona 1km w mieście, około 3-4km w przestrzeni półotwartej (niska i rzadka zabudowa, niewielkie zadrzewienie) i nawet 6km w przestrzeni otwartej (pola, łąki, jeziora). Mowa tu jednak o urządzeniach nadających zgodnie z rozporządzeniem mocą 0,5W. Po zrobieniu licencji krótkofalarskiej (egzamin państwowy i opłata około 90 zł) nie ma żadnych przeszkód, aby kupić i używać mocniejszego urządzenia (np. 5W). Takie modele są stosunkowo tanie (100-150 zł) i łatwo dostępne.

Jak zapewne zauważyłeś na obrazku z pierwszą tabelą kanałów PMR, przy niektórych jest podane również najpopularniejsze zastosowanie. Na przykład kanał 3 jest kanałem ‘górskim, ratowniczym’. W przypadku sytuacji kryzysowej możesz na nim poprosić o pomoc (z tonem CTCSS numer 14, czyli 107,2Hz). Co innego bowiem począć, gdy już zrobiło się zimno i ciemno, a telefon rozładował się? Osobiście nie raz miałem problem rozładowanego telefonu. Czasem po prostu robiłem za dużo zdjęć. Innym znów razem telefon non stop przełączał sobie sieć z krajowej na zagraniczną (był wyciszony i nie słyszałem przychodzących wiadomości tekstowych). Przy innej okazji telefon próbował wykonane zdjęcia wgrać do chmury, bo zapomniałem zawczasu wyłączyć tę opcję, więc grzał się i drenował baterię bez opamiętania…

W każdym razie choć powodów rozładowania telefonu może być wiele, to właśnie krótkofalówka jest stosunkowo prostym rozwiązaniem na to, aby zapewnić sobie i swoim bliskim łączność nawet w niesprzyjających warunkach (góry, las … itp.). Dodatkowo, rozmawianie przez radio daje naprawdę sporo frajdy! (I to nie tylko mojemu synkowi… 😉 ) Zauważam też, że “uczy” komunikacji. Nie przerywamy, gdy ktoś inny mówi. Słuchamy. Włączamy się do rozmowy, gdy jest na to wyraźna przestrzeń. Gdyby właśnie tak wyglądały zawsze nasze rozmowy, świat byłby lepszy… 😀

Jeśli chcesz się dowiedzieć nieco więcej na temat łączności radiowej (np. jak uwolnić się od pasm PRM 😀 ), to zapraszam cię na przykład na kanał Krakowski Kurs Krótkofalarski w serwisie YouTube. Wydaje mi się, że warto od tego zacząć. A potem? W sieci jest ogromna ilość materiałów. Po wysłuchaniu kursu będziesz już wiedział czego szukać i świat łączności radiowej stanie przed Tobą otworem!

73 😉

Jeśli zauważyłeś poważne nieścisłości w artykule, proszę daj mi znać w komentarzu, abym mógł to jak najszybciej poprawić! 😉

Sprzęt elektroniczny – ładowanie

Sprzęt elektroniczny – ładowanie

Po niemal całkowitym przestawieniu się na pracę zdalną znacząco wzrosło moje zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jest to odczuwalne szczególnie zimą, gdy słońce pojawia się na krótko i pada na panele słoneczne pod zdecydowanie zbyt niskim kątem. Jednym ze sposobów optymalizacji zużycia prądu w kamperze jest sprawdzenie, które urządzenia wykorzystują go najwięcej i jak są ładowane.

Jak to się zaczęło

W moim kamperze jednym z najczęściej używanych i najmocniej zużywających prąd urządzeń z racji wykonywanej pracy jest oczywiście laptop. Do kampera wprowadzałem się z Samsungiem RF711.

Matryca 17″, mocne, choć nieco już postarzałe podzespoły, niedawno zakupiona większa bateria (ech… te wspaniałe czasy, gdy bateria była modułowa i nawet mogła wystawać poza obrys laptopa). Szybko jednak okazało się, że te podzespoły są mało ekonomiczne pod względem zużycia prądu. W tamtym czasie nie przeszkadzało mi jeszcze to, że musiałem go ładować z przetwornicy. I tak wykorzystywałem ją do ładowania maszynki do golenia, szczoteczki do zębów i kilku innych urządzeń, których nie dało się ładować przez USB. Jednak w miarę upływu czasu większość urządzeń wymieniłem lub przystosowałem do ładowania z portów USB. (Uwaga, mała podpowiedź: jeśli jakieś urządzenie ładuje się napięciem 5V, to znalezienie odpowiedniego przewodu nie powinno stanowić większego problemu 😉 ). Ale co zrobić z laptopem?

Już pierwszej zimy okazało się, że agregat chodził przez więcej godzin niż zakładałem. Po zakupie nowego regulatora paneli słonecznych miałem możliwość dużo bliżej przyjrzeć się zużyciu prądu w dowolnym momencie. A dzięki urządzeniu eLog-01 mogłem również przeanalizować i porównać dane historyczne (więcej informacji na ten temat znajdziesz w tym wpisie).

W pierwszym odruchu i na podstawie niektórych informacji znajdowanych w Internecie zacząłem się zastanawiać nad zakupem ładowarki samochodowej. Jednak, po pierwsze, taki wydatek jest dość spory (nawet kilkaset złotych). Poza tym z przetwornicy można zasilić nie tylko laptopa, natomiast ładowarka samochodowa do laptopa – jak sama nazwa wskazuje – rzadko kiedy ma bardziej uniwersalne zastosowanie. Dodatkowo zacząłem myśleć o wymianie sprzętu na coś nowszego, mniejszego, bardziej ekonomicznego i mobilnego.

Kupuję nowego laptopa

Po dość długich poszukiwaniach bardziej energooszczędnego i sprawdzającego się w realiach kamperowych laptopa mój wybór padł na urządzenie Dell XPS 12 9250.

Zakupiony przeze mnie egzemplarz wyposażony był w dwa porty USB-C oraz dodatkowe przejściówki rozszerzające złącza o porty USB-A, HDMI czy Ethernet. Możliwość ładowania z portu USB-C (a w zasadzie Light Peak czyli Thunderbolt) wydawała się dość optymistyczna, a sam zasilacz miał moc zaledwie 30W, co dobrze wróżyło jeśli chodzi o zapotrzebowanie na prąd.

W międzyczasie wymieniłem telefon na taki ze złączem USB-C i zaopatrzyłem się w ładowarkę samochodową. Myślałem, że ta sama ładowarka (o mocy 60W) będzie mogła ładować oba urządzenia. Po krótkich testach okazało się jednak, że nie. Musiałem zakupić inną, a mój wybór padł na ładowarkę Xiaomi o mocy 100W (1A1C, 5A).

Ta ładowarka posiadała więcej niż wystarczający zapas mocy do ładowania mojego mini-laptopa – jednak za nic w świecie nie chciała go ładować… Do dziś nie poznałem konkretnej przyczyny, ale wydaje się, że problem wynikał z łącza w laptopie i jego trybu komunikacji z ładowarką. Najważniejsze jest jednak to, że udało mi się zastosować obejście tego problemu.

Początkowo tym obejściem był tester UD24 DC5.5 USB / TYPE-C. Gdy prąd przechodził za jego pośrednictwem urządzenie ładowało się. I tak radziłem sobie przez czas jakiś, aż zapragnąłem podłączyć więcej urządzeń i okazało się, że dwa porty USB-C są niewystarczające. Zakupiłem więc Baseus Hub Type-C do 4x USB + PD 60W + ładowarka indukcyjna Qi 10W (strona). Miałem wtedy Samsunga S8, więc ładowarka indukcyjna stanowiła bardzo miły dodatek.

I tu kolejne zaskoczenie. Ładowarka i tak musi być podłączona do drugiego portu. Teoretycznie wszystko było w porządku, prawda? No, nie do końca… Po pierwsze, miałem zajęte wszystkie porty zarówno w laptopie, jak i w hubie, a po drugie… powyższy hub nie posiadał wyjścia HDMI. Tymczasem ja zacząłem się zastanawiać nad drugim, nieco większym monitorem, aby rozszerzyć przestrzeń roboczą.

Mój wybór padł na HUB 8W1 USB-C 3.0 HDMI 4K RJ45 SD/TF z dwoma portami USB-C, w tym portem ładowania (Power Delivery). Teoretycznie zapewniał wszystko, czego mogłem potrzebować. Okazało się jednak, że ładowanie owszem, działa, ale bardzo chimerycznie a do tego wymaga sporo zachodu i cierpliwości. W tzw. międzyczasie miałem możliwość korzystać przez kilka miesięcy ze służbowego laptopa Dell Latitude 5410. On też miał złącze ładowania w formie portu USB-C PD. I tam działało to niezawodnie. Więc znów zacząłem się zastanawiać nad zmianą sprzętu prywatnego. No i drugim monitorem…

Ktoś mógłby zapytać: “No, ale co to za problem, skoro jest przejściówka z USB-C na HDMI?” Teoretycznie tak, ale… Standardowe monitory nie są zasilane przez HDMI, tym złączem idzie tylko sygnał wideo. Konieczne jest zatem źródło zasilania, a powrót do przetwornicy 230V nie wydawał się ani dobrym, ani tym bardziej satysfakcjonującym mnie rozwiązaniem. Nie po tych wszystkich przygodach i usilnych staraniach ominięcia jej. Większość monitorów spełniających moje oczekiwania i przystępnych cenowo była jednak zasilana z 230V, część z 19V. Znalazły się też modele zasilane z 12V, ale jeśli ktoś myśli, że może taki monitor podłączyć bezpośrednio pod akumulator samochodu, to bardzo się myli. Akumulator nie zapewnia stabilnego napięcia. Konieczne są adaptery zasilania, co powoduje dodatkowe koszty, dodatkowe przetwornice. Nie. Ja miałem inną wizję, zatem wciąż musiałem szukać odpowiadającego mi rozwiązania…

Czas na kolejne zmiany

Przy okazji zmiany pracy (na web developera w pełnym wymiarze czasu) kolejne inwestycje w sprzęt okazały się koniecznością. Nie miałem już służbowego laptopa, a prywatnie marzył mi się mocniejszy, ale nadal energooszczędny laptop oraz dodatkowy monitor.

Generalnie byłem zadowolony z pracy na obu laptopach marki Dell, więc naturalnym było szukanie kolejnego urządzenia wśród modeli właśnie tej marki. Znalezienie odpowiedniego dla mnie sprzętu zajęło mi około 3 miesięcy, aż w końcu w bardzo dobrej cenie pojawił się on – Dell XPS 13 9370:

Ten model ma bardzo przyzwoite parametry, pomimo, że nie jest najnowszy. Trzy porty USB-C – przy mojej ilości posiadanych przejściówek – wydają się być wystarczające. Miałem okazję przetestować go ze wszystkich stron i jedyne co musiałem zrobić po zakupie, to wymienić baterię na nową.

Model ten bez żadnych problemów komunikuje się ze wspomnianą wcześniej ładowarką Xiaomi o mocy 100W. Jednak na moim wyposażeniu – zapobiegawczo – pojawił się jeszcze jeden model ładowarki samochodowej na 12V o mocy 100W, jest to Baseus USB Type-C Power Delivery 3.0 Quick Charge 4.0:

Z tą ładowarką nowy laptop również komunikuje się bez problemu, dodatkowo na wbudowanym wyświetlaczu ładowarka pokazuje chwilowe zużycie prądu. Kwestię zasilania mam zatem zabezpieczoną. Przetwornica wydaje się już zupełnie bezużyteczna. Tylko co z monitorem?

Szukanie wśród monitorów przenośnych wskazywało na konieczność posiadania sporego budżetu. Szukałem monitora o przekątnej 15″ i podłączanego pod – a jakże! – USB-C. Ostatecznie promocje i wyprzedaże skłoniły mnie do zakupu monitora marki Asus:

Model MB169C+ o przekątnej 15,6″ i podłączany pod USB-C (jednym łączem idzie zasilanie i obraz) spełnia moje oczekiwania. Producent w zestawie dostarczył bardzo przyzwoite i sztywne etui, które stanowi jednocześnie podstawkę, ale ja chciałem ten monitor zamontować w uchwycie biurkowym. Aby było to możliwe konieczny był adapter od firmy Digitus, ponieważ monitor nie posiada otworów montażowych w standardzie VESA. Swoją drogą uchwyt biurkowy na sprężynach gazowych też jest świetnym rozwiązaniem, które szczerze mogę polecić, i z którego jestem bardzo zadowolony! Nie montuje się go na sztywno. Po włożeniu monitora do torby na laptopa, uchwyt można złożyć, a cała operacja zajmuje nie więcej niż kilkanaście sekund.

Teraz czas na podsumowanie i powrót do merytoryki, czyli…

Jak aktualnie wygląda zużycie prądu

Aktualnie mój zestaw (tablet, który jest routerem LTE, laptop i dodatkowy monitor) podczas normalnej pracy (przy włączonym trybie najwyższej wydajności) pobiera od 22 do 40 watów. W szczycie (np. gdy trzeba doładować baterię) zużycie dochodzi do 55-60 watów. Co ciekawe, ładowarka do tego laptopa ma moc znamionową 45W – wychodzi na to, że po podłączeniu urządzeń peryferyjnych ta moc może okazać się niewystarczająca. Moja ładowarka samochodowa (Xiaomi) jednak ani razu się nie zająknęła, nie wyskoczyły żadne błędy.

Zakładając, że średnio zużywane są 3 ampery, to mój nowy akumulator LiFePO4 o pojemności 100ah wystarczyłby na około 33 godziny pracy, czyli w trybie 8 godzinnego  dnia pracy nieco ponad cztery dni. Oczywiście są to wyliczenia orientacyjne, bo przecież podczas takiego tygodnia z prądu korzysta nie tylko laptop. Trzeba również zasilić tablet (który udostępnia Internet) i telefon. W tym czasie byłby również dostarczany prąd z paneli słonecznych (zimą co prawda niewielki, ale jednak).

Ciekawie to wygląda na wykresie z regulatora:

Praktyka zatem pokazuje, że nawet bez zewnętrznego zasilania moja praca przez kilka dni bez dużego słońca nie jest zagrożona. Komfort tej pracy znacząco się podniósł dzięki dodatkowemu monitorowi.

Dodatkowo wciąż pozostają w odwodzie akumulatory żelowe, których się nie pozbyłem. Są one aktualnie poza obwodem elektrycznym, jedynie doładowywane przy sprzyjających warunkach, aby utrzymać je w jako takiej kondycji.

Jeśli masz jakieś pytania, to skontaktuj się ze mną lub napisz komentarz pod artykułem – chętnie pomogę! 😉

Miejcie proszę na uwadze, że nie pisałem od ponad roku (!), więc wpis nie jest zestawieniem zakupów wykonanych z jednej wypłaty 😅 Laptopy były używane, poleasingowe, nie posiadały polskiej klawiatury (dla osoby znającej klawiaturę na pamięć nie stanowi to większego problemu)  – proszę więc nie sugerować się cenami rynkowymi tych urządzeń 😉

To już 1600 dni! Czy mieszkanie w kamperze straciło swój urok?

To już 1600 dni! Czy mieszkanie w kamperze straciło swój urok?

Tak dawno nic nie pisałem. Tyle razy myślałem, aby się za to zabrać, a jednak coś stawało na przeszkodzie. Najczęściej niestety była to zwyczajna niechęć. Czy zatem mieszkanie w kamperze mi się znudziło? Straciło swój urok? Stało się zbyt uciążliwe?

Nie. Kluczowe powody mojego niepisania są dwa. Po pierwsze, nie jestem społecznym ekshibicjonistą – nie lubię ujawniać szczegółów ze swojego prywatnego życia. A gdy jestem do tego zmuszony czuję ogromny dyskomfort. Jeśli nie dotykać tematów prywatnych tj.: stan zdrowia, sytuacja zawodowa czy osobiste przemyślenia, to nie bardzo jest o czym pisać.

Po drugie, jakoś straciłem zapał do pisania o tym, jak wygląda mieszkanie w kamperze. Bo, ileż można pisać ciągle o tym samym? 😀

Rosnące ceny mieszkań odstraszają od zmiany tej ścieżki życiowej. Dodatkowo ciężko się psychicznie przestawić. Szczególnie, że ostatnio miałem okazję nocować u kumpla. Przy okazji przypomniały mi się nie tylko wszystkie wynikające z tego wygody, ale i wszystkie minusy. Jakieś hałasy za ścianą, stukot obcasów i dziecięce krzyki na korytarzu, a to wszystko o wręcz nieprzyzwoitych porach. Nie, to nie dla mnie.

Między innymi dlatego ostatni rok (półtora!) kiedy nie pisałem, skupiałem się na analizach danych (i uzupełnianiu ich na stronie), poszukiwaniach informacji oraz inwestowaniu (w miarę moich ograniczonych możliwości). Chodziło o to, aby mieszkanie w kamperze stało się bardziej komfortowe. Przede wszystkim w kontekście przedłużającej się pracy zdalnej. Kupiłem więc trochę elektroniki – elementów, które pozwoliły mi relatywnie tanio rozbudować moją instalację elektryczną.

W kolejnych wpisach postaram się nieco przybliżyć naturę uprzednich usprawnień, może będą one stanowić ciekawą podpowiedź dla innych. Będę pisał między innymi o przetwornicach prądu stałego, różnego rodzaju ładowarkach i zasilaczach, czy przewodach USB-C. Dodatkowo poruszę temat akumulatorów LiFePO4 i ich ładowania.

Szykuję więc kilka wpisów technicznych i jeden luźniejszy. I ten wpis właśnie szczególnie będę rekomendował, bowiem będzie dotyczył on osoby, która – podobnie jak ja – postanowiła przestawić się na mieszkanie w kamperze… 🙂

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Pytania o mieszkanie w kamperze zawsze wiążą się z jego aspektem finansowym. Nie będę teraz wnikał, na ile wynika to z oczywistego zainteresowania materialnym wymiarem zamieszkania w kamperze, a na ile z dziwnej pokusy zaglądania do cudzego portfela. Tym niemniej w tym wpisie postaram się, jak najlepiej przedstawić to zagadnienie. Oczywiście subiektywnie i na miarę moich skromnych możliwości.

Na pewno nie możemy generalizować. Każdy ma nieco inny tryb życia, z którego będzie wynikało inne zużycie mediów (woda, gaz, prąd). Zatem fakt, że u mnie to wygląda w dany sposób, nie oznacza, że w przypadku innej osoby będzie podobnie. Nie każdy będzie spłacał kredyt na zakup kampera, nie każdy też będzie go stawiał na parkingu strzeżonym. 

Koszty utrzymania kampera

Wśród tych kosztów odnajdziemy tylko te, które bezwzględnie odnoszą się do tego, że mieszkam w kamperze, czyli takie, których nie ponosiłbym, gdybym kampera nie miał i w nim nie mieszkał.

Moje mieszkanie w kamperze obejmuje zatem ratę kredytu (900 zł), opłatę za miejsce parkingowe (125 zł), koszt OC (62,83 zł) oraz przeglądu (10,50 zł). Dwie ostatnie pozycje, to oczywiście koszty roczne – OC wyniosło 754 zł, a przegląd 126 zł – więc zostały one przeze mnie podzielone przez 12. Łącznie daje nam to: 1098,33 zł.

Media (woda, gaz, prąd)

Mieszkanie w kamperze wymaga zaopatrzenia się w wodę, prąd i gaz. Nie inaczej jest u mnie. Co tydzień tankuję wodę na myjni. Do zbiornika wlewam mniej więcej 100 litrów, co kosztuje mnie 10 zł. Miesięcznie daje nam to około 45 zł. Do tego należy doliczyć zużycie wody butelkowanej. U mnie jest to mniej więcej 1,5 litra na dobę (tak, prowadzę statystyki). Dużo zależy zatem od tego, jaką wodę kupię. Uśredniając: 22 zł. Zatem łącznie za wodę płacę około 67 zł.

Zużycie gazu jest zróżnicowane, co możecie zaobserwować na prezentowanym wykresie. Tym niemniej średnio w ciągu ostatnich 10 miesięcy należy przyjąć miesięczny koszt w wysokości 294,30 zł.

Chart by Visualizer

Za prąd nie płacę, bo panele słoneczne generalnie dają radę zaspokoić moje zapotrzebowanie. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że z prądu w kamperze korzystam oszczędnie i w pochmurne dni wolę na przykład ładować telefon w pracy, i w ogóle nie podłączać go do ładowania w kamperze. Dlaczego zatem napisałem “generalnie”? Ponieważ jesienią i wczesną wiosną kupiłem paliwo do agregatu (generatora), a wynikało to z faktu, że potrzebowałem 230V w gniazdkach kamperowych i celem sprawdzenia lodówki. Część benzyny jest jeszcze w kanistrze, ale dla uproszczenia policzymy wszystko, a to da nam koszt miesięczny 9,64 zł.

Do tego opłaty za internet i telefon. Internet odkąd go zakupiłem kosztuje mnie 29 zł (Nju). Jedyne, co uległo zmianie, to limit GB. Na początku było ich 40, a obecnie jest ich aż 100. Za telefon na początku płaciłem 39 zł, a od maja jest to 25 zł. Dla uproszczenia przyjmiemy jednak 30 zł, jako miesięczny koszt utrzymania telefonu.

Łącznie daje nam to: 429,94 zł.

Inne wydatki na mieszkanie w kamperze

Benzyna: 173,95 zł. Myjnia: 30 zł. Pranie i suszenie: 67 zł. Drobne naprawy i sprzęty domowe, to średni miesięczny koszt: 96,38 zł.

Łącznie: 367,33 zł

W ciągu ostatniego roku zakupiłem również nowe opony i rozrusznik, co było niemałym wydatkiem. Musiałem ponieść również koszt mechanika, którego odwiedziłem nie tylko przy tych okazjach. Tego jednak nie liczę. Wydaje mi się, że te wydatki są zbyt nieregularne i uzależnione od wielu okoliczności, a mogłyby bardzo zaburzyć wizerunek całokształtu kosztów. Przecież równie dobrze opony mogły być wymienione dwa lata temu, a my bierzemy pod uwagę ostatni rok. Gdybym brał to pod uwagę, to musiałbym w sekcji wydatków na prąd uwzględnić koszt zakupu paneli słonecznych.

Podsumowanie kosztów

Łączne, miesięczne wydatki na mieszkanie w kamperze wynoszą około 1895,60 zł. Oczywiście nie są to wszystkie wydatki, jakie ponoszę miesięcznie podczas swojego mieszkania w kamperze. Nie wzięliśmy pod uwagę choćby wydatków na żywność, czy też moich stałych, miesięcznych zobowiązań niezależnych od mieszkania w kamperze. W ogóle nie zainteresowaliśmy się również wydatkami związanymi z utrzymaniem motocykla. Dlaczego? Ponieważ nie zajmujemy się tutaj zaglądaniem mi do portfela. Nie użalamy się nad tym, jak ciężko jest przeżyć samemu cały miesiąc za “minimalną krajową” nawet, gdy się mieszka w kamperze (czyli de facto jest się bezdomnym). Wpis ten ma być wskazówką dla wszystkich, którzy rozważają podjęcie się podobnego wyzwania.

Wiadomo, że gdyby ktoś chciał zamieszkać w kamperze i podróżować, to wydatki na paliwo znacznie by się zwiększyły. Jednak gdyby podróżował w cieplejszych krajach miałby mniejsze wydatki na gaz. Przy intensywnym użytkowaniu więcej też mogłoby wynikać awarii i koniecznych napraw… Naprawdę ciężko zatem jest wszystkie koszty dokładnie sobie skalkulować i na pewno warto je nieco zawyżać, czy może raczej zawrzeć przynajmniej 20% bufor finansowy na nieprzewidziane wydatki. Lepiej żeby później zostało, prawda?

Moje osobiste refleksje

Biorąc pod uwagę powyższe dane, warto pokusić się o odpowiedź na pytanie, czy po niemal dwóch latach mieszkania w kamperze nie żałuję tej decyzji?

Będąc zupełnie szczerym miewam chwile zwątpienia. Zastanawiam się nad tym, czy na pewno była to najsłuszniejsza z możliwych decyzji. Nie wszystko przecież poszło zgodnie z planem. Miały być weekendowe wyjazdy (jest proza życia), nagrywanie filmów na YouTube, wrzucanie zdjęć na profile społecznościowe, pisanie artykułów na bloga. Tym niemniej zrealizowałem swój plan minimum.

Udowodniłem sobie, że dam radę. Udowodniłem innym, że mieszkanie w kamperze jest możliwe w naszym klimacie. Spotykam się z pewnymi niedogodnościami. Mniejszymi (jak deszcz uderzający w dach kampera podczas burzy) i większymi (jak nieprzewidziane wydatki, niemieszczące się w budżecie na dany miesiąc i nagłe awarie). Tym niemniej wciąż się nie wyprowadziłem, prawda? Na resztę (czytaj: porządny rozwój projektu), chyba po prostu musi przyjść odpowiedni czas.

Z pewnością będzie łatwiej, gdy będzie mniej obciążeń finansowych, a mój synek będzie na tyle duży, by mógł się wybrać w podróż razem ze mną. Między innymi z tego względu trudno pojechać gdzieś nawet na weekend, bo jest to czas, który spędzamy w dużej części razem, a nie do końca odpowiada mu jechanie “domkiem”… 😉

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie. Zostaw więc swój komentarz pod artykułem lub na profilu FB! 🙂

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Dawno nie pisałem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Ostatni wpis dodałem na rocznicę mieszkania w kamperze. To było ponad kwartał temu. W tym czasie niemało się działo, ale w związku z tym było mało czasu, żeby pisać na blogu. W tym wpisie podzielę się informacjami o wydatkach poniesionych na naprawy i modernizacje kampera oraz na prąd i ogrzewanie w związku z nadejściem jesieni i zimy.

Naprawy i modernizacje kampera

Któż nie słyszał powiedzenia, że “auto/mieszkanie, to skarbonka bez dna”? Nie inaczej jest w moim przypadku. Nie dalej jak w sierpniu musiałem wykonać przegląd rejestracyjny oraz niezbędne ku temu naprawy (np. hamulców), a już rychłe nadejście zimy wymusiło na mnie kolejne wydatki.

Jeszcze w październiku, podczas parkowania tyłem na – muszę przyznać – dość wysokim krawężniku urwałem sobie błotnik na prawym, tylnym nadkolu. Żeby go wyjąć musiałem auto podnosić na lewarku, a sam błotnik umieściłem na bagażniku rowerowym i zabezpieczyłem elastyczną siatką. Od tego czasu zastanawiałem się, jak zamontować go z powrotem, aby nie obawiać się kolejnej podobnej sytuacji, ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Błotnik był bowiem zamocowany na elementach drewnianych, które – no cóż – nieco utraciły swoje właściwości 😉

Problemy z uruchomieniem silnika

Pod koniec listopada rozrusznik zaczął szwankować (a konkretnie szczotki się zawieszały w rozruszniku). O ile początkowo udawało mi się go zmuszać do współpracy kluczem uniwersalnym (czytaj: młotkiem), to w konsekwencji musiałem się zdecydować na naprawę wadliwych elementów.

Miałem do wyboru kupno nowego rozrusznika bądź regenerację starego (wymiana szczotek, czyszczenie … etc.). Zdecydowałem się na kupno nowego zamiennika. Szukaliśmy wspólnie ze sprzedawczynią w sklepie po wszystkich numerach auta, jednak podczas wizyty w warsztacie okazało się, że zamiennik nie pasuje. Mogłem czekać kolejny tydzień do zakupu nowego i terminu wizyty na warsztacie, albo poddać go regeneracji. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, a zakup zwróciłem w późniejszym terminie do sklepu.

Wymiana opon

Następnym krokiem była wymiana opon, które nie były już w najlepszym stanie. Wybór po konsultacjach padł na opony Matador MPS400 Variant All Weather 2 w cenie 275 zł za sztukę. Zamówienie w Oponeo z dostawą na warsztat znajomego. Jak wiecie opon w kamperze mam sześć, zdecydowałem się jednak na wymianę tylko czterech (oczywiście ze względu na koszty). Dwie najlepsze opony z dotychczasowej szóstki umieściłem jako wewnętrzne bliźniaki. Cała operacja zmiany trwała jednak dłużej niż mogłem się spodziewać.

Znajomy nie mógł mi tego zrobić, bo w ogóle się tym nie zajmuje i nie ma odpowiedniego sprzętu, a znalezienie warsztatu oponiarskiego, który podjął się wymiany opon nie był łatwy. Okazało się bowiem, że tego typu opony/koła nie mogą być obsłużone gdziekolwiek. Znam kilka warsztatów, gdzie “robią” busy, ale kampera zrobić nie chcieli. Dlaczego? Zasłaniali się brakiem jakichś urządzeń, maszyn. Chociaż tak naprawdę nie rozumiem, gdzie leży różnica pomiędzy busem, a moim kamperem. Nikt nie umiał mi logicznie tego wytłumaczyć. (Czyżby po prostu nie chciało im się robić busa, gdy w kolejce czekało mnóstwo osobówek?)

Koniec końców udało mi się znaleźć z polecenia serwis, który zajmuje się wymianą opon nawet w autach ciężarowych oraz ciągnikach siodłowych i właśnie tam wymieniono mi opony. Cała operacja odbyła się w przesympatycznej zresztą atmosferze, okazało się bowiem, że właściciel warsztatu też ma kampera 🙂 Przy okazji Panowie zajęli się uszkodzonym błotnikiem i dwoma nieco skrzywionymi rynnami bagażnika rowerowego.

W związku z tymi wydatkami (częściowo przecież zupełnie nieplanowanymi) moje oszczędności topniały w zatrważającym tempie. Tymczasem zbliżały się święta i rozpoczął się sezon grzewczy, który dodatkowo miał drenować mocno uszczuplony budżet domowy.

Wydatki na ogrzewanie i prąd

Gaz

Kto śledzi moje losy ten wie, że wiosną ubiegłego już roku zainwestowałem parę groszy w zbiornik na LPG. Mogę go uzupełniać w dowolnym momencie i tym samym oszczędzić sobie nieco kłopotu. Czy miało się to wiązać z jakimiś oszczędnościami?  Aby to sprawdzić, nie wystarczyło mi standardowe wpisywanie wydatków na gaz w aplikację do śledzenia budżetu domowego. Zacząłem ilości i koszty tankowań zapisywać w arkuszu kalkulacyjnym. Dzięki temu dziś mogę powiedzieć, że wydatki zdecydowanie uległy zmniejszeniu.

A o tym jakie wydatki wiążą się między innymi z ogrzewaniem kampera zimą możecie przekonać się z poniższego wykresu:

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Dla porównania, jak wzrosło zużycie gazu, przedstawiam również wykres pokazujący, jak wzrosło zużycie (a co za tym idzie wzrost wydatków) od pierwszego pełnego tankowania we wrześniu:

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Widać jak na dłoni, że koszty rosły dość znacząco wraz ze spadkiem temperatur. Dość powiedzieć, że: w październiku na gaz wydałem 198 zł. W listopadzie już 330 zł, w grudniu 378 zł, a w styczniu (do 15.01.) aż 257 zł. Tendencja rosnąca. W ubiegłym roku wyglądało to jednak jeszcze gorzej, a gaz był przecież nieco tańszy (~2,20 zł/litr czy raczej 50 zł za butlę). Niezaprzeczalnie zatem warto było zainwestować w butlę do tankowania. Dzięki temu rozwiązaniu ani razu nie obudziłem się z zimna (gaz nie kończył się w środku nocy).

Trzeba jednak też zaznaczyć, że dane na wykresie to nie jedynie koszt ogrzewania. Zimą więcej się również je ciepłych posiłków i pije ciepłych napojów, więc zużycie gazu wzrasta również pod tym kątem.

Prąd

Źródło: fb.com/tenmelon

Źródło: fb.com/tenmelon

Dla zainteresowanych kwestią paneli słonecznych i tego, czy wypalił plan nie używania agregatu: niestety nie udało mi się całkowicie z niego zrezygnować. Mój komputer potrzebuje prądu więcej niż można by przypuszczać. Przy pochmurnych i coraz krótszych dniach niestety musiałem  uruchamiać agregat, żeby go podładować..

Czy zatem panele słoneczne, to była dobra inwestycja? Z pewnością. Mniej się stresuję tym, że akumulatory mi się rozładują do zera, bo mam nad tym większą kontrolę. A i te odrobiny słońca zimowego pozwalają im się jednak trochę podładować w ciągu dnia. Pomimo spadku do około 80-70% wieczorami, następnego dnia po powrocie z pracy mam znów pełne akumulatory. Tej zimy agregat uruchamiałem zaledwie trzykrotnie. To chyba dziesięć razy mniej niż w ubiegłym sezonie.

Tym niemniej nadal oszczędzam akumulatory jak tylko mogę. Szczególnie podczas weekendów, które spędzam z reguły poza kamperem (np. jestem z synkiem lub odwiedzam kolegę Pawła*). Telefon i power-bank do ładowania tabletu z reguły nadal ładuję w pracy. Mam jednak nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny i dłuższych dni to się zmieni. Znów będzie tak komfortowo, jak ubiegłego lata, gdy panele dawały prądu aż nadto 🙂

Nowa strona

Co bardziej spostrzegawczy mogli również zauważyć, że strona jest po przeprowadzce (z adresu https://Inaczej.tk na https://ProjektInaczej.pl) i nieco zmieniona graficznie. Pracowałem nad tym od września ubiegłego roku. Cała operacja wymagała bowiem niemałej ilości czasu i prądu. Moim priorytetem zawsze są strony klientów, a w końcówce roku na ich stronach nie brakowało zmian do wprowadzania.

W związku z migracją i przebudową na stronie mogą pojawiać się błędy, które uprzejmie proszę zgłaszać bezpośrednio do mnie. Najlepiej za pośrednictwem dostępnego formularza kontaktowego.

I to by było na tyle. Już nie mogę się doczekać wiosny i powrotu do tych choćby krótkich wyjazdów weekendowych lub przynajmniej pracy przy laptopie nad Odrą. Wystarczy, że sobie przypomnę o tym, jak to wyglądało w ubiegłym roku i od razu się uśmiecham 🙂

Jeśli podoba Ci się ten wpis podziel się nim ze znajomymi, udostępnij moją stronę na FB, pomóż budować grono stałych odbiorców. Powiększaj tym samym moje wyrzuty sumienia z powodu zbyt długich czasów publikacji… i jednocześnie motywuj w ten sposób do ich skracania! 😀

Foto nagłówkowe: @earthfocus (https://www.instagram.com/earthfocus/)
Odnośnik do zdjęcia: https://www.instagram.com/p/BplZf_SFXLO/

__________
* Kto nie zna Pawła? Wspominam o nim dość często, bo Paweł, to mój wieloletni przyjaciel. Zwykle okropnie mnie “hejtuje”, ale jednocześnie bardzo mi pomaga – na przykład zaprasza mnie na weekendy i jako pierwszy został moim patronem.

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Minął rok od mojego zamieszkania w kamperze. I muszę Wam się z ręką na sercu przyznać, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 15 września br., to była dla mnie zwykła, zupełnie niczym się nie wyróżniająca sobota. No może poza tym, że następnego dnia się dość poważnie rozchorowałem. Ale absolutnie nie o tym jest ten wpis. Pokuszę się w nim o krótkie podsumowanie ostatniego roku i spróbuję nakreślić dalsze losy projektu.

Chwile zwątpienia

W ciągu ostatniego roku miałem wiele chwil zwątpienia. Gdy poprzedniej zimy po raz kolejny chorowałem i musiałem się mierzyć z samotnym przebywaniem w kamperze 24 godziny na dobę przez tydzień, półtora, nie było mi łatwo. Gdy zimą budziłem się z zimna w środku nocy i musiałem jechać na stację po gaz. Gdy latem nie mogłem zasnąć do późnych godzin nocnych z powodu temperatury powyżej 30 stopni*. Gdy musiałem odmawiać sobie po raz kolejny podróży ze względów finansowych i mieszkanie w domu na kołach wydawało się nie być żadnym udogodnieniem (ze szczególnym uwzględnieniem wyprawy na Mazury, która była dograna niemal na 100%, a w ostatnim momencie okazało się, że nie dam rady jechać). Gdy udało mi się umieścić dwa filmy na moim kanale na YT podsumowujące zimę i wiosnę w kamperze, ale wciąż brakuje czasu na nagrywanie i wstawianie kolejnych. Gdy FB po raz kolejny przypomina, że osoby lubiące profil “inaczej” nie mają ze mną kontaktu. Gdy w środku ulewnej nocy obudziło mnie kapanie wody z dachu wprost na mojego laptopa. Gdy kamper nie przeszedł przeglądu. Gdy pojawiał się kolejny nieprzewidziany wydatek. W takich chwilach również przychodziły chwile refleksji nad tym, czy to wszystko idzie w dobrym kierunku …

Refleksja

A jednak miniony rok wzbogacił mnie o nowe doświadczenia. Pokonałem tak wiele przeciwności, odnalazłem się w nowej rzeczywistości i wykonałem szereg usprawnień. To co mnie wcześniej zaskakiwało, dzisiaj jest przewidywalne.

W ciągu ostatniego roku poznałem kilka osób, które chciały zobaczyć na własne oczy, jak wygląda mieszkanie w kamperze na co dzień. Jeszcze więcej osób poznałem przez internet (na przykład Dorotę, która mieszka w kamperze z dwuletnim synkiem, czy Marcina, który mieszka w blaszaku od trzech lat i wspominał w rozmowie, że nieraz zimą miał w środku -13°C). Dostałem też wiele słów wsparcia i życzeń wytrwałości od osób, które trafiły na moją stronę i profile zupełnie przypadkiem. Z okazji swoich urodzin zamówiłem i rozdałem 20 kubków projektu inaczej 🙂 Co z tym wszystkim? Miałbym się z tym pożegnać, zaprzepaścić, wrócić do tzw. “normalnego” życia? Za nic w świecie!

Tym bardziej, że za każdym razem, gdy spotykam się ze swoim synkiem on pyta, czy idziemy do kampera – to, co mi już spowszedniało, dla niego wciąż stanowi nie lada atrakcję 🙂 O ile na samym początku wszystko go interesowało, wszystkiego chciał dotknąć, włączać, wyłączać, tak teraz lubi sobie choćby usiąść przy otwartym oknie, komentować to, co widzi, rozmawiać z przechodniami i machać im “na do widzenia” 😉

Co dalej?

Jakie będą dalsze losy projektu “Inaczej”? Udowodniłem już, że można mieszkać w kamperze w naszych warunkach klimatycznych, a co najważniejsze, że można w kamperze mieszkać w Polsce również zimą. Jaki zatem jest sens kontynuowania projektu?

Ogromny. Moje życie będzie się zmieniało – chcę żeby tak było i będę do tego dążył. Projekt będzie musiał ewoluować. Od dziś skupię się nie na tym, że się da, ale na tym, jakie wymierne korzyści to przynosi. Chciałbym dotrwać do momentu, w którym nie będę już spłacał kredytu na kampera.  Ograniczyć koszty i pokazać, że można żyć taniej i oszczędniej, a co za tym idzie – poza tym całym schematem uczącym nas, że tylko wyższa pensja, większe mieszkanie (lub domek za miastem) może przynieść satysfakcję z życia. (Chciałbym też zacząć częściej i dalej podróżować!)

Plan na już jest taki, by zacząć tworzyć vloga. Pewnie nie daily, ale może weekly. Moim celem jest również zakup profesjonalnego sprzętu do dokumentowania mojego życia w kamperze. Przez zimę zapewne nie uda mi się tego zrealizować, bo zapewne – jak poprzedniej zimy – ogrzewanie pochłonie wszystkie środki (zarówno oszczędności, jak i przychody nadprogramowe np. z robienia stron). Dlaczego “zapewne”?

Ano dlatego, że zdecydowałem się uruchomić swój profil na Patronite. Nie mam zamiaru “zarabiać” na projekcie. Zbudowanie jednak społeczności, która dokłada swoją – nawet najmniejszą – cegiełkę do wsparcia projektu, z pewnością będzie dodatkowym czynnikiem motywującym do większego zaangażowania się w rozwijanie projektu za pośrednictwem portali społecznościowych. Czytałem na ten temat i postanowiłem spróbować. To tak, jak z tworzeniem czegoś “do szuflady”. Możesz swoje myśli przelewać na papier albo tworzyć wyjątkową muzykę – robić to wyłącznie dla siebie. Może się jednak okazać, że jest grono osób, które po zapoznaniu się z twoją twórczością zachęci cię do postawienia kolejnego kroku na tej drodze. Tak powstają wielkie kariery. Ja nie chcę budować kariery, ale wsparcie patronów z pewnością pomoże mi odnaleźć większą motywację do rozwijania projektu. A kto wie, jeżeli projekt się rozwinie, to może za jakiś czas nowszy model kampera? Przy okazji serdeczne podziękowania dla mojego pierwszego patrona! Dziękuję Paweł!

Niezależnie jednak od dalszego rozwoju projektu za pośrednictwem Patronite, mam nadzieję, że uda mi się projekt nadal rozwijać. Jeśli będzie trzeba to samotnie, a jeśli będę miał przy sobie choćby kilka wspierających mnie duszyczek, to będzie tylko przyjemniej! 🙂

Tymczasem jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa zachęty, wsparcia i motywacji! Mam nadzieję, że przed nami kolejny rok, który będzie dużo owocniejszy w kamperowe przygody! 🙂

_____

* Nie zdarzało się to bardzo często. Ale gdy zostawiałem kampera pozamykanego, a pracowałem na popołudniowej zmianie, to po powrocie do domu (około 22.00) musiałem naprawdę przez kilka ładnych godzin zbijać temperaturę żebym mógł zasnąć 🙂