Tytułowe pytanie pojawia się za każdym razem, gdy zbliża się kilka dni wolnego, albo informuję o tym, że wybieram się na urlop. Z przykrością stwierdzam, że najczęściej odpowiedź brzmi: “nigdzie”. Czasami swoją odpowiedź nieco rozwijam: “nie wiem, czy w ogóle gdzieś pojadę”. Dlaczego tak jest? Dlaczego – jak mogłoby się wydawać – nie korzystam z możliwości mieszkania w kamperze?

Odpowiem na to pytanie nieco wymijająco… Posiadasz auto? Tak? A gdzie teraz jedziesz? Nigdzie? A jutro, gdzie pojedziesz? Tylko do pracy i z powrotem? No co ty… A więc mówisz, że ‘może na zakupy jeszcze pojedziesz’, no to fantastycznie…

Nigdy nie ukrywałem, że swojego kampera kupiłem do mieszkania. Podróżowanie – w pełnym tego słowa znaczeniu – to raczej kwestia przyszłości. Gdy kredyt będzie spłacony, ja będę miał więcej wolnego czasu i nie będę ograniczany pracą na etacie. Pytania o podróże i kręcenie nosem, że nie wykorzystuję w pełni potencjału, jaki wynika z mieszkania w kamperze, jest co najmniej zdumiewające… Może to wyolbrzymiam, ale … Skoro masz dwie nogi, to po co w ogóle siadasz? Jest tyle pięknych miejsc do odwiedzenia, wstawaj, idź, zwiedzaj, korzystaj!

I tu wracamy do (chyba) odwiecznej kwestii tego, że ludzie zawsze lepiej wiedzą, jak powinieneś pokierować swoim życiem. Swoim – nie bardzo, ale twoim? Najlepiej!

Nie chce mi się za każdym razem tłumaczyć, dlaczego nigdzie nie jadę. Powody są bardzo różne. Po przedostatniej zimie musiałem odbudowywać swój budżet domowy. Konieczność kupowania butli z gazem dość mocno go nadwyrężyła. Tej zimy na szczęście nie było tak źle (niebawem wrzucę zaktualizowane dane o wydatkach na gaz – stay tuned!). Część oszczędności wydałem jednak jeszcze jesienią na wymianę opon w kamperze. Zimą odbudowywałem więc swój fundusz awaryjny i odkładałem pieniądze na zbliżające się – mniej lub bardziej planowane – wydatki.

Ubezpieczenie OC kampera

W kwietniu kończyło mi się ubezpieczenie. W ubiegłym roku kosztowało mnie ono 907 zł za cały rok. W tym roku wyszło trochę mniej, bo 754 zł. Tym niemniej nadal jest to dosyć duży wydatek.

Podczas badania możliwości korzystania ze zniżek, okazało się, że nie będę mógł za trzy lata – licząc od daty pierwszej rejestracji – skorzystać z 70% zniżki na OC w PZU dla pojazdów powyżej 25 lat jeżeli nie załatwię sobie “żółtych tablic” i papierów, że mój kamper “uznany jest przez uprawnionego rzeczoznawcę samochodowego za pojazd unikatowy lub mający szczególne znaczenie dla udokumentowania historii motoryzacji“. PZU arbitralnie zmieniło swoją decyzję w grudniu ub.r., a PZM wydał lakoniczny komunikat na swojej stronie: https://www.pzm.pl/pojazdy-zabytkowe/pzu.

UPDATE: Jest możliwość uzyskania ubezpieczenia na preferencyjnych warunkach od Compensy – nowego partnera PZM. Oficjalna informacja od PZM dostępna jest na stronie: https://www.pzm.pl/news/2019/pojazdy-zabytkowe/znizka-na-oc-od-compensy. Niestety ten pierwszy komunikat troszkę lepiej się pozycjonuje w wyszukiwarce 😉

Zakup motocykla

Naprawy mojego starego motocykla (Yamaha FZR 1000) spędzały mi sen z powiek. Moja “Żółta Strzała” wymagała wymiany lag, napędu, opon i kilku innych napraw. Orientacyjne koszty oscylowały w okolicach kilku tys. złotych. Poza tym chciałem zaznać odmiany i mniej więcej od lutego obserwowałem sobie nowe oferty na motocykle pojawiające się w sieci. Szukałem wśród miejskich nakedów, motocykli turystycznych i sportów czegoś, co by mnie zainteresowało i było w moim zasięgu finansowym.

Po dwóch miesiącach poszukiwań wybór padł na Kawasaki GPZ 1100. Musiałem po niego jechać w okolice Jeleniej Góry, ale było warto.Jest to motocykl tak mocny, jak Yamaha (nie będzie mi brakowało koni po przesiadce), ale przystosowany bardziej do jazdy w dłuższe trasy. Mam już za sobą jedną 500 km podróż i muszę powiedzieć, że faktycznie – ten motocykl jest przygotowany do nabijania kilometrów 😉 Wysoka szyba z dodatkowym deflektorem i robione na zamówienie siedzenie z żelowymi wkładkami… no po prostu bajka!

Jestem zadowolony z podjętej decyzji o zakupie nowego motocykla. Yamahę udało mi się sprzedać niemal dokładnie za tyle, za ile ją kupiłem dwa lata temu, a nowy motocykl po zakupie wymagał jedynie niewielkiego wkładu finansowego (na szczęście napęd jest prawie nowy, lagi wymagały jedynie uszczelnienia, a opony spokojnie przejeżdżą ten sezon).

Obecnie Kawa daje mi sporo frajdy i radości z jazdy. Co prawda pogoda ostatnio nie sprzyja, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni i będę mógł więcej bywać w plenerze – zarówno motocyklem, jak i kamperem… 🙂