Urlop w warsztacie – kolejne naprawy kampera

Urlop w warsztacie – kolejne naprawy kampera

Wraz z początkiem sierpnia przyszedł czas na urlop. Jak spędza go osoba mieszkająca w kamperze? Ano, jak większość: robiąc remont mieszkania. Czyli w moim przypadku: wykonując naprawy kampera! 😀

Jakimś paskudnym trafem akurat z końcem lipca upływa mi termin przeglądu. Taki nieszczęsny to czas, niemal w połowie lata i okresu wakacyjnego. Zmienić ten termin można robiąc przegląd wcześniej, ale jak wynika z moich poprzednich wpisów, miałem kilka nieprzewidzianych wydatków i po prostu ważniejsze rzeczy na głowie. Aktualnie jestem bardziej nastawiony na powtórzenie badania technicznego jakoś w październiku lub listopadzie, ale jeszcze zobaczę jak wyjdzie 😉 Przy okazji badania usłyszałem, co już niebawem może sprawić, że moje auto przeglądu nie przejdzie…

Badanie techniczne zaliczone, ale … czas na niezbędne naprawy kampera

Kamper przeszedł przegląd z wynikiem pozytywnym, aczkolwiek wyszło parę rzeczy do poprawy: pocenie się niektórych elementów silnika, tuleje i łączniki stabilizatora do rychłej wymiany, wymagane małe poprawki w kwestii oświetlenia, hamulce na prawym tyle do regulacji … etc. Do tego dochodzi normalna, bieżąca obsługa wynikająca z przebiegu (wymiana oleju i filtrów). Do kogo z tym jechać? Oczywiście do Adriana!

Naprawy kampera (jak w sumie każdego auta) jeśli nie ma się odpowiednich narzędzi są bardzo czasochłonne. A gdy się mieszka w kamperze, to trudno jest mieć odpowiednie narzędzia. Wizyta u profesjonalisty była więc koniecznością. Oczywiście starałem się Adrianowi pomagać w maksymalnym możliwym zakresie. Ograniczało się to niestety w większości do przytrzymania, podania lub odebrania czegoś, odpaleniu silnika / świateł, naciśnięciu hamulca, zaciągnięcia ręcznego … itp. Tym niemniej to Adrian, z pomocą profesjonalnego sprzętu działał w najlepsze:

Przy okazji wyszła mała ciekawostka… łączniki stabilizatora najprawdopodobniej nie były wymieniane od nowości (albo były wymieniane na oryginalne, co jednak jest mniej prawdopodobne):

Aż dziw zatem, że konieczność ich wymiany została zauważona dopiero podczas ostatniego przeglądu.

W chwilach, gdy Adrian zajmował się czymś, co nie wymagało mojej pomocy (lub zajmował się zupełnie innym klientem warsztatu) szukałem sobie zajęć. I tak na przykład przejrzałem sobie trochę instalację, sprawdziłem parametry ładowania akumulatora pojazdu, zweryfikowałem dlaczego jedna boczna żarówka pozycyjna nie świeci. Przy okazji wizyty na warsztacie udało się również wymienić wycieraczki na płaskie (bezprzegubowe), umyć kampera specjalnym środkiem do mycia ciężarówek oraz naprawić pomniejsze usterki tj. jeden z kierunkowskazów, który przerywał częściej niż powinien (przetarty kabel).

Będę musiał jeszcze wrócić do Adriana i zrobić rozrząd (a przy okazji powrót turbiny i uszczelnić łączenie silnika ze skrzynią), ale to za jakiś czas, bo na tych pomniejszych naprawach upłynął mi już pierwszy tydzień urlopu…

Czas wreszcie odpocząć, ale jak?

Pogoda – mogłoby się wydawać – idealna na wypoczynek. Dzień w dzień 30 stopni w cieniu. Ze względu na to, że od piątkowego popołudnia byłem z synkiem, cała sobota i niedziela została przez nas spędzona na basenie. Nie chciałem jechać z nim w dziksze, bezludne rejony. Wybrałem wariant bezpieczniejszy, pobyt w mieście, wśród ludzi. O ile jednak dni udawało się jakoś przetrwać, to noce mnie niepokoiły…

Kamper w ciągu dnia potrafił się nagrzać do 36 stopni.

To jest temperatura daleka od komfortowej. Żeby ją zbić poniżej 30 stopni trzeba było wietrzyć kampera i czekać niemal do 23.00. Rano temperatura wnętrza oscyluje w okolicach 27 stopni. Ciężko o wydajny sen przy tej temperaturze… Co więcej, w takich warunkach nietrudno o udar cieplny, co mnie bardzo martwiło w kontekście synka (4 l.). Nie przypominam sobie, abym w ubiegłym roku miał taki problem i by trwał on przez tak długi czas – bo przecież tak wysokie temperatury utrzymują się niemal od tygodnia. Na dodatek prognozy kilkudniowe wcale nie zapowiadają ich spadku.

O ile na urlopie jakoś sobie radzę (wychodzę na zakupy, odwiedzam znajomych, jeżdżę motocyklem … etc.), jednak nie mam pojęcia co zrobię, gdy trzeba będzie znów pracować z kampera. Wysiedzieć osiem godzin przy komputerze, w takim upale? To będzie ogromne wyzwanie.

Jakie wyciągnąłem wnioski?

Pomysł na przyszły rok jest taki, żeby założyć klimatyzację postojową. Jest to wydatek rzędu 3-5 tys. złotych, więc będę musiał bardzo oszczędzać pieniądze w najbliższych miesiącach. W tym czasie postaram się również nieco zagłębić w to zagadnienie, aby decyzja o wdrożeniu konkretnego rozwiązania była jak najlepsza.

Postaram się również, aby naprawy kampera i usprawnienia nie ustawiały mi urlopu. Praktycznie połowa urlopu spędzona na warsztacie?! Dramat. Nie tego się spodziewałem. Ale najwięcej czasu zajęła właśnie drobnica. Szukanie przetartych przewodów, drobne dopasowanie wycieraczek do uszczelki i okna … itp. W przyszłym roku nie przewiduję takich napraw. A jeśli coś wyjdzie, to nie chcę czekać do urlopu tylko robić na bieżąco.

Jednak pomimo wszystkich niedogodności, nadal nie mam zamiaru się wyprowadzić z kampera 🙂 Niebawem minie już trzy lata. Zleciało, sam nie wiem kiedy. Ostatnio może trochę gorszych chwil, więcej wydatków, mniej wypoczynku. Mimo tego mam nadzieję z końcówki urlopu wycisnąć ile tylko się da! 😀

Uszkodzone panele słoneczne

Uszkodzone panele słoneczne

Działające panele słoneczne w kamperze, to absolutna konieczność podczas pandemii i pracy zdalnej … ale może pozwólcie, że zacznę od początku. Pamiętacie, jak w maju byłem bardzo zadowolony i pisałem o tym, że 200W paneli słonecznych, elastycznych na dachu, to świetny pomysł, bo sprawdza się rewelacyjnie? No. To niestety w czerwcu się odmieniło. Jakoś w połowie czerwca panele przestały dawać tyle prądu ile powinny. Zacząłem więc analizować logi regulatora w poszukiwaniu przyczyny tego stanu rzeczy.

Analiza okresu od początku marca pokazała, że jedynie momentami przekraczam 5A, co daje jasno znak, że coś jest nie tak. Zamiast 200W mam niecałe 100W (i to oczywiście w bardzo sprzyjających warunkach, gdy panele mają napięcie w okolicach 20V). Nie dawało mi to spokoju, więc pewnego dnia (a dokładnie 1 lipca) wszedłem na dach i przeprowadziłem na panelach “test żarówkowy”. Podłączyłem żarówkę o mocy 100W (a jak ustaliliśmy podczas faktycznego testu żarówkowego akumulatorów w rzeczywistości pobierała jakieś 70W) i sprawdziłem, co się dzieje na miernikach. Long story short… jeden panel działał, a drugi nie dawał ani miliampera.

Tego samego dnia napisałem maila do sprzedawcy opisując całą sytuację. Do wiadomości dołączyłem filmy z testu oraz logi regulatora za okres od marca do dnia poprzedzającego kontakt i poprosiłem o dalsze instrukcje. Dlaczego? Ponieważ – warto o tym pamiętać – większość paneli słonecznych posiada nawet 25 lat gwarancji na sprawność nie mniejszą niż 70%!

Gwarancja na panele słoneczne

Swoje panele elastyczne kupowałem ponad dwa lata temu w firmie Sun Track S.C. Jaka była ich reakcja na moją wiadomość? Po pierwsze, niemal błyskawiczna. W wiadomości zwrotnej zostałem poproszony o oderwanie panela i przesłanie do nich celem samodzielnej weryfikacji uszkodzenia. Po wymianie jeszcze kilku wiadomości ustaliliśmy wspólnie, że zamówię u nich dwa nowe panele o większej mocy (z odpowiednim rabatem i rekompensatą za uszkodzony panel wychodziło to bardzo korzystnie). Jeden działający panel 100W miałem zamiar wykorzystać ze starym regulatorem PWM do ładowania akumulatora samochodu. Plan był obmyślony, więc przyszła pora na realizację.

W sobotę 4. lipca po otrzymaniu dzień wcześniej żyłki do wycinania szyb zamówionej na Allegro udało mi się oderwać jeden panel i go zapakować. Po zdemontowaniu uszkodzonego panela sprawdziłem jeszcze wartości na regulatorze: około godziny 11.00 regulator pokazywał 3,5A przy około 14V. To od jakiegoś czasu był standard. Może nie ma powodu do zadowolenia, ale też nie ma powodu do niepokoju. Skoro do tej pory dałem radę pracować przy jednym panelu, to nie powinno być dramatu.

Niestety, po mniej więcej 30 minutach od tej operacji dostrzegłem na regulatorze symbol księżyca i zupełne zera (V i A) na wejściu paneli słonecznych. Pierwsza myśl: “Może coś źle podpiąłem podczas usuwania uszkodzonego panela?” Więc z powrotem wszedłem na dach i po sprawdzeniu połączeń i przeprowadzeniu testów na drugim panelu okazało się, że przestał działać. Kto mi powie, jakie są na to szanse?! Moje emocje sięgały zenitu. Na szczęście byłem sam, a nie zwykłem rozmawiać ze sobą, więc parę niecenzuralnych wyrażeń pojawiło się wyłącznie w mojej głowie. Wciąż pracuję zdalnie, więc to już był dla mnie prawdziwy dramat. A na tym nie koniec…

Uszkodzenia dachu

Podczas odrywania drugiego panela odkryłem w dachu pewne uszkodzenia, odparzenia, które należało szybko zabezpieczyć, bo nadchodziło kilka deszczowych dni. Panele pakowałem już na totalnym wkur… ekhm, pardon my French… byłem zdenerwowany. W każdym razie w poniedziałek już oba jechały kurierem do sprzedawcy, a tymczasem ja szukałem pomocy jakiegoś fachowca, który pomoże mi zająć się dachem.

Mamy taką grupę na FB, gdzie większość stara się pomagać sobie nawzajem, więc zadałem tam pytanie, kto może (czuje się na siłach) pomóc w naprawieniu dachu. I wiecie co? Znowu spotkałem na swojej drodze wspaniałego człowieka. Odezwał się do mnie Adrian z A.D. TRUCK AUTO SERWIS (+48517066546). Sobotni wieczór, a on do mnie napisał, że mam przyjechać na warsztat. Będzie na miejscu za 40 minut i sprawdzimy, jak się rzeczy mają.

Co prawda z dziesięć razy powtarzał, że zaproponował mi pomoc, bo “wszedł na blog i zobaczył ‘1000 dni w kamperze‘”, ale jestem pewien, że zaproponowałby pomoc każdemu w podobnej sytuacji. Bo Adrian, to po prostu kolejna dobra osoba, którą udało mi się spotkać w swoim życiu. Bardzo się cieszę, że się do mnie odezwał, bo mam też parę rzeczy mechanicznych do zrobienia w moim kamperze i dzięki temu już nie muszę szukać warsztatu, który może się tego podjąć. Tym niemniej w sobotę nie pracowaliśmy. Adrian dostarczył mi prąd, a noc z soboty na niedzielę spędziłem na terenie warsztatu. W niedzielę (sic!) wyczyściliśmy i uszczelniliśmy dach, dodatkowo przygotowaliśmy go niejako pod montaż nowych paneli.

Panele słoneczne – ekspertyza sprzedawcy

We wtorek 7. lipca otrzymałem informację z Sun Track S.C., że ich analiza wykazała popękane BusBary (czyli elementy łączące poszczególne ogniwa). Generalnie dalej nie rozumiem, jak mogło do tego dojść w panelach elastycznych i skąd totalne 0V na wyjściu, a do tego jeden po drugim, ale nie wszystko muszę rozumieć. W efekcie postępowania reklamacyjnego (gwarancyjnego) dostałem ofertę na dwa panele 180W, które mogę połączyć szeregowo, aby w każdych warunkach osiągać maksymalną możliwą wydajność pod regulatorem MPPT. Panele jednak nie były dostępne od ręki i wysyłka do mnie miała nastąpić najwcześniej w czwartek. Przez cały tydzień pracowałem więc na agregacie, co kosztowało mnie około 100 zł.

Nowe panele słoneczne

Nowe panele słoneczne – 2 sztuki po 180W – dotarły w poniedziałek. Paczka była nieco uszkodzona (DPD), ale po dokładnych oględzinach same panele wydawały się nieuszkodzone, więc obyło się bez reklamacji do przewoźnika.

Po usunięciu starych paneli długo się zastanawiałem z czego mogły wynikać ich uszkodzenia. Temperatura? Mikro-ruchy zabudowy? Zastanawiałem się również nad sposobem montażu nowych paneli, żeby uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości. Brałem nawet pod uwagę montaż na płycie komorowej z poliwęglanu, żeby poprawić wentylację. Jednak z opresji wybawił mnie sprzedawca, który wyraźnie zaznaczył, że panele muszą być po całości klejone do dachu. W przeciwnym wypadku kolejna reklamacja może nie zostać uznana.

Tu znowu musi nastąpić skrócenie historii… Chciałem zająć się tym sam, ale koniec końców postanowiłem pojechać z tym do Adriana. Panele przyjechały około 11.00, a zamontowane na dachu były o 17.00. Nowe panele zostały przyklejone do dachu w nieco większej odległości od siebie (z uwagi na ewentualnie padający częściowo cień) oraz spięte szeregowo.

W nadchodzących dniach nie pracowałem zdalnie, więc nie byłem też w stanie w pełni ocenić sprawności nowych paneli. Zauważyłem jednak, że dają pod 45V, a regulator bardzo ładnie dopasowuje dawany prąd do odbiorników. W miarę podłączania kolejnych odbiorników regulator pobierał więcej prądu z paneli. Możecie to zaobserwować na poniższym wykresie:

W tym czasie stan naładowania akumulatora (SOC) oczywiście nie spadał poniżej 100%. Regulator reagował niemal natychmiast na zwiększone zapotrzebowanie.

Jak więc w lipcu wygląda sprawność paneli słonecznych? Poniżej wykres:

Podsumowanie

Przede wszystkim uważam, że warto kupować panele słoneczne od sprzedawcy, który jest w Polsce (wciąż dużo osób kupuje taki sprzęt na AliExpress) i nie zwinie interesu za pół roku. Ja rozumiem, że wiele osób szuka rozwiązań “po kosztach”, ale w takich sytuacjach widać, że na tym nie warto oszczędzać. Sprawdźcie najpierw porządnie ceny w kraju, a gwarantuje Wam, że różnica nie będzie warta ewentualnych nerwów.

Po drugie… jeśli zepsuje ci się kamper we Wrocławiu lub okolicach, to wiesz gdzie dzwonić? Do  A.D. TRUCK AUTO SERWIS (+48517066546), bo Adrian na pewno nie odprawi cię z kwitkiem. Zna naszą społeczność i wie czego potrzebujemy. A do tego jest przesympatycznym gościem, którego po prostu warto poznać 🙂

Po trzecie: najważniejsze jest mimo wszystko magazynowanie. Można mieć i 1kW na dachu, ale jak nie ma gdzie tego magazynować (lub wykorzystać), to potencjał się marnuje. Nie mogę się doczekać tanich ogniw LiFePO4 lub jakiegoś innego rozwiązania, które pozwoli efektywniej magazynować prąd.

Panele słoneczne w kamperze (analiza sprawności na przykładzie maja 2020)

Panele słoneczne w kamperze (analiza sprawności na przykładzie maja 2020)

Parafrazując klasyka: “Jest fajnie, jak jest fajnie!” Mieszkanie w kamperze jest przyjemne, gdy możesz obejrzeć film, kiedy tylko masz ochotę. Możesz popracować na komputerze, gdy tylko zachodzi potrzeba. Generalnie, gdy nie musisz się martwić o to, czy następnego dnia będziesz w stanie usiąść na osiem godzin do pracy, a prądu starczy również na inne cele. Czyli, gdy mieszka się komfortowo. Na co zatem pozwalają panele słoneczne (200W) i 140ah w akumulatorach?

W ostatnich wpisach podawałem trochę informacji o sprawności paneli słonecznych. Był test żarówkowy, który miał zdiagnozować czy na akumulatorach da się pracować przez cały dzień. Dziś czas się nieco bardziej zagłębić w temat analizując wybrany miesiąc. W tym wpisie podam dane do analizy tego, jak sprawowały się moje panele słoneczne w maju i pokrótce spróbuję opisać swoje wnioski.

Panele słoneczne, a majowa pogoda

Zacznijmy od tego, jak kształtowała się pogoda na przestrzeni maja:

Pogoda w maju

Zachmurzenie (szare tło) i czyste niebo (żółte tło). Im ciemniejszy kolor tła, tym gęstsza pokrywa chmur.
(Źródło: https://www.meteoblue.com)

Jak widać było dosyć słonecznie. Opadów nie było dużo, a zachmurzenie nie było częste. Ciekawostka: sprawdzając codziennie pogodę zauważyłem, że często zupełnie bezchmurnie było w nocy 😉

Może spojrzymy więc na godziny usłonecznienia:

Godziny usłonecznienia w maju

(Źródło: https://www.weatheronline.pl/)

Jak widać nie wyglądało to najgorzej. A jak się miała sytuacja z generowaniem prądu przez panele słoneczne na dachu mojego kampera?

Myślę, że łatwiej będzie się wgryźć w te dane, gdy nałożymy je na siebie. Zacznijmy od pierwszego wykresu pokazującego dane zachmurzenia i opadów. Nałożymy na niego energię wyprodukowaną przez panele słoneczne:

Panele słoneczne - energia pozyskana w maju 2020

A teraz zobaczmy, jak to wygląda na wykresie usłonecznienia:

Panele słoneczne - energia pozyskana w maju 2020

Hmm… dziwnie to wygląda, prawda? Jak to interpretować? No to popatrzmy jeszcze na wykres wykorzystania energii:

Panele słoneczne - energia wykorzystana w maju 2020

I dane łącznie:

Panele słoneczne - energia wykorzystana i pozyskana w maju 2020

Jak to wszystko rozumieć? Co z tego wynika?

Podsumowanie

Przede wszystkim nasuwają się dwa podstawowe wnioski. Po pierwsze: bez słońca jest bardzo mało energii. Jednak dzięki zastosowaniu regulatora MPPT również ta energia z rozproszonego słońca została pozyskana (patrz. 10, 23, 31 maja). Po drugie: panele nie wygenerują więcej prądu niż zmieści się w akumulatorach.

Jeśli więc podczas poprzedniego dnia nie wykorzystałem energii za bardzo ponad to, co dały w ciągu dnia panele, to następnego dnia (jeśli nie wykorzystywałem prądu na bieżąco) panele wygenerowały tylko tyle energii ile się zmieściło do akumulatora. Tutaj nasuwa się pytanie. Czy można jakoś lepiej wykorzystać tę “nadprogramową” moc?

Można zainwestować w kolejne akumulatory lub przynajmniej powerbanki. Wiem, że niektórzy montują grzałki wody (taka grzałka z termostatem kosztuje około 500 zł). Dzięki temu mniej energii by się marnowało. Na pewno jeszcze pochylę się nad tym tematem.

Mam nadzieję, że ten nieco techniczny i zapewne dla większości mało interesujący wpis pomoże komuś, kto dopiero zaczyna swoją kamperową przygodę w podjęciu decyzji dotyczących zaopatrzenia się w prąd.

Gdy ja zamieszkałem w kamperze zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Nie ma takich w miarę szczegółowych informacji. Jeśli zatem ktoś chce się przenieść do kampera, dzięki takim danym jest w stanie wyrobić sobie jakiś pogląd na tę kwestię. Oczywiście musi wziąć pod uwagę jeszcze wiele zmiennych, jednak i tak uważam, że w oparciu o prezentowane informacje dużo łatwiej będzie się przygotować do ewentualnego – choćby czasowego – zamieszkania w kamperze 😉

Używany podczas testów sprzęt:
Panele słoneczne Ecoflex (FR) elastyczne, klejone do dachu, 2 x 100W
Akumulatory, żelowe, około czteroletnie – 2 x 70ah
Regulator Epever Tracer 3210AN
Do pracy przez 8 godzin używałem Dell 9250 oraz telefonu Samsung Galaxy A40.
Do użytku własnego Samsung Galaxy S8, tablet Acer.

Mieszkanie w kamperze – 1000 pierwszych dni!

Mieszkanie w kamperze – 1000 pierwszych dni!

Woo-hoo! – można by zakrzyknąć nieco z angielska – mieszkanie w kamperze – to już 1000 dni! Nie dochodźmy już może czy to jest pierwsze 1000 dni w kamperze, czy raczej ostatnie, bo w ciągu kilku minionych tygodni biłem się z myślami niejednokrotnie. W jakże dziwnych okolicznościach bowiem przyszło mi “świętować” ten niemały sukces …

Pandemia Covid-19 i home office w kamperze

Ostatnie trzy miesiące, to niemal stu procentowa izolacja. Nieustanne poszukiwanie słońca i dobrego zasięgu internetu mobilnego ze względu na pracę zdalną. Home office w kamperze, rozumiecie? Home … w kamperze … hehe… 🙂

Żyłowanie instalacji fotowoltaicznej, akumulatorów i przetwornicy do granic możliwości… Tak, dane mi było poznać te granice. Musiałem na przykład zadbać o dodatkową wentylację miejsca, którym znajduje się przetwornica, bo w bardzo ciepłe dni po jakimś czasie po prostu odmawiała współpracy. Tymczasem panele słoneczne ani razu nie dały z siebie 200W. Życie.

Do tego trzeba dodać bardzo złe samopoczucie psychiczne. Wychodziłem na zakupy raz w tygodniu. Również raz w tygodniu odwiedzałem stację benzynową. Więc widząc drugiego człowieka miałem ochotę podejść i się przytulić… Nie, to oczywiście żart, aż tak źle nie było, ale taka izolacja na 12 metrach kwadratowych, to naprawdę nie jest bajka. Momentami było naprawdę przytłaczająco.

W dodatku praca zdalna. Jeśli kiedyś mieliście okazję zasmakować home office, podczas którego faktycznie osiem godzin pracujecie, to wiecie, że w końcu zaczyna brakować tej świadomości wyjścia z pracy. Zupełnego odcięcia się. Mi czasem udało się wyłączyć komputer, niestety częściej nawet tego nie byłem w stanie zrobić, bo jeszcze ktoś prosił o pomoc przy stronie… Więc tak, to było trochę przytłaczające. Wstajesz i siadasz do pracy. Kończysz pracę i idziesz spać. Dramat.

Nocna próba włamania i inne atrakcje

Dokładnie tak. Wyobraźcie sobie, że trzech typów próbowało mi wejść o 2.00 w nocy do kampera. Spłoszyli się, oczywiście, ale było to trudne doświadczenie. Miałem później przez kilka dni duży problem z wysypianiem się w nocy. Byle szmer był w stanie postawić mnie na równe nogi, a ponownie zasnąć wcale nie było łatwo.

Nie będę pisał gdzie to miało miejsce, ale teoretycznie miało być ono całkiem bezpieczne: oświetlone, monitorowane… Cóż, monitoring okazał się (jak to niestety zbyt często bywa) zupełnie bezużyteczny. A fakt, że miejsce dobrze oświetlone być może zadziałał wręcz odwrotnie, bo z daleka było widać stojącego w nocy kampera. Szkoda, że moi nieproszeni goście nie byli zupełnie do tego przygotowani, zabrakło im wcześniejszej obserwacji by wiedzieć, że w środku ktoś stale przebywa.

W innym znów przypadku trzech młodych (i prawdopodobnie nieco “nagrzanych”) chłopców (18-25 l.) postanowiło sobie podejść do kampera i w niego uderzać przy okazji rzucając wulgaryzmami. W środku dnia. Podczas gdy ja pracowałem. Po prostu brak słów. Patologia. Trochę się zdziwili, gdy się do nich odezwałem z wnętrza, a chwilę później wyszedłem, aby dać dobitnie do zrozumienia, co wkrótce nastąpi jeśli nie zaniechają swoich praktyk.

Jak widać mieszkanie w kamperze ma swoje uroki. Wróćmy jednak do meritum.

Trzy lata w kamperze – czy naprawdę da się tak żyć na stałe?

Okazuje się, że można żyć, mieszkać i nawet w miarę normalnie pracować w kamperze. Ostateczny test, nieco wymuszony okolicznościami, udało mi się w mojej subiektywnej ocenie zdać celująco. W słoneczne dni energii mi nie brakuje. Znaczy prądu. Bo energii życiowej zaczyna brakować, jeśli jesteś “uwiązany” etatem czyli musisz pracować po 8 godzin dziennie. Tutaj widzę tylko jedno wyjście. Inna praca. W innym trybie. Bardziej akordowym. Może na własny rachunek. Może działalność gospodarcza? Anyway…

Kompletna izolacja podczas kamperowania, to po prostu życiowa tragedia. Współczuję osobom, które pandemia złapała np. na wakacjach w Europie. Z dnia na dzień zostali oni uwięzieni w swoich kamperach. Nierzadko całymi rodzinami. Myślę, że w takich warunkach nietrudno o “rozwód” zaraz po powrocie do normalności. Dwie, trzy, cztery osoby na 12 metrach kwadratowych? Brak możliwości korzystania z wakacji? Wyjścia, zwiedzania, piknikowania? Dramat! Wobec takiego scenariusza nie miałem najgorzej, a i tak było mi bardzo ciężko.

Doświadczenia ostatnich tygodni pokazały jednak, że mieszkanie w kamperze na stałe jest jak najbardziej możliwe. Mając dostęp do stosunkowo szybkiego internetu mogę pracować i żyć w podróży. Czy jednak to wchodzi w ogóle w grę w moim przypadku? Raczej nie. Ze względu na mojego synka. Nie pojedzie ze mną, a ogromnie by mi go brakowało. Już teraz wariowałem, gdy przez pewien czas z obawy przed nieumyślnym zarażeniem go wirusem ominęliśmy nasze weekendowe spotkania. Jeśli jednak ktoś nie ma tak skomplikowanej sytuacji rodzinnej, to polecam. Szczerze i z całego serca.

Mieszkanie w kamperze, a minimalne warunki techniczne

200W paneli na dachu oraz 1,2kWh w akumulatorze zapewnia sporą autonomię jeśli masz niewymagający sprzęt. Ja pracuję na Dell 7275, który w teorii pobiera około 30W. To niedużo, a nawet bardzo mało, jak na laptopa. Troszkę brakuje mi drugiego ekranu. Taki przenośny ekran 15″ pobiera około 5W, więc spokojnie jeszcze dałoby radę, ale to jest dość duży wydatek, na który aktualnie się nie zdecyduję. Może w przyszłości. Tobie oczywiście polecam 😉

Reszta urządzeń w miarę możliwości maksymalnie energooszczędne. Agregat pewnie i tak by się przydał, jeśli planujesz stać w zacienionych rejonach lub stoisz kilka dni przy dość pochmurnej pogodzie.

Zbiornik na wodę taki jak mój – 100 litrów, to raczej minimum na około tydzień. Toaleta jak najpojemniejsza. No i sprawna lodówka. Żeby nie jeść cały czas suchego prowiantu lub gotowych posiłków do zalania wodą.

Ale wracając… 1000 dni. Kiedy to zleciało? Sam się zastanawiam. Udało się. Jest fajnie. Może nie dokładnie tak, jak to sobie można wyobrażać, ale jest zaskakująco dobrze. Pandemię i całą auto-kwarantannę trzeba brać pod uwagę, jako pewne ekstremum, z którym przyszło mi się zmierzyć. Ta sytuacja tylko dowiodła, że da się żyć niemal zupełnie off grid. Nie licząc zakupów i tankowania paliwa oraz wody.

A teraz już przejdźmy już do zapowiadanego przeze mnie w jednym z poprzednich wpisów konkursu…

Konkurs

Niełatwe pytanie konkursowe brzmi:

Jakie maksymalne natężenie udało mi się uzyskać na przenośnym panelu turystycznym podczas “testu żarówkowego“?

Odpowiedzi na to pytanie proszę podawać w komentarzu pod tym artykułem. Zasady konkursu znajdziecie poniżej. Nagrodą główną w konkursie jest powerbank z możliwością wymieniania akumulatorów typu 18650. Przewiduję również nagrody niespodzianki. Pamiętaj o tym, aby podać w komentarzu poprawny adres email, w przeciwnym wypadku nie będę miał jak się z Tobą skontaktować i umówić się na odbiór lub wysyłkę nagrody.

Podpowiedź, która nic nie daje: ten panel ma moc maksymalną 15W i posiada dwa gniazda USB. Każde gniazdo maksymalnie daje 5V (napięcie) i 2A (natężenie).

Zatem do dzieła! Jak myślisz, co pokazał miernik?

Zasady konkursu

W teorii konkurs zakłada, że wygra osoba, która będzie najbliżej faktycznej wartości, ale ponieważ to mój konkurs, więc nie jest to takie oczywiste. Równie dobrze może wygrać odpowiedź najbardziej dowcipna (np.: “mogłeś zasilić elektrownię Rybnik i jeszcze by zostało”). Naprawdę, wszystko zależy ode mnie. No i od tego czy w ogóle weźmiesz udział w tym konkursie 😀 Pewnie będę brał również pod uwagę zaangażowanie w “projekt”, komentowane i udostępniane posty profilu na FB, obserwowanie projektu na instagramie, patronat … etc.

Kolejna sprawa, to czas. Umówmy się, że czas na udzielanie udzielanie odpowiedzi, to niedziela, 14 czerwca, 23.59. Natomiast czas na ujawnienie poprawnej odpowiedzi nastąpi do 24 godzin po tym terminie. Od tej pory będę miał do tygodnia na ogłoszenie zwycięzcy oraz ewentualnych odbiorców nagród niespodzianek 😉

Poniżej prezentuję zdjęcia dokumentujące prawidłowe rozwiązanie zadania konkursowego:

A zatem, miernik pokazał maksymalnie 0,005A i moc rzędu 0,025W, a w ciągu niemal 10 minut wygenerował 1mWh prądu 😀 Niczego tym nie zasilicie. Cud, że sam miernik się uruchomił! Kiedy zatem staniecie kamperem lub przyczepą w nocy pod latarnią i regulator paneli słonecznych pokaże wam na wyświetlaczu coś wskazującego na ładowanie nie wpadajcie od razu w zachwyt 😉

Test żarówki 100W

Test żarówki 100W

Po zakupie nowego regulatora paneli słonecznych (więcej o tym we wpisie: Na co poszły pieniądze moich Patronów?) nurtowało mnie kilka pytań: Ile ja faktycznie mam prądu w akumulatorach? Co by się stało, gdybym potrzebował pracować na laptopie przez 8 godzin? Ile prądu w ciągu dnia są w stanie faktycznie dać moje panele słoneczne?

Gdy zatem przyszło do mnie urządzenie logujące (eLog-01) postanowiłem zrobić “test żarówki”. Test miał miejsce na przełomie 4. i 5. marca 2020, a polegał na podłączeniu żarówki o mocy 100W w miejsce odbiorników na regulatorze. Chwilę mi zajęło podłączenie wszystkiego, bo test robiłem spontanicznie. To znaczy zaplanowałem go wcześniej i zamówiłem żarówkę oraz gniazdo (pełen profesjonalizm), ale nie planowałem go robić akurat tego dnia. Tym bardziej, że to jeszcze w sumie zima i dzień dosyć krótki… Przygotowałem jednak odpowiedniej grubości kable, podłączyłem przez kostkę z gniazdem żarówki i podpiąłem wszystko do regulatora. Było nieco przed 20.00, gdy włączałem odbiorniki na regulatorze. Test się rozpoczął…

 

Tutaj pojawiło się pierwsze zaskoczenie… Otóż żarówka o mocy 100W, wcale nie pobiera 100W, a nieco ponad 70W. Wraz z upływem czasu wartość ta malała, aż do 65W po nieco ponad 10 godzinach testu (patrz: wykres). I tutaj już można wziąć poprawkę, na te wszystkie YouToube-owe testy żarówkowe. Niemal wszystkie zakładają, że pobór jest dokładnie taki, jak wskazana wartość nominalna wskazana na żarówce (najczęściej właśnie 100W) i na tej podstawie są liczone pozostałe wartości tj. pojemność akumulatora na podstawie czasu świecenia żarówki. Teraz już wiecie ile są warte takie testy …

Pojawił się jednak mały problem. Test zaplanowałem na noc, żeby panele na dachu nie generowały energii. Chciałem przede wszystkim sprawdzić wydajność akumulatorów pod ciągłym i niemałym obciążeniem. Jak jednak spać przy takim świetle? Musiałem jakoś otoczyć żarówkę, do czego wykorzystałem sztywny panel słoneczny przeznaczony do ładowania urządzeń podczas np. górskich wędrówek:

Tutaj pojawiło się kolejne zaskoczenie… Czy widzicie na powyższym zdjęciu coś dziwnego? Ja też nie zauważyłem tego od razu, ale gdy to zobaczyłem…

Holy shit! Ta żarówka daje prąd!”

Tak, tak… w tej małej kieszonce świeci się dioda wskazująca na pojawienie się napięcia w portach USB:

Dla mnie było to duże zaskoczenie, więc wpiąłem w port USB miernik i po chwili już było jasne… Nie, nie powiem, co było jasne 🙂 Tu zrobimy sobie mały konkurs, o którym więcej napiszę w kolejnym wpisie 😀

A teraz popatrzcie sobie na wykres i przeczytajcie pod nim słowo podsumowania dla całego testu:

Test rozpocząłem przed 20.00, 4-ego marca, a zakończyłem o godzinie 6.45, 5-ego. W ciągu tych niemal 11 godzin żarówka zużyła 720Wh, co daje średnią moc na poziomie około (sic!) 67W.  O godzinie 6:38 – mniej więcej o tej porze wyłączyłem odbiorniki, bo wychodziłem do pracy – napięcie akumulatora było na poziomie 11,78V. (Odcięcie odbiorników ustawione na poziomie 11,1V, więc z dużym zapasem.) Od tej pory akumulator wyłącznie dostawał energię.

Jak widać na wykresie z początku nieśmiało od około 1W, do maksymalnie (w porywach) 80W w ciągu stosunkowo słonecznego dnia. W sumie odzyskałem tego dnia 420Wh. To niestety poddało w wątpliwość codzienną pracę na laptopie (moc zasilacza 90W). Dało mi też do myślenia czy na pewno mam na dachu 200W?

Trzeba jednak powiedzieć, że po pierwsze słońce zimowe jest mniej wydajne ponieważ kursuje nisko nad horyzontem. Dzień również jest krótki. Dodatkowo test był prowadzony na parkingu, na którym mam miejsce pod drzewem. Niemniej niewątpliwie zaskoczony tym testem postanowiłem go ponowić w bardziej sprzyjających okolicznościach. Nie spodziewałem się wtedy, że z uwagi na nadciągającą epidemię Covid-19 prawdziwy test wytrzymałości mojego systemu dopiero nadchodził… ale o tym w kolejnym wpisie! 🙂

Pełne logi z regulatora do pobrania w dwóch formatach: CSV oraz XLSX. Pobierz i przeanalizuj samodzielnie. Może będziesz miał własne refleksje na ten temat? Zostaw swój komentarz pod artykułem lub na profilu projektu Inaczej na FB! 🙂

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Pytania o mieszkanie w kamperze zawsze wiążą się z jego aspektem finansowym. Nie będę teraz wnikał, na ile wynika to z oczywistego zainteresowania materialnym wymiarem zamieszkania w kamperze, a na ile z dziwnej pokusy zaglądania do cudzego portfela. Tym niemniej w tym wpisie postaram się, jak najlepiej przedstawić to zagadnienie. Oczywiście subiektywnie i na miarę moich skromnych możliwości.

Na pewno nie możemy generalizować. Każdy ma nieco inny tryb życia, z którego będzie wynikało inne zużycie mediów (woda, gaz, prąd). Zatem fakt, że u mnie to wygląda w dany sposób, nie oznacza, że w przypadku innej osoby będzie podobnie. Nie każdy będzie spłacał kredyt na zakup kampera, nie każdy też będzie go stawiał na parkingu strzeżonym. 

Koszty utrzymania kampera

Wśród tych kosztów odnajdziemy tylko te, które bezwzględnie odnoszą się do tego, że mieszkam w kamperze, czyli takie, których nie ponosiłbym, gdybym kampera nie miał i w nim nie mieszkał.

Moje mieszkanie w kamperze obejmuje zatem ratę kredytu (900 zł), opłatę za miejsce parkingowe (125 zł), koszt OC (62,83 zł) oraz przeglądu (10,50 zł). Dwie ostatnie pozycje, to oczywiście koszty roczne – OC wyniosło 754 zł, a przegląd 126 zł – więc zostały one przeze mnie podzielone przez 12. Łącznie daje nam to: 1098,33 zł.

Media (woda, gaz, prąd)

Mieszkanie w kamperze wymaga zaopatrzenia się w wodę, prąd i gaz. Nie inaczej jest u mnie. Co tydzień tankuję wodę na myjni. Do zbiornika wlewam mniej więcej 100 litrów, co kosztuje mnie 10 zł. Miesięcznie daje nam to około 45 zł. Do tego należy doliczyć zużycie wody butelkowanej. U mnie jest to mniej więcej 1,5 litra na dobę (tak, prowadzę statystyki). Dużo zależy zatem od tego, jaką wodę kupię. Uśredniając: 22 zł. Zatem łącznie za wodę płacę około 67 zł.

Zużycie gazu jest zróżnicowane, co możecie zaobserwować na prezentowanym wykresie. Tym niemniej średnio w ciągu ostatnich 10 miesięcy należy przyjąć miesięczny koszt w wysokości 294,30 zł.

Za prąd nie płacę, bo panele słoneczne generalnie dają radę zaspokoić moje zapotrzebowanie. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że z prądu w kamperze korzystam oszczędnie i w pochmurne dni wolę na przykład ładować telefon w pracy, i w ogóle nie podłączać go do ładowania w kamperze. Dlaczego zatem napisałem “generalnie”? Ponieważ jesienią i wczesną wiosną kupiłem paliwo do agregatu (generatora), a wynikało to z faktu, że potrzebowałem 230V w gniazdkach kamperowych i celem sprawdzenia lodówki. Część benzyny jest jeszcze w kanistrze, ale dla uproszczenia policzymy wszystko, a to da nam koszt miesięczny 9,64 zł.

Do tego opłaty za internet i telefon. Internet odkąd go zakupiłem kosztuje mnie 29 zł (Nju). Jedyne, co uległo zmianie, to limit GB. Na początku było ich 40, a obecnie jest ich aż 100. Za telefon na początku płaciłem 39 zł, a od maja jest to 25 zł. Dla uproszczenia przyjmiemy jednak 30 zł, jako miesięczny koszt utrzymania telefonu.

Łącznie daje nam to: 429,94 zł.

Inne wydatki na mieszkanie w kamperze

Benzyna: 173,95 zł. Myjnia: 30 zł. Pranie i suszenie: 67 zł. Drobne naprawy i sprzęty domowe, to średni miesięczny koszt: 96,38 zł.

Łącznie: 367,33 zł

W ciągu ostatniego roku zakupiłem również nowe opony i rozrusznik, co było niemałym wydatkiem. Musiałem ponieść również koszt mechanika, którego odwiedziłem nie tylko przy tych okazjach. Tego jednak nie liczę. Wydaje mi się, że te wydatki są zbyt nieregularne i uzależnione od wielu okoliczności, a mogłyby bardzo zaburzyć wizerunek całokształtu kosztów. Przecież równie dobrze opony mogły być wymienione dwa lata temu, a my bierzemy pod uwagę ostatni rok. Gdybym brał to pod uwagę, to musiałbym w sekcji wydatków na prąd uwzględnić koszt zakupu paneli słonecznych.

Podsumowanie kosztów

Łączne, miesięczne wydatki na mieszkanie w kamperze wynoszą około 1895,60 zł. Oczywiście nie są to wszystkie wydatki, jakie ponoszę miesięcznie podczas swojego mieszkania w kamperze. Nie wzięliśmy pod uwagę choćby wydatków na żywność, czy też moich stałych, miesięcznych zobowiązań niezależnych od mieszkania w kamperze. W ogóle nie zainteresowaliśmy się również wydatkami związanymi z utrzymaniem motocykla. Dlaczego? Ponieważ nie zajmujemy się tutaj zaglądaniem mi do portfela. Nie użalamy się nad tym, jak ciężko jest przeżyć samemu cały miesiąc za “minimalną krajową” nawet, gdy się mieszka w kamperze (czyli de facto jest się bezdomnym). Wpis ten ma być wskazówką dla wszystkich, którzy rozważają podjęcie się podobnego wyzwania.

Wiadomo, że gdyby ktoś chciał zamieszkać w kamperze i podróżować, to wydatki na paliwo znacznie by się zwiększyły. Jednak gdyby podróżował w cieplejszych krajach miałby mniejsze wydatki na gaz. Przy intensywnym użytkowaniu więcej też mogłoby wynikać awarii i koniecznych napraw… Naprawdę ciężko zatem jest wszystkie koszty dokładnie sobie skalkulować i na pewno warto je nieco zawyżać, czy może raczej zawrzeć przynajmniej 20% bufor finansowy na nieprzewidziane wydatki. Lepiej żeby później zostało, prawda?

Moje osobiste refleksje

Biorąc pod uwagę powyższe dane, warto pokusić się o odpowiedź na pytanie, czy po niemal dwóch latach mieszkania w kamperze nie żałuję tej decyzji?

Będąc zupełnie szczerym miewam chwile zwątpienia. Zastanawiam się nad tym, czy na pewno była to najsłuszniejsza z możliwych decyzji. Nie wszystko przecież poszło zgodnie z planem. Miały być weekendowe wyjazdy (jest proza życia), nagrywanie filmów na YouTube, wrzucanie zdjęć na profile społecznościowe, pisanie artykułów na bloga. Tym niemniej zrealizowałem swój plan minimum.

Udowodniłem sobie, że dam radę. Udowodniłem innym, że mieszkanie w kamperze jest możliwe w naszym klimacie. Spotykam się z pewnymi niedogodnościami. Mniejszymi (jak deszcz uderzający w dach kampera podczas burzy) i większymi (jak nieprzewidziane wydatki, niemieszczące się w budżecie na dany miesiąc i nagłe awarie). Tym niemniej wciąż się nie wyprowadziłem, prawda? Na resztę (czytaj: porządny rozwój projektu), chyba po prostu musi przyjść odpowiedni czas.

Z pewnością będzie łatwiej, gdy będzie mniej obciążeń finansowych, a mój synek będzie na tyle duży, by mógł się wybrać w podróż razem ze mną. Między innymi z tego względu trudno pojechać gdzieś nawet na weekend, bo jest to czas, który spędzamy w dużej części razem, a nie do końca odpowiada mu jechanie “domkiem”… 😉

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie. Zostaw więc swój komentarz pod artykułem lub na profilu FB! 🙂