Test żarówki 100W

Test żarówki 100W

Po zakupie nowego regulatora paneli słonecznych (więcej o tym we wpisie: Na co poszły pieniądze moich Patronów?) nurtowało mnie kilka pytań: Ile ja faktycznie mam prądu w akumulatorach? Co by się stało, gdybym potrzebował pracować na laptopie przez 8 godzin? Ile prądu w ciągu dnia są w stanie faktycznie dać moje panele słoneczne?

Gdy zatem przyszło do mnie urządzenie logujące (eLog-01) postanowiłem zrobić “test żarówki”. Test miał miejsce na przełomie 4. i 5. marca 2020, a polegał na podłączeniu żarówki o mocy 100W w miejsce odbiorników na regulatorze. Chwilę mi zajęło podłączenie wszystkiego, bo test robiłem spontanicznie. To znaczy zaplanowałem go wcześniej i zamówiłem żarówkę oraz gniazdo (pełen profesjonalizm), ale nie planowałem go robić akurat tego dnia. Tym bardziej, że to jeszcze w sumie zima i dzień dosyć krótki… Przygotowałem jednak odpowiedniej grubości kable, podłączyłem przez kostkę z gniazdem żarówki i podpiąłem wszystko do regulatora. Było nieco przed 20.00, gdy włączałem odbiorniki na regulatorze. Test się rozpoczął…

 

Tutaj pojawiło się pierwsze zaskoczenie… Otóż żarówka o mocy 100W, wcale nie pobiera 100W, a nieco ponad 70W. Wraz z upływem czasu wartość ta malała, aż do 65W po nieco ponad 10 godzinach testu (patrz: wykres). I tutaj już można wziąć poprawkę, na te wszystkie YouToube-owe testy żarówkowe. Niemal wszystkie zakładają, że pobór jest dokładnie taki, jak wskazana wartość nominalna wskazana na żarówce (najczęściej właśnie 100W) i na tej podstawie są liczone pozostałe wartości tj. pojemność akumulatora na podstawie czasu świecenia żarówki. Teraz już wiecie ile są warte takie testy …

Pojawił się jednak mały problem. Test zaplanowałem na noc, żeby panele na dachu nie generowały energii. Chciałem przede wszystkim sprawdzić wydajność akumulatorów pod ciągłym i niemałym obciążeniem. Jak jednak spać przy takim świetle? Musiałem jakoś otoczyć żarówkę, do czego wykorzystałem sztywny panel słoneczny przeznaczony do ładowania urządzeń podczas np. górskich wędrówek:

Tutaj pojawiło się kolejne zaskoczenie… Czy widzicie na powyższym zdjęciu coś dziwnego? Ja też nie zauważyłem tego od razu, ale gdy to zobaczyłem…

Holy shit! Ta żarówka daje prąd!”

Tak, tak… w tej małej kieszonce świeci się dioda wskazująca na pojawienie się napięcia w portach USB:

Dla mnie było to duże zaskoczenie, więc wpiąłem w port USB miernik i po chwili już było jasne… Nie, nie powiem, co było jasne 🙂 Tu zrobimy sobie mały konkurs, o którym więcej napiszę w kolejnym wpisie 😀

A teraz popatrzcie sobie na wykres i przeczytajcie pod nim słowo podsumowania dla całego testu:

Test rozpocząłem przed 20.00, 4-ego marca, a zakończyłem o godzinie 6.45, 5-ego. W ciągu tych niemal 11 godzin żarówka zużyła 720Wh, co daje średnią moc na poziomie około (sic!) 67W.  O godzinie 6:38 – mniej więcej o tej porze wyłączyłem odbiorniki, bo wychodziłem do pracy – napięcie akumulatora było na poziomie 11,78V. (Odcięcie odbiorników ustawione na poziomie 11,1V, więc z dużym zapasem.) Od tej pory akumulator wyłącznie dostawał energię.

Jak widać na wykresie z początku nieśmiało od około 1W, do maksymalnie (w porywach) 80W w ciągu stosunkowo słonecznego dnia. W sumie odzyskałem tego dnia 420Wh. To niestety poddało w wątpliwość codzienną pracę na laptopie (moc zasilacza 90W). Dało mi też do myślenia czy na pewno mam na dachu 200W?

Trzeba jednak powiedzieć, że po pierwsze słońce zimowe jest mniej wydajne ponieważ kursuje nisko nad horyzontem. Dzień również jest krótki. Dodatkowo test był prowadzony na parkingu, na którym mam miejsce pod drzewem. Niemniej niewątpliwie zaskoczony tym testem postanowiłem go ponowić w bardziej sprzyjających okolicznościach. Nie spodziewałem się wtedy, że z uwagi na nadciągającą epidemię Covid-19 prawdziwy test wytrzymałości mojego systemu dopiero nadchodził… ale o tym w kolejnym wpisie! 🙂

Pełne logi z regulatora do pobrania w dwóch formatach: CSV oraz XLSX. Pobierz i przeanalizuj samodzielnie. Może będziesz miał własne refleksje na ten temat? Zostaw swój komentarz pod artykułem lub na profilu projektu Inaczej na FB! 🙂

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Ile kosztuje mieszkanie w kamperze?

Pytania o mieszkanie w kamperze zawsze wiążą się z jego aspektem finansowym. Nie będę teraz wnikał, na ile wynika to z oczywistego zainteresowania materialnym wymiarem zamieszkania w kamperze, a na ile z dziwnej pokusy zaglądania do cudzego portfela. Tym niemniej w tym wpisie postaram się, jak najlepiej przedstawić to zagadnienie. Oczywiście subiektywnie i na miarę moich skromnych możliwości.

Na pewno nie możemy generalizować. Każdy ma nieco inny tryb życia, z którego będzie wynikało inne zużycie mediów (woda, gaz, prąd). Zatem fakt, że u mnie to wygląda w dany sposób, nie oznacza, że w przypadku innej osoby będzie podobnie. Nie każdy będzie spłacał kredyt na zakup kampera, nie każdy też będzie go stawiał na parkingu strzeżonym. 

Koszty utrzymania kampera

Wśród tych kosztów odnajdziemy tylko te, które bezwzględnie odnoszą się do tego, że mieszkam w kamperze, czyli takie, których nie ponosiłbym, gdybym kampera nie miał i w nim nie mieszkał.

Moje mieszkanie w kamperze obejmuje zatem ratę kredytu (900 zł), opłatę za miejsce parkingowe (125 zł), koszt OC (62,83 zł) oraz przeglądu (10,50 zł). Dwie ostatnie pozycje, to oczywiście koszty roczne – OC wyniosło 754 zł, a przegląd 126 zł – więc zostały one przeze mnie podzielone przez 12. Łącznie daje nam to: 1098,33 zł.

Media (woda, gaz, prąd)

Mieszkanie w kamperze wymaga zaopatrzenia się w wodę, prąd i gaz. Nie inaczej jest u mnie. Co tydzień tankuję wodę na myjni. Do zbiornika wlewam mniej więcej 100 litrów, co kosztuje mnie 10 zł. Miesięcznie daje nam to około 45 zł. Do tego należy doliczyć zużycie wody butelkowanej. U mnie jest to mniej więcej 1,5 litra na dobę (tak, prowadzę statystyki). Dużo zależy zatem od tego, jaką wodę kupię. Uśredniając: 22 zł. Zatem łącznie za wodę płacę około 67 zł.

Zużycie gazu jest zróżnicowane, co możecie zaobserwować na prezentowanym wykresie. Tym niemniej średnio w ciągu ostatnich 10 miesięcy należy przyjąć miesięczny koszt w wysokości 294,30 zł.

Za prąd nie płacę, bo panele słoneczne generalnie dają radę zaspokoić moje zapotrzebowanie. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że z prądu w kamperze korzystam oszczędnie i w pochmurne dni wolę na przykład ładować telefon w pracy, i w ogóle nie podłączać go do ładowania w kamperze. Dlaczego zatem napisałem “generalnie”? Ponieważ jesienią i wczesną wiosną kupiłem paliwo do agregatu (generatora), a wynikało to z faktu, że potrzebowałem 230V w gniazdkach kamperowych i celem sprawdzenia lodówki. Część benzyny jest jeszcze w kanistrze, ale dla uproszczenia policzymy wszystko, a to da nam koszt miesięczny 9,64 zł.

Do tego opłaty za internet i telefon. Internet odkąd go zakupiłem kosztuje mnie 29 zł (Nju). Jedyne, co uległo zmianie, to limit GB. Na początku było ich 40, a obecnie jest ich aż 100. Za telefon na początku płaciłem 39 zł, a od maja jest to 25 zł. Dla uproszczenia przyjmiemy jednak 30 zł, jako miesięczny koszt utrzymania telefonu.

Łącznie daje nam to: 429,94 zł.

Inne wydatki na mieszkanie w kamperze

Benzyna: 173,95 zł. Myjnia: 30 zł. Pranie i suszenie: 67 zł. Drobne naprawy i sprzęty domowe, to średni miesięczny koszt: 96,38 zł.

Łącznie: 367,33 zł

W ciągu ostatniego roku zakupiłem również nowe opony i rozrusznik, co było niemałym wydatkiem. Musiałem ponieść również koszt mechanika, którego odwiedziłem nie tylko przy tych okazjach. Tego jednak nie liczę. Wydaje mi się, że te wydatki są zbyt nieregularne i uzależnione od wielu okoliczności, a mogłyby bardzo zaburzyć wizerunek całokształtu kosztów. Przecież równie dobrze opony mogły być wymienione dwa lata temu, a my bierzemy pod uwagę ostatni rok. Gdybym brał to pod uwagę, to musiałbym w sekcji wydatków na prąd uwzględnić koszt zakupu paneli słonecznych.

Podsumowanie kosztów

Łączne, miesięczne wydatki na mieszkanie w kamperze wynoszą około 1895,60 zł. Oczywiście nie są to wszystkie wydatki, jakie ponoszę miesięcznie podczas swojego mieszkania w kamperze. Nie wzięliśmy pod uwagę choćby wydatków na żywność, czy też moich stałych, miesięcznych zobowiązań niezależnych od mieszkania w kamperze. W ogóle nie zainteresowaliśmy się również wydatkami związanymi z utrzymaniem motocykla. Dlaczego? Ponieważ nie zajmujemy się tutaj zaglądaniem mi do portfela. Nie użalamy się nad tym, jak ciężko jest przeżyć samemu cały miesiąc za “minimalną krajową” nawet, gdy się mieszka w kamperze (czyli de facto jest się bezdomnym). Wpis ten ma być wskazówką dla wszystkich, którzy rozważają podjęcie się podobnego wyzwania.

Wiadomo, że gdyby ktoś chciał zamieszkać w kamperze i podróżować, to wydatki na paliwo znacznie by się zwiększyły. Jednak gdyby podróżował w cieplejszych krajach miałby mniejsze wydatki na gaz. Przy intensywnym użytkowaniu więcej też mogłoby wynikać awarii i koniecznych napraw… Naprawdę ciężko zatem jest wszystkie koszty dokładnie sobie skalkulować i na pewno warto je nieco zawyżać, czy może raczej zawrzeć przynajmniej 20% bufor finansowy na nieprzewidziane wydatki. Lepiej żeby później zostało, prawda?

Moje osobiste refleksje

Biorąc pod uwagę powyższe dane, warto pokusić się o odpowiedź na pytanie, czy po niemal dwóch latach mieszkania w kamperze nie żałuję tej decyzji?

Będąc zupełnie szczerym miewam chwile zwątpienia. Zastanawiam się nad tym, czy na pewno była to najsłuszniejsza z możliwych decyzji. Nie wszystko przecież poszło zgodnie z planem. Miały być weekendowe wyjazdy (jest proza życia), nagrywanie filmów na YouTube, wrzucanie zdjęć na profile społecznościowe, pisanie artykułów na bloga. Tym niemniej zrealizowałem swój plan minimum.

Udowodniłem sobie, że dam radę. Udowodniłem innym, że mieszkanie w kamperze jest możliwe w naszym klimacie. Spotykam się z pewnymi niedogodnościami. Mniejszymi (jak deszcz uderzający w dach kampera podczas burzy) i większymi (jak nieprzewidziane wydatki, niemieszczące się w budżecie na dany miesiąc i nagłe awarie). Tym niemniej wciąż się nie wyprowadziłem, prawda? Na resztę (czytaj: porządny rozwój projektu), chyba po prostu musi przyjść odpowiedni czas.

Z pewnością będzie łatwiej, gdy będzie mniej obciążeń finansowych, a mój synek będzie na tyle duży, by mógł się wybrać w podróż razem ze mną. Między innymi z tego względu trudno pojechać gdzieś nawet na weekend, bo jest to czas, który spędzamy w dużej części razem, a nie do końca odpowiada mu jechanie “domkiem”… 😉

Ciekaw jestem, co Wy o tym myślicie. Zostaw więc swój komentarz pod artykułem lub na profilu FB! 🙂

“Gdzie będziesz jechał?”

“Gdzie będziesz jechał?”

Tytułowe pytanie pojawia się za każdym razem, gdy zbliża się kilka dni wolnego, albo informuję o tym, że wybieram się na urlop. Z przykrością stwierdzam, że najczęściej odpowiedź brzmi: “nigdzie”. Czasami swoją odpowiedź nieco rozwijam: “nie wiem, czy w ogóle gdzieś pojadę”. Dlaczego tak jest? Dlaczego – jak mogłoby się wydawać – nie korzystam z możliwości mieszkania w kamperze? (więcej…)

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Dawno nie pisałem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Ostatni wpis dodałem na rocznicę mieszkania w kamperze. To było ponad kwartał temu. W tym czasie niemało się działo, ale w związku z tym było mało czasu, żeby pisać na blogu. W tym wpisie podzielę się informacjami o wydatkach poniesionych na naprawy i modernizacje kampera oraz na prąd i ogrzewanie w związku z nadejściem jesieni i zimy. (więcej…)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Minął rok od mojego zamieszkania w kamperze. I muszę Wam się z ręką na sercu przyznać, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 15 września br., to była dla mnie zwykła, zupełnie niczym się nie wyróżniająca sobota. No może poza tym, że następnego dnia się dość poważnie rozchorowałem. Ale absolutnie nie o tym jest ten wpis. Pokuszę się w nim o krótkie podsumowanie ostatniego roku i spróbuję nakreślić dalsze losy projektu.

(więcej…)