Dawno nie pisałem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Ostatni wpis dodałem na rocznicę mieszkania w kamperze. To było ponad kwartał temu. W tym czasie niemało się działo, ale w związku z tym było mało czasu, żeby pisać na blogu. W tym wpisie podzielę się informacjami o wydatkach poniesionych na naprawy i modernizacje kampera oraz na prąd i ogrzewanie w związku z nadejściem jesieni i zimy.

Naprawy i modernizacje kampera

Któż nie słyszał powiedzenia, że “auto/mieszkanie, to skarbonka bez dna”? Nie inaczej jest w moim przypadku. Nie dalej jak w sierpniu musiałem wykonać przegląd rejestracyjny oraz niezbędne ku temu naprawy (np. hamulców), a już rychłe nadejście zimy wymusiło na mnie kolejne wydatki.

Jeszcze w październiku, podczas parkowania tyłem na – muszę przyznać – dość wysokim krawężniku urwałem sobie błotnik na prawym, tylnym nadkolu. Żeby go wyjąć musiałem auto podnosić na lewarku, a sam błotnik umieściłem na bagażniku rowerowym i zabezpieczyłem elastyczną siatką. Od tego czasu zastanawiałem się, jak zamontować go z powrotem, aby nie obawiać się kolejnej podobnej sytuacji, ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Błotnik był bowiem zamocowany na elementach drewnianych, które – no cóż – nieco utraciły swoje właściwości 😉

Problemy z uruchomieniem silnika

Pod koniec listopada rozrusznik zaczął szwankować (a konkretnie szczotki się zawieszały w rozruszniku). O ile początkowo udawało mi się go zmuszać do współpracy kluczem uniwersalnym (czytaj: młotkiem), to w konsekwencji musiałem się zdecydować na naprawę wadliwych elementów.

Miałem do wyboru kupno nowego rozrusznika bądź regenerację starego (wymiana szczotek, czyszczenie … etc.). Zdecydowałem się na kupno nowego zamiennika. Szukaliśmy wspólnie ze sprzedawczynią w sklepie po wszystkich numerach auta, jednak podczas wizyty w warsztacie okazało się, że zamiennik nie pasuje. Mogłem czekać kolejny tydzień do zakupu nowego i terminu wizyty na warsztacie, albo poddać go regeneracji. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, a zakup zwróciłem w późniejszym terminie do sklepu.

Wymiana opon

Następnym krokiem była wymiana opon, które nie były już w najlepszym stanie. Wybór po konsultacjach padł na opony Matador MPS400 Variant All Weather 2 w cenie 275 zł za sztukę. Zamówienie w Oponeo z dostawą na warsztat znajomego. Jak wiecie opon w kamperze mam sześć, zdecydowałem się jednak na wymianę tylko czterech (oczywiście ze względu na koszty). Dwie najlepsze opony z dotychczasowej szóstki umieściłem jako wewnętrzne bliźniaki. Cała operacja zmiany trwała jednak dłużej niż mogłem się spodziewać.

Znajomy nie mógł mi tego zrobić, bo w ogóle się tym nie zajmuje i nie ma odpowiedniego sprzętu, a znalezienie warsztatu oponiarskiego, który podjął się wymiany opon nie był łatwy. Okazało się bowiem, że tego typu opony/koła nie mogą być obsłużone gdziekolwiek. Znam kilka warsztatów, gdzie “robią” busy, ale kampera zrobić nie chcieli. Dlaczego? Zasłaniali się brakiem jakichś urządzeń, maszyn. Chociaż tak naprawdę nie rozumiem, gdzie leży różnica pomiędzy busem, a moim kamperem. Nikt nie umiał mi logicznie tego wytłumaczyć. (Czyżby po prostu nie chciało im się robić busa, gdy w kolejce czekało mnóstwo osobówek?)

Koniec końców udało mi się znaleźć z polecenia serwis, który zajmuje się wymianą opon nawet w autach ciężarowych oraz ciągnikach siodłowych i właśnie tam wymieniono mi opony. Cała operacja odbyła się w przesympatycznej zresztą atmosferze, okazało się bowiem, że właściciel warsztatu też ma kampera 🙂 Przy okazji Panowie zajęli się uszkodzonym błotnikiem i dwoma nieco skrzywionymi rynnami bagażnika rowerowego.

W związku z tymi wydatkami (częściowo przecież zupełnie nieplanowanymi) moje oszczędności topniały w zatrważającym tempie. Tymczasem zbliżały się święta i rozpoczął się sezon grzewczy, który dodatkowo miał drenować mocno uszczuplony budżet domowy.

Wydatki na ogrzewanie i prąd

Gaz

Kto śledzi moje losy ten wie, że wiosną ubiegłego już roku zainwestowałem parę groszy w zbiornik na LPG. Mogę go uzupełniać w dowolnym momencie i tym samym oszczędzić sobie nieco kłopotu. Czy miało się to wiązać z jakimiś oszczędnościami?  Aby to sprawdzić, nie wystarczyło mi standardowe wpisywanie wydatków na gaz w aplikację do śledzenia budżetu domowego. Zacząłem ilości i koszty tankowań zapisywać w arkuszu kalkulacyjnym. Dzięki temu dziś mogę powiedzieć, że wydatki zdecydowanie uległy zmniejszeniu.

A o tym jakie wydatki wiążą się między innymi z ogrzewaniem kampera zimą możecie przekonać się z poniższego wykresu:

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Dla porównania, jak wzrosło zużycie gazu, przedstawiam również wykres pokazujący, jak wzrosło zużycie (a co za tym idzie wzrost wydatków) od pierwszego pełnego tankowania we wrześniu:

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Widać jak na dłoni, że koszty rosły dość znacząco wraz ze spadkiem temperatur. Dość powiedzieć, że: w październiku na gaz wydałem 198 zł. W listopadzie już 330 zł, w grudniu 378 zł, a w styczniu (do 15.01.) aż 257 zł. Tendencja rosnąca. W ubiegłym roku wyglądało to jednak jeszcze gorzej, a gaz był przecież nieco tańszy (~2,20 zł/litr czy raczej 50 zł za butlę). Niezaprzeczalnie zatem warto było zainwestować w butlę do tankowania. Dzięki temu rozwiązaniu ani razu nie obudziłem się z zimna (gaz nie kończył się w środku nocy).

Trzeba jednak też zaznaczyć, że dane na wykresie to nie jedynie koszt ogrzewania. Zimą więcej się również je ciepłych posiłków i pije ciepłych napojów, więc zużycie gazu wzrasta również pod tym kątem.

Prąd

Źródło: fb.com/tenmelon

Źródło: fb.com/tenmelon

Dla zainteresowanych kwestią paneli słonecznych i tego, czy wypalił plan nie używania agregatu: niestety nie udało mi się całkowicie z niego zrezygnować. Mój komputer potrzebuje prądu więcej niż można by przypuszczać. Przy pochmurnych i coraz krótszych dniach niestety musiałem  uruchamiać agregat, żeby go podładować..

Czy zatem panele słoneczne, to była dobra inwestycja? Z pewnością. Mniej się stresuję tym, że akumulatory mi się rozładują do zera, bo mam nad tym większą kontrolę. A i te odrobiny słońca zimowego pozwalają im się jednak trochę podładować w ciągu dnia. Pomimo spadku do około 80-70% wieczorami, następnego dnia po powrocie z pracy mam znów pełne akumulatory. Tej zimy agregat uruchamiałem zaledwie trzykrotnie. To chyba dziesięć razy mniej niż w ubiegłym sezonie.

Tym niemniej nadal oszczędzam akumulatory jak tylko mogę. Szczególnie podczas weekendów, które spędzam z reguły poza kamperem (np. jestem z synkiem lub odwiedzam kolegę Pawła*). Telefon i power-bank do ładowania tabletu z reguły nadal ładuję w pracy. Mam jednak nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny i dłuższych dni to się zmieni. Znów będzie tak komfortowo, jak ubiegłego lata, gdy panele dawały prądu aż nadto 🙂

Nowa strona

Co bardziej spostrzegawczy mogli również zauważyć, że strona jest po przeprowadzce (z adresu https://Inaczej.tk na https://ProjektInaczej.pl) i nieco zmieniona graficznie. Pracowałem nad tym od września ubiegłego roku. Cała operacja wymagała bowiem niemałej ilości czasu i prądu. Moim priorytetem zawsze są strony klientów, a w końcówce roku na ich stronach nie brakowało zmian do wprowadzania.

W związku z migracją i przebudową na stronie mogą pojawiać się błędy, które uprzejmie proszę zgłaszać bezpośrednio do mnie. Najlepiej za pośrednictwem dostępnego formularza kontaktowego.

I to by było na tyle. Już nie mogę się doczekać wiosny i powrotu do tych choćby krótkich wyjazdów weekendowych lub przynajmniej pracy przy laptopie nad Odrą. Wystarczy, że sobie przypomnę o tym, jak to wyglądało w ubiegłym roku i od razu się uśmiecham 🙂

Jeśli podoba Ci się ten wpis podziel się nim ze znajomymi, udostępnij moją stronę na FB, pomóż budować grono stałych odbiorców. Powiększaj tym samym moje wyrzuty sumienia z powodu zbyt długich czasów publikacji… i jednocześnie motywuj w ten sposób do ich skracania! 😀

Foto nagłówkowe: @earthfocus (https://www.instagram.com/earthfocus/)
Odnośnik do zdjęcia: https://www.instagram.com/p/BplZf_SFXLO/

__________
* Kto nie zna Pawła? Wspominam o nim dość często, bo Paweł, to mój wieloletni przyjaciel. Zwykle okropnie mnie “hejtuje”, ale jednocześnie bardzo mi pomaga – na przykład zaprasza mnie na weekendy i jako pierwszy został moim patronem.