On też się przeprowadził na stałe do kampera!

8.02.2022 | Ogólne | 5 Komentarze

Pozwólcie, że przedstawię wam Krzysztofa. 66-letniego, mega-pozytywnego gościa, który kupił kampera w czerwcu 2020 roku, przeprowadził się do niego 01.09.2020 – od tamtej pory w nim mieszka i podróżuje. Warto wspomnieć, że zdecydował się na ten krok pomimo niemałych problemów zdrowotnych i to w okresie pandemii – a więc i rosnących w całej Europie obostrzeń!

Krzysztof to człowiek niezwykle pozytywny i prawdziwie cieszący się życiem. Zanim jednak podzielę się z wami moimi dalszymi spostrzeżeniami przeczytajcie proszę, co sam Krzysztof napisał w temacie swojej historii (post pochodzi z 18 września 2021):

Jeśli masz plany, cele i marzenia, to oznacza, iż masz motywację. Jedni kończą na planach, inni je realizują. Jedni idą z prądem, inni pod prąd. Ja z pewnością należę do tych drugich. Ale co ma z tym wspólnego kamper? W moim przypadku ma, i to bardzo dużo. To post o realizacji marzeń. To post mobilizacyjny. Ludziska, ruszcie się z kanapy. Pilot od telewizora w kąt i zacznijcie żyć pełną piersią. Skoro ja, z dużymi ograniczeniami ruchowymi, zrealizowałem swoje marzenie, to oznacza, że Wy, w zdecydowanej większości w pełni sprawni, możecie również uczynić to samo co ja – czyli osiągnąć swój cel.
 
Cofnijmy się do stycznia 2012 roku.
 
Diagnoza jest dla mnie porażająca: “Panie Krzysztofie, albo noga, albo nieunikniona śmierć”. Decyduję się. Świat wali mi się na głowę. Nagle, okazuje się, że zostanę pozbawiony jednej nogi. Powód? Błyskawicznie postępująca zakrzepica żył. Nie ma wyjścia. Dochodzę do wniosku, że nie mam innego logicznego wyboru. 20 stycznia 2012 roku jest ten dzień. Budzę się po kilku godzinach. Odsłaniam kołdrę i… nic. Żadnego płaczu, żadnego łkania, żadnego smutku. Po prostu żadna reakcja z mojej strony. Czy to możliwe, że człowiek tak może zareagować na amputację nogi. Okazuje się, że tak. Uświadamiam sobie, że będę żyć, że będę po pewnym czasie chodzić przy pomocy protezy. Wiem, iż jeszcze czeka mnie sporo ciekawych rzeczy w życiu. Paradoksalnie – jestem w tym dniu nawet szczęśliwy, szczęśliwy, że będę żyć.
 
Po dwóch miesiącach chodzę wspomagając się kulą. Wsiadam do auta i jeżdżę nim bez problemu. Po kilku miesiącach lecę (podpierając się kulami) do moich ukochanych Indii, gdzie w pojedynkę, z plecakiem, szwendam się przez miesiąc po tym fascynującym kraju. Po powrocie z Indii, w pojedynkę, zwiedzam kolejne kraje (Malta, Grecja). Nie poddaję się. REALIZUJĘ SWOJE MARZENIA!
 
A Ty? Masz trochę pieniędzy? Lubisz przygodę? Lubisz poznawać ciekawe miejsca? Masz dwie nogi? CZŁOWIEKU, RUSZ SIĘ!
 
Kamper daje tą możliwość. Masz w nim wszystko, co potrzebne do życia. Taka jest moja subiektywna opinia.
 
Mieszkam w kamperze od 1 września 2020 roku. Dzisiaj mija 383 dzień, od kiedy mój kamper stał się moim domem. Jestem w nim szczęśliwy. Jestem osobą niepełnosprawną. Mam 65 lat. Daję sobie radę. Jak długo tak będzie wyglądać moje życie? A kto to wie? Póki co, żyję pełną piersią. Kamper sprawił, iż każda sekunda mojego obecnego życie jest dla mnie wspaniała.
 
Kamper kupiłem na początku czerwca 2020 roku. Po zakupie stał zaparkowany na ulicy i kiedy za każdym razem wychodziłem na spacer z Tofikiem, z radością patrzyłem na jego sylwetkę. Zacząłem urządzać go po swojemu. Tapicerka wymagała wymiany. Potem kilka innych poprawek. Następnie wprowadzenie się z tym, co posiadałem w tamtym momencie. Pierwsze noclegi na łonie natury, zakupy potrzebnego sprzętu i układanie go w schowkach. Pierwsze posiłki, które jakże smakowały.
 
Potem cieszyłem wzrok nową tapicerką i innymi rzeczami, które zainstalowałem w mobilnym domu. Cieszyłem się jak dziecko z każdej pierdułki, którą powiesiłem tu, czy tam. Ileż radości miałem z mojego kampera. Tak zostało do dzisiaj.
 
Delektowałem się przestrzenią wokół kampera, popijając herbatkę i przegryzając ciasteczka. Kamper od początku dawał mi taką możliwość i daje nadal.
 
A potem… Potem moja pierwsza podróż – Podróż Za Horyzont. Plan zakładał Hiszpanię, Maroko i Portugalię. Skończyło się na Hiszpanii, gdyż dwa pozostałe kraje zamknęły granice z powodu covida. Znajomi pukali mi w czoło. Nie dawali mi szans na powodzenie takiego wyjazdu, biorąc pod uwagę moje ograniczenia ruchome. Ja jednak pokazałem, że można. Podczas tej podróży zrealizowałem również inne marzenie – odwiedziłem maleńką wysepkę Tabarca, która leży nieopodal Santa Pola. O odwiedzeniu tego niesamowitego miejsca myślałem od wielu lat i stało się to niedawno faktem.
 
Podczas podróży moje życie doznało kolejnego niespodziewanego momentu, jednak tym razem wspaniałego. Poznałem Anię. Jesteśmy razem. Jesteśmy szczęśliwi ze sobą. Za 18-19 dni jedziemy w następną podróż kamperem – tym razem w planie jest Chorwacja, Czarnogóra, Albania, Grecja i Turcja. W podróży będzie nam oczywiście towarzyszyć futrzak Tofik – nicpoń i hulaka pospolity 😉 Planujemy powrót w maju 2022 roku.
 
Ot, taka moja historia. Myślę, że może zainspirować, może pomóc w uwierzeniu w siebie…

Zanim wrócimy do samej podróży Krzysztofa, mała dygresja: Tofik (15-letni aktualnie kundelek) został przez niego adoptowany ze schroniska w Łodzi. Krzysztof twierdzi, że wszedł przez przypadek na stronę schroniska i zobaczył tę kupkę czarnego szczęścia. Gdy przeczytał, że piesek też ma problemy z chodzeniem, po prostu nie mógł podjąć innej decyzji.

Oczywiście miłość Krzysztofa do zwierząt nie ogranicza się do wspierania ich w potrzebie (w jednym ze swoich postów podzielił się zdjęciami dokarmianych w podróży kotów). Krzysztof nie je żadnych produktów odzwierzęcych (tj.: mięso, jajka, mleko). I z tego co udało mi się zauważyć, ta miłość nie pozostaje nieodwzajemniona 🙂

Krzysztof regularnie dzieli się wrażeniami z kolejnych etapów swojej “Podróży za horyzont” czym napsuł mi sporo krwi… Niejednokrotnie bowiem było tak, że u mnie za oknem szaro, buro i zimno, a on mi wysyłał zdjęcia pełnego słońca lub termometru, na którym było grubo ponad 20 stopni. Tak mnie pokrzepiał… Gdy u mnie ściskał już pierwszy mróz on się wygrzewał w słonecznych krajach zachodu i południa Europy. No, może poza ostatnimi relacjami z Turcji, gdzie było zimno, wiatr, deszcz i nawałnice. Ale muszę przyznać, że niezależnie od pogody, która u niego panuje świetnie się czyta jego refleksje okraszone równie niesamowitymi zdjęciami. (Przejdź do galerii.) Wracając jednak do samego pisania. Uważam, że jego talent bardzo się marnuje!

Na liście krajów, które Krzysztof już odwiedził można znaleźć m.in.: Czechy, Słowację, Węgry, Chorwację, Czarnogórę, Albanię, Grecję, Turcję czy Hiszpanię. Część z nich odwiedzonych zapewne jedynie tranzytem, ale jednak. I wiecie, co mi się najbardziej podoba? Że nie ma tam gonitwy. Nie ma ustalonego planu i harmonogramu, którego trzeba się sztywno trzymać (bo zaraz koniec urlopu). Odnoszę wrażenie (i mam nadzieję, że nie jest ono mylne), że dla Krzysia podróż jest celem samym w sobie – i to jest po prostu piękne!

Nieskromnie muszę wspomnieć, że rozpiera mnie niekłamana radość i duma, gdy pomyślę, że mogłem dołożyć do tego swoją małą cegiełkę 🙂 Krzysztof przyznał mi bowiem w jednej z naszych rozmów (a było ich trochę), że do podjęcia konkretnych działań w pewnym stopniu zmotywowała go również lektura mojego bloga.

Gdy się szykował do swojej podróży (jeszcze we Wrocławiu) mieliśmy okazję się spotykać, mogłem podzielić się różnymi przemyśleniami, doradzić pewne rozwiązania. Przydała się między innymi moja fiksacja w temacie prądu w kamperze 😀

Spotykaliśmy się również w przerwie – pomiędzy pierwszym, a drugim etapem jego podróży – gdy zjechał do Polski celem wykonania pewnych napraw i usprawnień. Miałem dzięki temu okazję osobiście poznać również Anię, jego partnerkę i towarzyszkę w podroży – która okazała się niesamowicie ciepłą i miłą osobą! Mam szczerą nadzieję, że ich wspólna “podróż za horyzont” będzie jeszcze trwała przez wiele, wiele lat! (Razem z Tofikiem-nicponiem oczywiście 🙂 )

Poniżej galeria wybranych widoków, które najbardziej mi się podobają, i którymi Krzysztof napsuł mi najwięcej humoru 😀

Na koniec chciałbym zostawić Wam jeszcze jeden post Krzysztofa:

Dzisiaj będzie tekst refleksyjny – to będą moje refleksje, moje odczucia, moje plany, moje marzenia. Kamper jest tego całkowitym sprawcą, bo to on odmienił moje życie, aczkolwiek wtenczas jeszcze nie wiedziałem, że będzie jeszcze ktoś, kto dopełni moją życiową zmianę. Ania, to ona zagościła w moim sercu. No cóż, gdyby nie kamper, pewnie nigdy bym jej nie poznał.
 
(…)
 
W sierpniu tego roku licznik mojego żywota przeskoczy na 66 lat. Słuszny to wiek i z reguły zobowiązuje do stateczności, powagi i przemyślanych decyzji. Ja jednak jestem całkowicie odmiennym człowiekiem. Decyzje podejmuję szybko, często pochopnie, ale jakaś opatrzność czuwa, gdyż z reguły spadam jak kot, na cztery łapy. A propos łap. Jestem osobą niepełnosprawną, której w styczniu 2012 roku przemiły chirurg oderżnął jedną nogę. Zakrzepica, silnie postępująca zakrzepica była powodem amputacji jednej nogi. Ale cóż, jestem tym, kim jestem, więc już po 2 miesiącach od tego zdarzenia śmigałem z protezą po piętrach, prowadziłem samochód z ręczną skrzynią biegów, a po kolejnych 2 miesiącach podróżowałem w pojedynkę po Indiach. Następnego roku, odbyłem w pojedynkę kilka kolejnych podróży.
 
Nie usiadłem w fotelu, nie szlochałem, nie poddałem się. W tym czasie moja sytuacja prywatna była taka jaka była, więc i być może to był również jeden z powodów, iż w mojej zwariowanej głowie zaczął świtać pomysł zakupu kampera. Znajomi odradzali mi twierdząc, że ja, osoba niepełnosprawna, nie poradzę sobie w kamperowym życiu. Jakże się mylili. Odesłałem takich malkontentów z kwitkiem i życzyłem przyjemnego życia z puszką piwa w jednej łapie, i z pilotem TV w drugiej.
 
Pod koniec 2019 roku sprzedałem wszystko, co wtenczas posiadałem – rzecz jasna, że kilka gaci i szczoteczkę do zębów sobie zostawiłem 😀 – i przez kilka miesięcy mieszkałem w wynajmowanym mieszkaniu. W czerwcu 2020 kupiłem kamper i dokładnie 1 września 2020 zamieszkałem w nim i trwa to do dzisiaj.
 
Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem – nawet nie wiecie, jak bardzo. Owszem, w tym wieku tam piknie, tam strzyknie, gdzieś indziej zgrzytnie, ale póki co wolę, aby działo się to w kamperze lub na plaży, a nie w wypierdziałym fotelu przed telewizorem. Kamper dał mi wolność w rozumieniu przemieszczania się, poznawania cudownych miejsc i sympatycznych ludzi. Dzisiaj mój dom jest w mieście Alanya, za kilkanaście dni będę w Antalya, po czym po przejechaniu iluś tam kilometrów usiądziemy z Anią na plaży nad cieśniną Bosfor. Następnie zjemy obiad w tawernie, w zacisznej greckiej wiosce, a potem… i tak dalej, za horyzont.
 
Futrzak jest ze mną od lutego 2016 roku. Jest bardzo pokrzywdzonym przez ludzi pieskiem. Wyrwałem go ze szponów jednego ze Schronisk w centralnej Polsce. Obecnie jego wiek szacujemy na około 15 lat. Przeszedł wiele chorób, ma problem z przednią, prawą łapką, ale dziarsko maszeruje, kiedy jest taka potrzeba. A to, że go uczłowieczyłem w moich postach? Myślę, iż wszyscy fajnie przy tym się bawimy. On zaś odwdzięcza się wspaniałym poczuciem braterstwa z człowiekiem, mimo, że tak wiele złego kiedyś od niego doświadczył.
 
Trzymajcie się cieplutko, serdecznie wszystkich Was pozdrawiamy. 29 stycznia przylatuje Ania, na którą i ja, i futrzak Tofik, czekamy z niecierpliwością.
 
PS. Człowieku, a może podniesiesz się z umiłowanej kanapy i ruszysz przed siebie – oczywiście jeśli posiadasz czas i pewne zasoby finansowe? Skoro ja, niepełnosprawny mogę, to dlaczego Ty nie możesz? Masz dwie nogi. Prawda?

Pozostań w temacie:

Uszkodzone panele słoneczne

Uszkodzone panele słoneczne

Działające panele słoneczne w kamperze, to absolutna konieczność podczas pandemii i pracy zdalnej ... ale może...

5 komentarzy

  1. Gregor

    Też bym tak chciał 🙂 Zazdroszcze ale ja mam jeszcze trochę do emerytury xD

    Odpowiedz
    • Artur

      Właśnie chodzi o to, żeby wcale nie czekać do emerytury 😉

      Odpowiedz
  2. Maja

    To bardzo piękna historia! ♥♥♥

    Odpowiedz
  3. Monikki

    Obserwuję przygody Krzysztofa na FB od początku jego historii na grupie “Mój KAMPER – mój ŚWIAT”. Jego wpisy podnosiły mnie na duchu i dawały motywację tak wielką, że jestem dzisiaj posiadaczką własnego 17-letniego kampera “Pana Łosia”. Nie mieszkam w nim na stałe ale już nie mogę się doczekać dłuższych wypraw :). Pozdrawiam i trzymam kciuki. Monika

    Odpowiedz
    • Artur

      Jego posty to istotnie wspaniała lektura, żałuję, że nie mogę zamieszczać tutaj wszystkich 🙂 A już po prostu uwielbiam te, pisane z perspektywy Tofika 😀

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.