Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Pytania o mieszkanie w kamperze zawsze wiążą się z jego aspektem finansowym. Nie będę teraz wnikał, na ile wynika to z oczywistego zainteresowania materialnym wymiarem zamieszkania w kamperze, a na ile z dziwnej pokusy zaglądania do cudzego portfela. Tym niemniej w tym wpisie postaram się, jak najlepiej przedstawić to zagadnienie. Oczywiście subiektywnie i na miarę moich skromnych możliwości.

Na pewno nie możemy generalizować. Każdy ma nieco inny tryb życia, z którego będzie wynikało inne zużycie mediów (woda, gaz, prąd). Zatem fakt, że u mnie to wygląda w dany sposób, nie oznacza, że w przypadku innej osoby będzie podobnie. Nie każdy będzie spłacał kredyt na zakup kampera, nie każdy też będzie go stawiał na parkingu strzeżonym. 

Koszty utrzymania kampera

Wśród tych kosztów odnajdziemy tylko te, które bezwzględnie odnoszą się do tego, że mieszkam w kamperze, czyli takie, których nie ponosiłbym, gdybym kampera nie miał i w nim nie mieszkał.

Moje mieszkanie w kamperze obejmuje zatem ratę kredytu (900 zł), opłatę za miejsce parkingowe (125 zł), koszt OC (62,83 zł) oraz przeglądu (10,50 zł). Dwie ostatnie pozycje, to oczywiście koszty roczne – OC wyniosło 754 zł, a przegląd 126 zł – więc zostały one przeze mnie podzielone przez 12. Łącznie daje nam to: 1098,33 zł.

Media (woda, gaz, prąd)

Mieszkanie w kamperze wymaga zaopatrzenia się w wodę, prąd i gaz. Nie inaczej jest u mnie. Co tydzień tankuję wodę na myjni. Do zbiornika wlewam mniej więcej 100 litrów, co kosztuje mnie 10 zł. Miesięcznie daje nam to około 45 zł. Do tego należy doliczyć zużycie wody butelkowanej. U mnie jest to mniej więcej 1,5 litra na dobę (tak, prowadzę statystyki). Dużo zależy zatem od tego, jaką wodę kupię. Uśredniając: 22 zł. Zatem łącznie za wodę płacę około 67 zł.

Zużycie gazu jest zróżnicowane, co możecie zaobserwować na prezentowanym wykresie. Tym niemniej średnio w ciągu ostatnich 10 miesięcy należy przyjąć miesięczny koszt w wysokości 294,30 zł.

Za prąd nie płacę, bo panele słoneczne generalnie dają radę zaspokoić moje zapotrzebowanie. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że z prądu w kamperze korzystam oszczędnie i w pochmurne dni wolę na przykład ładować telefon w pracy, i w ogóle nie podłączać go do ładowania w kamperze. Dlaczego zatem napisałem “generalnie”? Ponieważ jesienią i wczesną wiosną kupiłem paliwo do agregatu (generatora), a wynikało to z faktu, że potrzebowałem 230V w gniazdkach kamperowych i celem sprawdzenia lodówki. Część benzyny jest jeszcze w kanistrze, ale dla uproszczenia policzymy wszystko, a to da nam koszt miesięczny 9,64 zł.

Do tego opłaty za internet i telefon. Internet odkąd go zakupiłem kosztuje mnie 29 zł (Nju). Jedyne, co uległo zmianie, to limit GB. Na początku było ich 40, a obecnie jest ich aż 100. Za telefon na początku płaciłem 39 zł, a od maja jest to 25 zł. Dla uproszczenia przyjmiemy jednak 30 zł, jako miesięczny koszt utrzymania telefonu.

Łącznie daje nam to: 429,94 zł.

Inne wydatki na mieszkanie w kamperze

Benzyna: 173,95 zł. Myjnia: 30 zł. Pranie i suszenie: 67 zł. Drobne naprawy i sprzęty domowe, to średni miesięczny koszt: 96,38 zł.

Łącznie: 367,33 zł

W ciągu ostatniego roku zakupiłem również nowe opony i rozrusznik, co było niemałym wydatkiem. Musiałem ponieść również koszt mechanika, którego odwiedziłem nie tylko przy tych okazjach. Tego jednak nie liczę. Wydaje mi się, że te wydatki są zbyt nieregularne i uzależnione od wielu okoliczności, a mogłyby bardzo zaburzyć wizerunek całokształtu kosztów. Przecież równie dobrze opony mogły być wymienione dwa lata temu, a my bierzemy pod uwagę ostatni rok. Gdybym brał to pod uwagę, to musiałbym w sekcji wydatków na prąd uwzględnić koszt zakupu paneli słonecznych.

Podsumowanie kosztów

Łączne, miesięczne wydatki na mieszkanie w kamperze wynoszą około 1895,60 zł. Oczywiście nie są to wszystkie wydatki, jakie ponoszę miesięcznie podczas swojego mieszkania w kamperze. Nie wzięliśmy pod uwagę choćby wydatków na żywność, czy też moich stałych, miesięcznych zobowiązań niezależnych od mieszkania w kamperze. W ogóle nie zainteresowaliśmy się również wydatkami związanymi z utrzymaniem motocykla. Dlaczego? Ponieważ nie zajmujemy się tutaj zaglądaniem mi do portfela. Nie użalamy się nad tym, jak ciężko jest przeżyć samemu cały miesiąc za “minimalną krajową” nawet, gdy się mieszka w kamperze (czyli de facto jest się bezdomnym). Wpis ten ma być wskazówką dla wszystkich, którzy rozważają podjęcie się podobnego wyzwania.

Wiadomo, że gdyby ktoś chciał zamieszkać w kamperze i podróżować, to wydatki na paliwo znacznie by się zwiększyły. Jednak gdyby podróżował w cieplejszych krajach miałby mniejsze wydatki na gaz. Przy intensywnym użytkowaniu więcej też mogłoby wynikać awarii i koniecznych napraw… Naprawdę ciężko zatem jest wszystkie koszty dokładnie sobie skalkulować i na pewno warto je nieco zawyżać, czy może raczej zawrzeć przynajmniej 20% bufor finansowy na nieprzewidziane wydatki. Lepiej żeby później zostało, prawda?

Moje osobiste refleksje

Biorąc pod uwagę powyższe dane, warto pokusić się o odpowiedź na pytanie, czy po niemal dwóch latach mieszkania w kamperze nie żałuję tej decyzji?

Będąc zupełnie szczerym miewam chwile zwątpienia. Zastanawiam się nad tym, czy na pewno była to najsłuszniejsza z możliwych decyzji. Nie wszystko przecież poszło zgodnie z planem. Miały być weekendowe wyjazdy (jest proza życia), nagrywanie filmów na YouTube, wrzucanie zdjęć na profile społecznościowe, pisanie artykułów na bloga. Tym niemniej zrealizowałem swój plan minimum.

Udowodniłem sobie, że dam radę. Udowodniłem innym, że mieszkanie w kamperze jest możliwe w naszym klimacie. Spotykam się z pewnymi niedogodnościami. Mniejszymi (jak deszcz uderzający w dach kampera podczas burzy) i większymi (jak nieprzewidziane wydatki, niemieszczące się w budżecie na dany miesiąc i nagłe awarie). Tym niemniej wciąż się nie wyprowadziłem, prawda? Na resztę (czytaj: porządny rozwój projektu), chyba po prostu musi przyjść odpowiedni czas.

Z pewnością będzie łatwiej, gdy będzie mniej obciążeń finansowych, a mój synek będzie na tyle duży, by mógł się wybrać w podróż razem ze mną. Między innymi z tego względu trudno pojechać gdzieś nawet na weekend, bo jest to czas, który spędzamy w dużej części razem, a nie do końca odpowiada mu jechanie “domkiem”… 😉

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie. Zostaw więc swój komentarz pod artykułem lub na profilu FB! 🙂

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Dawno nie pisałem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Ostatni wpis dodałem na rocznicę mieszkania w kamperze. To było ponad kwartał temu. W tym czasie niemało się działo, ale w związku z tym było mało czasu, żeby pisać na blogu. W tym wpisie podzielę się informacjami o wydatkach poniesionych na naprawy i modernizacje kampera oraz na prąd i ogrzewanie w związku z nadejściem jesieni i zimy.

Naprawy i modernizacje kampera

Któż nie słyszał powiedzenia, że “auto/mieszkanie, to skarbonka bez dna”? Nie inaczej jest w moim przypadku. Nie dalej jak w sierpniu musiałem wykonać przegląd rejestracyjny oraz niezbędne ku temu naprawy (np. hamulców), a już rychłe nadejście zimy wymusiło na mnie kolejne wydatki.

Jeszcze w październiku, podczas parkowania tyłem na – muszę przyznać – dość wysokim krawężniku urwałem sobie błotnik na prawym, tylnym nadkolu. Żeby go wyjąć musiałem auto podnosić na lewarku, a sam błotnik umieściłem na bagażniku rowerowym i zabezpieczyłem elastyczną siatką. Od tego czasu zastanawiałem się, jak zamontować go z powrotem, aby nie obawiać się kolejnej podobnej sytuacji, ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Błotnik był bowiem zamocowany na elementach drewnianych, które – no cóż – nieco utraciły swoje właściwości 😉

Problemy z uruchomieniem silnika

Pod koniec listopada rozrusznik zaczął szwankować (a konkretnie szczotki się zawieszały w rozruszniku). O ile początkowo udawało mi się go zmuszać do współpracy kluczem uniwersalnym (czytaj: młotkiem), to w konsekwencji musiałem się zdecydować na naprawę wadliwych elementów.

Miałem do wyboru kupno nowego rozrusznika bądź regenerację starego (wymiana szczotek, czyszczenie … etc.). Zdecydowałem się na kupno nowego zamiennika. Szukaliśmy wspólnie ze sprzedawczynią w sklepie po wszystkich numerach auta, jednak podczas wizyty w warsztacie okazało się, że zamiennik nie pasuje. Mogłem czekać kolejny tydzień do zakupu nowego i terminu wizyty na warsztacie, albo poddać go regeneracji. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, a zakup zwróciłem w późniejszym terminie do sklepu.

Wymiana opon

Następnym krokiem była wymiana opon, które nie były już w najlepszym stanie. Wybór po konsultacjach padł na opony Matador MPS400 Variant All Weather 2 w cenie 275 zł za sztukę. Zamówienie w Oponeo z dostawą na warsztat znajomego. Jak wiecie opon w kamperze mam sześć, zdecydowałem się jednak na wymianę tylko czterech (oczywiście ze względu na koszty). Dwie najlepsze opony z dotychczasowej szóstki umieściłem jako wewnętrzne bliźniaki. Cała operacja zmiany trwała jednak dłużej niż mogłem się spodziewać.

Znajomy nie mógł mi tego zrobić, bo w ogóle się tym nie zajmuje i nie ma odpowiedniego sprzętu, a znalezienie warsztatu oponiarskiego, który podjął się wymiany opon nie był łatwy. Okazało się bowiem, że tego typu opony/koła nie mogą być obsłużone gdziekolwiek. Znam kilka warsztatów, gdzie “robią” busy, ale kampera zrobić nie chcieli. Dlaczego? Zasłaniali się brakiem jakichś urządzeń, maszyn. Chociaż tak naprawdę nie rozumiem, gdzie leży różnica pomiędzy busem, a moim kamperem. Nikt nie umiał mi logicznie tego wytłumaczyć. (Czyżby po prostu nie chciało im się robić busa, gdy w kolejce czekało mnóstwo osobówek?)

Koniec końców udało mi się znaleźć z polecenia serwis, który zajmuje się wymianą opon nawet w autach ciężarowych oraz ciągnikach siodłowych i właśnie tam wymieniono mi opony. Cała operacja odbyła się w przesympatycznej zresztą atmosferze, okazało się bowiem, że właściciel warsztatu też ma kampera 🙂 Przy okazji Panowie zajęli się uszkodzonym błotnikiem i dwoma nieco skrzywionymi rynnami bagażnika rowerowego.

W związku z tymi wydatkami (częściowo przecież zupełnie nieplanowanymi) moje oszczędności topniały w zatrważającym tempie. Tymczasem zbliżały się święta i rozpoczął się sezon grzewczy, który dodatkowo miał drenować mocno uszczuplony budżet domowy.

Wydatki na ogrzewanie i prąd

Gaz

Kto śledzi moje losy ten wie, że wiosną ubiegłego już roku zainwestowałem parę groszy w zbiornik na LPG. Mogę go uzupełniać w dowolnym momencie i tym samym oszczędzić sobie nieco kłopotu. Czy miało się to wiązać z jakimiś oszczędnościami?  Aby to sprawdzić, nie wystarczyło mi standardowe wpisywanie wydatków na gaz w aplikację do śledzenia budżetu domowego. Zacząłem ilości i koszty tankowań zapisywać w arkuszu kalkulacyjnym. Dzięki temu dziś mogę powiedzieć, że wydatki zdecydowanie uległy zmniejszeniu.

A o tym jakie wydatki wiążą się między innymi z ogrzewaniem kampera zimą możecie przekonać się z poniższego wykresu:

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Dla porównania, jak wzrosło zużycie gazu, przedstawiam również wykres pokazujący, jak wzrosło zużycie (a co za tym idzie wzrost wydatków) od pierwszego pełnego tankowania we wrześniu:

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Widać jak na dłoni, że koszty rosły dość znacząco wraz ze spadkiem temperatur. Dość powiedzieć, że: w październiku na gaz wydałem 198 zł. W listopadzie już 330 zł, w grudniu 378 zł, a w styczniu (do 15.01.) aż 257 zł. Tendencja rosnąca. W ubiegłym roku wyglądało to jednak jeszcze gorzej, a gaz był przecież nieco tańszy (~2,20 zł/litr czy raczej 50 zł za butlę). Niezaprzeczalnie zatem warto było zainwestować w butlę do tankowania. Dzięki temu rozwiązaniu ani razu nie obudziłem się z zimna (gaz nie kończył się w środku nocy).

Trzeba jednak też zaznaczyć, że dane na wykresie to nie jedynie koszt ogrzewania. Zimą więcej się również je ciepłych posiłków i pije ciepłych napojów, więc zużycie gazu wzrasta również pod tym kątem.

Prąd

Źródło: fb.com/tenmelon

Źródło: fb.com/tenmelon

Dla zainteresowanych kwestią paneli słonecznych i tego, czy wypalił plan nie używania agregatu: niestety nie udało mi się całkowicie z niego zrezygnować. Mój komputer potrzebuje prądu więcej niż można by przypuszczać. Przy pochmurnych i coraz krótszych dniach niestety musiałem  uruchamiać agregat, żeby go podładować..

Czy zatem panele słoneczne, to była dobra inwestycja? Z pewnością. Mniej się stresuję tym, że akumulatory mi się rozładują do zera, bo mam nad tym większą kontrolę. A i te odrobiny słońca zimowego pozwalają im się jednak trochę podładować w ciągu dnia. Pomimo spadku do około 80-70% wieczorami, następnego dnia po powrocie z pracy mam znów pełne akumulatory. Tej zimy agregat uruchamiałem zaledwie trzykrotnie. To chyba dziesięć razy mniej niż w ubiegłym sezonie.

Tym niemniej nadal oszczędzam akumulatory jak tylko mogę. Szczególnie podczas weekendów, które spędzam z reguły poza kamperem (np. jestem z synkiem lub odwiedzam kolegę Pawła*). Telefon i power-bank do ładowania tabletu z reguły nadal ładuję w pracy. Mam jednak nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny i dłuższych dni to się zmieni. Znów będzie tak komfortowo, jak ubiegłego lata, gdy panele dawały prądu aż nadto 🙂

Nowa strona

Co bardziej spostrzegawczy mogli również zauważyć, że strona jest po przeprowadzce (z adresu https://Inaczej.tk na https://ProjektInaczej.pl) i nieco zmieniona graficznie. Pracowałem nad tym od września ubiegłego roku. Cała operacja wymagała bowiem niemałej ilości czasu i prądu. Moim priorytetem zawsze są strony klientów, a w końcówce roku na ich stronach nie brakowało zmian do wprowadzania.

W związku z migracją i przebudową na stronie mogą pojawiać się błędy, które uprzejmie proszę zgłaszać bezpośrednio do mnie. Najlepiej za pośrednictwem dostępnego formularza kontaktowego.

I to by było na tyle. Już nie mogę się doczekać wiosny i powrotu do tych choćby krótkich wyjazdów weekendowych lub przynajmniej pracy przy laptopie nad Odrą. Wystarczy, że sobie przypomnę o tym, jak to wyglądało w ubiegłym roku i od razu się uśmiecham 🙂

Jeśli podoba Ci się ten wpis podziel się nim ze znajomymi, udostępnij moją stronę na FB, pomóż budować grono stałych odbiorców. Powiększaj tym samym moje wyrzuty sumienia z powodu zbyt długich czasów publikacji… i jednocześnie motywuj w ten sposób do ich skracania! 😀

Foto nagłówkowe: @earthfocus (https://www.instagram.com/earthfocus/)
Odnośnik do zdjęcia: https://www.instagram.com/p/BplZf_SFXLO/

__________
* Kto nie zna Pawła? Wspominam o nim dość często, bo Paweł, to mój wieloletni przyjaciel. Zwykle okropnie mnie “hejtuje”, ale jednocześnie bardzo mi pomaga – na przykład zaprasza mnie na weekendy i jako pierwszy został moim patronem.

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Minął rok od mojego zamieszkania w kamperze. I muszę Wam się z ręką na sercu przyznać, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 15 września br., to była dla mnie zwykła, zupełnie niczym się nie wyróżniająca sobota. No może poza tym, że następnego dnia się dość poważnie rozchorowałem. Ale absolutnie nie o tym jest ten wpis. Pokuszę się w nim o krótkie podsumowanie ostatniego roku i spróbuję nakreślić dalsze losy projektu.

Chwile zwątpienia

W ciągu ostatniego roku miałem wiele chwil zwątpienia. Gdy poprzedniej zimy po raz kolejny chorowałem i musiałem się mierzyć z samotnym przebywaniem w kamperze 24 godziny na dobę przez tydzień, półtora, nie było mi łatwo. Gdy zimą budziłem się z zimna w środku nocy i musiałem jechać na stację po gaz. Gdy latem nie mogłem zasnąć do późnych godzin nocnych z powodu temperatury powyżej 30 stopni*. Gdy musiałem odmawiać sobie po raz kolejny podróży ze względów finansowych i mieszkanie w domu na kołach wydawało się nie być żadnym udogodnieniem (ze szczególnym uwzględnieniem wyprawy na Mazury, która była dograna niemal na 100%, a w ostatnim momencie okazało się, że nie dam rady jechać). Gdy udało mi się umieścić dwa filmy na moim kanale na YT podsumowujące zimę i wiosnę w kamperze, ale wciąż brakuje czasu na nagrywanie i wstawianie kolejnych. Gdy FB po raz kolejny przypomina, że osoby lubiące profil “inaczej” nie mają ze mną kontaktu. Gdy w środku ulewnej nocy obudziło mnie kapanie wody z dachu wprost na mojego laptopa. Gdy kamper nie przeszedł przeglądu. Gdy pojawiał się kolejny nieprzewidziany wydatek. W takich chwilach również przychodziły chwile refleksji nad tym, czy to wszystko idzie w dobrym kierunku …

Refleksja

A jednak miniony rok wzbogacił mnie o nowe doświadczenia. Pokonałem tak wiele przeciwności, odnalazłem się w nowej rzeczywistości i wykonałem szereg usprawnień. To co mnie wcześniej zaskakiwało, dzisiaj jest przewidywalne.

W ciągu ostatniego roku poznałem kilka osób, które chciały zobaczyć na własne oczy, jak wygląda mieszkanie w kamperze na co dzień. Jeszcze więcej osób poznałem przez internet (na przykład Dorotę, która mieszka w kamperze z dwuletnim synkiem, czy Marcina, który mieszka w blaszaku od trzech lat i wspominał w rozmowie, że nieraz zimą miał w środku -13°C). Dostałem też wiele słów wsparcia i życzeń wytrwałości od osób, które trafiły na moją stronę i profile zupełnie przypadkiem. Z okazji swoich urodzin zamówiłem i rozdałem 20 kubków projektu inaczej 🙂 Co z tym wszystkim? Miałbym się z tym pożegnać, zaprzepaścić, wrócić do tzw. “normalnego” życia? Za nic w świecie!

Tym bardziej, że za każdym razem, gdy spotykam się ze swoim synkiem on pyta, czy idziemy do kampera – to, co mi już spowszedniało, dla niego wciąż stanowi nie lada atrakcję 🙂 O ile na samym początku wszystko go interesowało, wszystkiego chciał dotknąć, włączać, wyłączać, tak teraz lubi sobie choćby usiąść przy otwartym oknie, komentować to, co widzi, rozmawiać z przechodniami i machać im “na do widzenia” 😉

Co dalej?

Jakie będą dalsze losy projektu “Inaczej”? Udowodniłem już, że można mieszkać w kamperze w naszych warunkach klimatycznych, a co najważniejsze, że można w kamperze mieszkać w Polsce również zimą. Jaki zatem jest sens kontynuowania projektu?

Ogromny. Moje życie będzie się zmieniało – chcę żeby tak było i będę do tego dążył. Projekt będzie musiał ewoluować. Od dziś skupię się nie na tym, że się da, ale na tym, jakie wymierne korzyści to przynosi. Chciałbym dotrwać do momentu, w którym nie będę już spłacał kredytu na kampera.  Ograniczyć koszty i pokazać, że można żyć taniej i oszczędniej, a co za tym idzie – poza tym całym schematem uczącym nas, że tylko wyższa pensja, większe mieszkanie (lub domek za miastem) może przynieść satysfakcję z życia. (Chciałbym też zacząć częściej i dalej podróżować!)

Plan na już jest taki, by zacząć tworzyć vloga. Pewnie nie daily, ale może weekly. Moim celem jest również zakup profesjonalnego sprzętu do dokumentowania mojego życia w kamperze. Przez zimę zapewne nie uda mi się tego zrealizować, bo zapewne – jak poprzedniej zimy – ogrzewanie pochłonie wszystkie środki (zarówno oszczędności, jak i przychody nadprogramowe np. z robienia stron). Dlaczego “zapewne”?

Ano dlatego, że zdecydowałem się uruchomić swój profil na Patronite. Nie mam zamiaru “zarabiać” na projekcie. Zbudowanie jednak społeczności, która dokłada swoją – nawet najmniejszą – cegiełkę do wsparcia projektu, z pewnością będzie dodatkowym czynnikiem motywującym do większego zaangażowania się w rozwijanie projektu za pośrednictwem portali społecznościowych. Czytałem na ten temat i postanowiłem spróbować. To tak, jak z tworzeniem czegoś “do szuflady”. Możesz swoje myśli przelewać na papier albo tworzyć wyjątkową muzykę – robić to wyłącznie dla siebie. Może się jednak okazać, że jest grono osób, które po zapoznaniu się z twoją twórczością zachęci cię do postawienia kolejnego kroku na tej drodze. Tak powstają wielkie kariery. Ja nie chcę budować kariery, ale wsparcie patronów z pewnością pomoże mi odnaleźć większą motywację do rozwijania projektu. A kto wie, jeżeli projekt się rozwinie, to może za jakiś czas nowszy model kampera? Przy okazji serdeczne podziękowania dla mojego pierwszego patrona! Dziękuję Paweł!

Niezależnie jednak od dalszego rozwoju projektu za pośrednictwem Patronite, mam nadzieję, że uda mi się projekt nadal rozwijać. Jeśli będzie trzeba to samotnie, a jeśli będę miał przy sobie choćby kilka wspierających mnie duszyczek, to będzie tylko przyjemniej! 🙂

Tymczasem jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa zachęty, wsparcia i motywacji! Mam nadzieję, że przed nami kolejny rok, który będzie dużo owocniejszy w kamperowe przygody! 🙂

_____

* Nie zdarzało się to bardzo często. Ale gdy zostawiałem kampera pozamykanego, a pracowałem na popołudniowej zmianie, to po powrocie do domu (około 22.00) musiałem naprawdę przez kilka ładnych godzin zbijać temperaturę żebym mógł zasnąć 🙂

Drugi film na YouTube :)

Drugi film na YouTube :)

I jest już kolejny film na YouTube! 🙂 (https://youtu.be/Jluj7cL792w)

No dobra, przyznam się, że robiłem oba praktycznie w jednym czasie, tylko wgrywałem z odstępem czasowym…

Tym razem opowiadam o tym, jakie usprawnienia mojego mobilnego mieszkania wdrożyłem wiosną. Nie ma tego dużo, film jest bardzo krótki. To są początki. Bardzo mi zależy również na tym, aby zbierać informacje zwrotne od oglądających. Co robię dobrze, co należy poprawić … etc. Na przykład pod pierwszym odcinkiem nie było żadnych komentarzy odnośnie dźwięku, a pod najnowszym już jest, że muzyka mogłaby być ciszej 🙂 To dla mnie bardzo ważne. Ludzkie ucho jest zawodne. Ja wiem, co mówię na filmie, więc nie mam problemu ze zrozumieniem tekstu, gdy gra muzyka. Dlatego tak ważne jest, żebym wiedział, co jest nie tak z moimi filmami. Nie chcę, żeby średni czas oglądania odcinków zmniejszył się do 5 sekund 😉

Za to po pierwszym filmie dostałem sporo informacji przez profil Inaczej na FB i nawiązałem kontakt z kilkoma osobami, które już mieszkają lub planują zamieszkać w kamperach! To niesamowite! Tak ciężko się odnaleźć na FB, a wystarczy wrzucić film na YT i informacja dociera do o wiele szerszego grona.

Zatem uprzejmie zapraszam do oglądania, komentowania i udostępniania! Niech coraz więcej osób nabierze świadomości, że można żyć “inaczej”! 🙂

Pierwszy film na YouTube :)

Pierwszy film na YouTube :)

Ostatni wpis na moim blogu jest z czerwca?! Jak do tego doszło?!

No, niestety. Dużo pracy, mało wolnego czasu, mniej chęci do pisania, bo zaangażowałem się w tworzenie kanału na YouTube 🙂

Nie spodziewałem się, że będzie to kosztowało tyle energii i zaangażowania, zarwanych wieczorów i zszarganych nerwów. Tak, obróbka wideo nie należy do najłatwiejszych. Wiem, że za parę lat (a może nawet miesięcy) będę się wstydził swoich pierwszych produkcji – jak niemal każdy. Tym niemniej starałem się, żeby powodów do wstydu było jak najmniej.

Jak na daltonistę przystało, dużo jest treści czarno-białych, obrazów przerobionych na szkic. Taką sobie umyśliłem koncepcję i nikomu nic do tego. Tym bardziej, że takich odcinków zapewne będzie niewiele. W późniejszym czasie raczej postawię na koncepcję vlogów. Najłatwiejsze, najmniej czasu będzie pożerało. Jednak z racji tego, że niebawem minie rok od mojego zamieszkania w kamperze, postanowiłem pokusić się o wideo-podsumowanie tego początkowego okresu (https://youtu.be/UbjCgwT7bNY).

Nieco więcej o powstawaniu filmu może uda mi się napisać w najbliższym czasie. Będzie to swoisty poradnik dla początkujących w tym temacie. Może komuś pomoże ustrzec się moich błędów 😉

Tymczasem zapraszam do oglądania, komentowania, i co tam się jeszcze robi z filmami na YT! 🙂

To już pół roku!

To już pół roku!

Minęło pół roku… Dosłownie kilka dni temu. Dokładnie 15 lutego. A więc w zasadzie tydzień. A konkretnie osiem dni. Aż trudno mi uwierzyć, że to już od sześciu miesięcy mieszkam w tej mojej mobilnej kawalerce. A w mojej pamięci tak, żywe jakby to było wczoraj. Pamiętam, gdy to wszystko było jeszcze w sferze marzeń i planów. Pamiętam pierwsze kroki na drodze do realizacji tego planu. Pamiętam, jak obawiałem się przetrwania zimy. A dziś? Dziś jest już końcówka lutego. Wiosna za pasem i czas realizować kolejne kroki tego marzenia.

Okazuje się, że jednak można żyć inaczej. Na początku tej drogi zastanawiałem się, czy bardziej chcę to udowodnić światu, czy sobie. I wychodzi na to, że chyba jednak bardziej zależało mi na tym, żeby udowodnić sobie… że nie muszę podążać tą samą ścieżką. Mogę obrać swoją własną drogę – i muszę powiedzieć jest mi z tym zaskakująco dobrze. Po latach spędzonych na oferowaniu ludziom “drogi na skróty” sam wybrałem drogę pod prąd. I jestem z efektu końcowego bardzo zadowolony.

W ciągu tego pół roku nauczyłem się przede wszystkim siebie. Przekroczyłem pewne granice i poczułem, że żyję. Mogę żyć inaczej. To dało mi pewien luz. Gdy przesz naprzód zgodnie z zamierzonym planem – uwierzcie mi – nic nie wydaje się niemożliwe. Daleko mi jeszcze do życia w totalnej beztrosce, bo praca, bo kredyt, bo zobowiązania… ale żyje mi się łatwiej, bo mam plan, który konsekwentnie realizuję.

W zasadzie nie wiem, jak mógłbym to wytłumaczyć osobie postronnej, bo gdy opowiadam znajomym o tym, że na przykład muszę zadbać o wodę albo o to, żeby nie skończyło się ogrzewanie. Że muszę myśleć o tym, czy mogę się napić alkoholu, czy może będę musiał jechać zatankować gaz lub paliwo do agregatu. Zazwyczaj tego nie rozumieją i myślą, że moje życie jest skomplikowane oraz pełne wyrzeczeń. Oni nie muszą o tym myśleć. Mają wodę, prąd, szybki internet… To się nazywa życie! Prawda? Doceniasz, to że nie musisz się martwić każdego dnia, czy będziesz miał wystarczającą ilość wody i prądu, czy może uznajesz to za tak naturalne, że nawet nie umiesz sobie wyobrazić życia, w którym tego brakuje?

Jest jeszcze inny aspekt takiego życia. Moje codzienne ‘problemy’ jednak w łatwy sposób mogę rozwiązywać. Moi znajomi natomiast często zaprzątają sobie głowę ‘problemami’, które dla mnie po prostu nie istnieją, albo nie mają znaczenia. Moje życie mimo wszystko jest prostsze. Gdy ktoś mi zatem prawi peany o filozofii minimalizmu, tylko uśmiecham się pod nosem…

Żyję sobie skromnie. W swoim tempie. Nie gromadzę rzeczy, bo i nie mam gdzie ich gromadzić. Nie frustruję się cotygodniowym sprzątaniem przestrzeni, która tylko zbiera kurz, a w której na codzień nie przebywam. Owszem, w moim kamperze miejsca jest mało, ale zupełnie wystarczająco do życia. Myślę o moim kamperze, jak o pokoju. Tak naprawdę, dopiero gdy z niego wychodzę jestem w domu. A w moim “domu” mam niezliczoną ilość atrakcji. Morza, góry, lasy… wszystko niemal na wyciągnięcie ręki.

Ostatnio zrobiłem sobie małą wycieczkę – tak żeby przetestować ten tryb podróżowania – i wiecie co? Było fantastycznie! Z kolejnych wyjazdów będą stosowne relacje na blogu i moich kanałach w mediach społecznościowych. Na razie odbył się tylko ten jeden test, ale wystarczył by sprawić, że nie mogę się doczekać lata i tych kilkunastu dni urlopu, które są przede mną!

Tak więc – jak to mówią – stay tuned! Kolejne wpisy już niebawem!