Urlop w warsztacie – kolejne naprawy kampera

12.08.2020 | Kamper, Ogólne | 0 komentarzy

Wraz z początkiem sierpnia przyszedł czas na urlop. Jak spędza go osoba mieszkająca w kamperze? Ano, jak większość: robiąc remont mieszkania. Czyli w moim przypadku: wykonując naprawy kampera! 😀

Jakimś paskudnym trafem akurat z końcem lipca upływa mi termin przeglądu. Taki nieszczęsny to czas, niemal w połowie lata i okresu wakacyjnego. Zmienić ten termin można robiąc przegląd wcześniej, ale jak wynika z moich poprzednich wpisów, miałem kilka nieprzewidzianych wydatków i po prostu ważniejsze rzeczy na głowie. Aktualnie jestem bardziej nastawiony na powtórzenie badania technicznego jakoś w październiku lub listopadzie, ale jeszcze zobaczę jak wyjdzie 😉 Przy okazji badania usłyszałem, co już niebawem może sprawić, że moje auto przeglądu nie przejdzie…

Badanie techniczne zaliczone, ale … czas na niezbędne naprawy kampera

Kamper przeszedł przegląd z wynikiem pozytywnym, aczkolwiek wyszło parę rzeczy do poprawy: pocenie się niektórych elementów silnika, tuleje i łączniki stabilizatora do rychłej wymiany, wymagane małe poprawki w kwestii oświetlenia, hamulce na prawym tyle do regulacji … etc. Do tego dochodzi normalna, bieżąca obsługa wynikająca z przebiegu (wymiana oleju i filtrów). Do kogo z tym jechać? Oczywiście do Adriana!

Naprawy kampera (jak w sumie każdego auta) jeśli nie ma się odpowiednich narzędzi są bardzo czasochłonne. A gdy się mieszka w kamperze, to trudno jest mieć odpowiednie narzędzia. Wizyta u profesjonalisty była więc koniecznością. Oczywiście starałem się Adrianowi pomagać w maksymalnym możliwym zakresie. Ograniczało się to niestety w większości do przytrzymania, podania lub odebrania czegoś, odpaleniu silnika / świateł, naciśnięciu hamulca, zaciągnięcia ręcznego … itp. Tym niemniej to Adrian, z pomocą profesjonalnego sprzętu działał w najlepsze:

Przy okazji wyszła mała ciekawostka… łączniki stabilizatora najprawdopodobniej nie były wymieniane od nowości (albo były wymieniane na oryginalne, co jednak jest mniej prawdopodobne):

Aż dziw zatem, że konieczność ich wymiany została zauważona dopiero podczas ostatniego przeglądu.

W chwilach, gdy Adrian zajmował się czymś, co nie wymagało mojej pomocy (lub zajmował się zupełnie innym klientem warsztatu) szukałem sobie zajęć. I tak na przykład przejrzałem sobie trochę instalację, sprawdziłem parametry ładowania akumulatora pojazdu, zweryfikowałem dlaczego jedna boczna żarówka pozycyjna nie świeci. Przy okazji wizyty na warsztacie udało się również wymienić wycieraczki na płaskie (bezprzegubowe), umyć kampera specjalnym środkiem do mycia ciężarówek oraz naprawić pomniejsze usterki tj. jeden z kierunkowskazów, który przerywał częściej niż powinien (przetarty kabel).

Będę musiał jeszcze wrócić do Adriana i zrobić rozrząd (a przy okazji powrót turbiny i uszczelnić łączenie silnika ze skrzynią), ale to za jakiś czas, bo na tych pomniejszych naprawach upłynął mi już pierwszy tydzień urlopu…

Czas wreszcie odpocząć, ale jak?

Pogoda – mogłoby się wydawać – idealna na wypoczynek. Dzień w dzień 30 stopni w cieniu. Ze względu na to, że od piątkowego popołudnia byłem z synkiem, cała sobota i niedziela została przez nas spędzona na basenie. Nie chciałem jechać z nim w dziksze, bezludne rejony. Wybrałem wariant bezpieczniejszy, pobyt w mieście, wśród ludzi. O ile jednak dni udawało się jakoś przetrwać, to noce mnie niepokoiły…

Kamper w ciągu dnia potrafił się nagrzać do 36 stopni.

To jest temperatura daleka od komfortowej. Żeby ją zbić poniżej 30 stopni trzeba było wietrzyć kampera i czekać niemal do 23.00. Rano temperatura wnętrza oscyluje w okolicach 27 stopni. Ciężko o wydajny sen przy tej temperaturze… Co więcej, w takich warunkach nietrudno o udar cieplny, co mnie bardzo martwiło w kontekście synka (4 l.). Nie przypominam sobie, abym w ubiegłym roku miał taki problem i by trwał on przez tak długi czas – bo przecież tak wysokie temperatury utrzymują się niemal od tygodnia. Na dodatek prognozy kilkudniowe wcale nie zapowiadają ich spadku.

O ile na urlopie jakoś sobie radzę (wychodzę na zakupy, odwiedzam znajomych, jeżdżę motocyklem … etc.), jednak nie mam pojęcia co zrobię, gdy trzeba będzie znów pracować z kampera. Wysiedzieć osiem godzin przy komputerze, w takim upale? To będzie ogromne wyzwanie.

Jakie wyciągnąłem wnioski?

Pomysł na przyszły rok jest taki, żeby założyć klimatyzację postojową. Jest to wydatek rzędu 3-5 tys. złotych, więc będę musiał bardzo oszczędzać pieniądze w najbliższych miesiącach. W tym czasie postaram się również nieco zagłębić w to zagadnienie, aby decyzja o wdrożeniu konkretnego rozwiązania była jak najlepsza.

Postaram się również, aby naprawy kampera i usprawnienia nie ustawiały mi urlopu. Praktycznie połowa urlopu spędzona na warsztacie?! Dramat. Nie tego się spodziewałem. Ale najwięcej czasu zajęła właśnie drobnica. Szukanie przetartych przewodów, drobne dopasowanie wycieraczek do uszczelki i okna … itp. W przyszłym roku nie przewiduję takich napraw. A jeśli coś wyjdzie, to nie chcę czekać do urlopu tylko robić na bieżąco.

Jednak pomimo wszystkich niedogodności, nadal nie mam zamiaru się wyprowadzić z kampera 🙂 Niebawem minie już trzy lata. Zleciało, sam nie wiem kiedy. Ostatnio może trochę gorszych chwil, więcej wydatków, mniej wypoczynku. Mimo tego mam nadzieję z końcówki urlopu wycisnąć ile tylko się da! 😀

Pozostań w temacie:

Test żarówki 100W

Test żarówki 100W

Po zakupie nowego regulatora paneli słonecznych (więcej o tym we wpisie: Na co poszły pieniądze moich Patronów?)...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *