“Gdzie będziesz jechał?”

“Gdzie będziesz jechał?”

Tytułowe pytanie pojawia się za każdym razem, gdy zbliża się kilka dni wolnego, albo informuję o tym, że wybieram się na urlop. Z przykrością stwierdzam, że najczęściej odpowiedź brzmi: “nigdzie”. Czasami swoją odpowiedź nieco rozwijam: “nie wiem, czy w ogóle gdzieś pojadę”. Dlaczego tak jest? Dlaczego – jak mogłoby się wydawać – nie korzystam z możliwości mieszkania w kamperze?

Odpowiem na to pytanie nieco wymijająco… Posiadasz auto? Tak? A gdzie teraz jedziesz? Nigdzie? A jutro, gdzie pojedziesz? Tylko do pracy i z powrotem? No co ty… A więc mówisz, że ‘może na zakupy jeszcze pojedziesz’, no to fantastycznie…

Nigdy nie ukrywałem, że swojego kampera kupiłem do mieszkania. Podróżowanie – w pełnym tego słowa znaczeniu – to raczej kwestia przyszłości. Gdy kredyt będzie spłacony, ja będę miał więcej wolnego czasu i nie będę ograniczany pracą na etacie. Pytania o podróże i kręcenie nosem, że nie wykorzystuję w pełni potencjału, jaki wynika z mieszkania w kamperze, jest co najmniej zdumiewające… Może to wyolbrzymiam, ale … Skoro masz dwie nogi, to po co w ogóle siadasz? Jest tyle pięknych miejsc do odwiedzenia, wstawaj, idź, zwiedzaj, korzystaj!

I tu wracamy do (chyba) odwiecznej kwestii tego, że ludzie zawsze lepiej wiedzą, jak powinieneś pokierować swoim życiem. Swoim – nie bardzo, ale twoim? Najlepiej!

Nie chce mi się za każdym razem tłumaczyć, dlaczego nigdzie nie jadę. Powody są bardzo różne. Po przedostatniej zimie musiałem odbudowywać swój budżet domowy. Konieczność kupowania butli z gazem dość mocno go nadwyrężyła. Tej zimy na szczęście nie było tak źle (niebawem wrzucę zaktualizowane dane o wydatkach na gaz – stay tuned!). Część oszczędności wydałem jednak jeszcze jesienią na wymianę opon w kamperze. Zimą odbudowywałem więc swój fundusz awaryjny i odkładałem pieniądze na zbliżające się – mniej lub bardziej planowane – wydatki.

Ubezpieczenie OC kampera

W kwietniu kończyło mi się ubezpieczenie. W ubiegłym roku kosztowało mnie ono 907 zł za cały rok. W tym roku wyszło trochę mniej, bo 754 zł. Tym niemniej nadal jest to dosyć duży wydatek.

Podczas badania możliwości korzystania ze zniżek, okazało się, że nie będę mógł za trzy lata – licząc od daty pierwszej rejestracji – skorzystać z 70% zniżki na OC w PZU dla pojazdów powyżej 25 lat jeżeli nie załatwię sobie “żółtych tablic” i papierów, że mój kamper “uznany jest przez uprawnionego rzeczoznawcę samochodowego za pojazd unikatowy lub mający szczególne znaczenie dla udokumentowania historii motoryzacji“. PZU arbitralnie zmieniło swoją decyzję w grudniu ub.r., a PZM wydał lakoniczny komunikat na swojej stronie: https://www.pzm.pl/pojazdy-zabytkowe/pzu.

UPDATE: Jest możliwość uzyskania ubezpieczenia na preferencyjnych warunkach od Compensy – nowego partnera PZM. Oficjalna informacja od PZM dostępna jest na stronie: https://www.pzm.pl/news/2019/pojazdy-zabytkowe/znizka-na-oc-od-compensy. Niestety ten pierwszy komunikat troszkę lepiej się pozycjonuje w wyszukiwarce 😉

Zakup motocykla

Naprawy mojego starego motocykla (Yamaha FZR 1000) spędzały mi sen z powiek. Moja “Żółta Strzała” wymagała wymiany lag, napędu, opon i kilku innych napraw. Orientacyjne koszty oscylowały w okolicach kilku tys. złotych. Poza tym chciałem zaznać odmiany i mniej więcej od lutego obserwowałem sobie nowe oferty na motocykle pojawiające się w sieci. Szukałem wśród miejskich nakedów, motocykli turystycznych i sportów czegoś, co by mnie zainteresowało i było w moim zasięgu finansowym.

Po dwóch miesiącach poszukiwań wybór padł na Kawasaki GPZ 1100. Musiałem po niego jechać w okolice Jeleniej Góry, ale było warto.Jest to motocykl tak mocny, jak Yamaha (nie będzie mi brakowało koni po przesiadce), ale przystosowany bardziej do jazdy w dłuższe trasy. Mam już za sobą jedną 500 km podróż i muszę powiedzieć, że faktycznie – ten motocykl jest przygotowany do nabijania kilometrów 😉 Wysoka szyba z dodatkowym deflektorem i robione na zamówienie siedzenie z żelowymi wkładkami… no po prostu bajka!

Jestem zadowolony z podjętej decyzji o zakupie nowego motocykla. Yamahę udało mi się sprzedać niemal dokładnie za tyle, za ile ją kupiłem dwa lata temu, a nowy motocykl po zakupie wymagał jedynie niewielkiego wkładu finansowego (na szczęście napęd jest prawie nowy, lagi wymagały jedynie uszczelnienia, a opony spokojnie przejeżdżą ten sezon).

Obecnie Kawa daje mi sporo frajdy i radości z jazdy. Co prawda pogoda ostatnio nie sprzyja, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni i będę mógł więcej bywać w plenerze – zarówno motocyklem, jak i kamperem… 🙂

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Przyszła jesień i zima… Co z prądem i ogrzewaniem w kamperze?

Dawno nie pisałem. Nawet nie wiem od czego zacząć. Ostatni wpis dodałem na rocznicę mieszkania w kamperze. To było ponad kwartał temu. W tym czasie niemało się działo, ale w związku z tym było mało czasu, żeby pisać na blogu. W tym wpisie podzielę się informacjami o wydatkach poniesionych na naprawy i modernizacje kampera oraz na prąd i ogrzewanie w związku z nadejściem jesieni i zimy.

Naprawy i modernizacje kampera

Któż nie słyszał powiedzenia, że “auto/mieszkanie, to skarbonka bez dna”? Nie inaczej jest w moim przypadku. Nie dalej jak w sierpniu musiałem wykonać przegląd rejestracyjny oraz niezbędne ku temu naprawy (np. hamulców), a już rychłe nadejście zimy wymusiło na mnie kolejne wydatki.

Jeszcze w październiku, podczas parkowania tyłem na – muszę przyznać – dość wysokim krawężniku urwałem sobie błotnik na prawym, tylnym nadkolu. Żeby go wyjąć musiałem auto podnosić na lewarku, a sam błotnik umieściłem na bagażniku rowerowym i zabezpieczyłem elastyczną siatką. Od tego czasu zastanawiałem się, jak zamontować go z powrotem, aby nie obawiać się kolejnej podobnej sytuacji, ale nic mądrego nie przychodziło mi do głowy. Błotnik był bowiem zamocowany na elementach drewnianych, które – no cóż – nieco utraciły swoje właściwości 😉

Problemy z uruchomieniem silnika

Pod koniec listopada rozrusznik zaczął szwankować (a konkretnie szczotki się zawieszały w rozruszniku). O ile początkowo udawało mi się go zmuszać do współpracy kluczem uniwersalnym (czytaj: młotkiem), to w konsekwencji musiałem się zdecydować na naprawę wadliwych elementów.

Miałem do wyboru kupno nowego rozrusznika bądź regenerację starego (wymiana szczotek, czyszczenie … etc.). Zdecydowałem się na kupno nowego zamiennika. Szukaliśmy wspólnie ze sprzedawczynią w sklepie po wszystkich numerach auta, jednak podczas wizyty w warsztacie okazało się, że zamiennik nie pasuje. Mogłem czekać kolejny tydzień do zakupu nowego i terminu wizyty na warsztacie, albo poddać go regeneracji. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, a zakup zwróciłem w późniejszym terminie do sklepu.

Wymiana opon

Następnym krokiem była wymiana opon, które nie były już w najlepszym stanie. Wybór po konsultacjach padł na opony Matador MPS400 Variant All Weather 2 w cenie 275 zł za sztukę. Zamówienie w Oponeo z dostawą na warsztat znajomego. Jak wiecie opon w kamperze mam sześć, zdecydowałem się jednak na wymianę tylko czterech (oczywiście ze względu na koszty). Dwie najlepsze opony z dotychczasowej szóstki umieściłem jako wewnętrzne bliźniaki. Cała operacja zmiany trwała jednak dłużej niż mogłem się spodziewać.

Znajomy nie mógł mi tego zrobić, bo w ogóle się tym nie zajmuje i nie ma odpowiedniego sprzętu, a znalezienie warsztatu oponiarskiego, który podjął się wymiany opon nie był łatwy. Okazało się bowiem, że tego typu opony/koła nie mogą być obsłużone gdziekolwiek. Znam kilka warsztatów, gdzie “robią” busy, ale kampera zrobić nie chcieli. Dlaczego? Zasłaniali się brakiem jakichś urządzeń, maszyn. Chociaż tak naprawdę nie rozumiem, gdzie leży różnica pomiędzy busem, a moim kamperem. Nikt nie umiał mi logicznie tego wytłumaczyć. (Czyżby po prostu nie chciało im się robić busa, gdy w kolejce czekało mnóstwo osobówek?)

Koniec końców udało mi się znaleźć z polecenia serwis, który zajmuje się wymianą opon nawet w autach ciężarowych oraz ciągnikach siodłowych i właśnie tam wymieniono mi opony. Cała operacja odbyła się w przesympatycznej zresztą atmosferze, okazało się bowiem, że właściciel warsztatu też ma kampera 🙂 Przy okazji Panowie zajęli się uszkodzonym błotnikiem i dwoma nieco skrzywionymi rynnami bagażnika rowerowego.

W związku z tymi wydatkami (częściowo przecież zupełnie nieplanowanymi) moje oszczędności topniały w zatrważającym tempie. Tymczasem zbliżały się święta i rozpoczął się sezon grzewczy, który dodatkowo miał drenować mocno uszczuplony budżet domowy.

Wydatki na ogrzewanie i prąd

Gaz

Kto śledzi moje losy ten wie, że wiosną ubiegłego już roku zainwestowałem parę groszy w zbiornik na LPG. Mogę go uzupełniać w dowolnym momencie i tym samym oszczędzić sobie nieco kłopotu. Czy miało się to wiązać z jakimiś oszczędnościami?  Aby to sprawdzić, nie wystarczyło mi standardowe wpisywanie wydatków na gaz w aplikację do śledzenia budżetu domowego. Zacząłem ilości i koszty tankowań zapisywać w arkuszu kalkulacyjnym. Dzięki temu dziś mogę powiedzieć, że wydatki zdecydowanie uległy zmniejszeniu.

A o tym jakie wydatki wiążą się między innymi z ogrzewaniem kampera zimą możecie przekonać się z poniższego wykresu:

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (11.2018-01.2019)

Dla porównania, jak wzrosło zużycie gazu, przedstawiam również wykres pokazujący, jak wzrosło zużycie (a co za tym idzie wzrost wydatków) od pierwszego pełnego tankowania we wrześniu:

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Zużycie gazu w kamperze (09.2018-01.2019)

Widać jak na dłoni, że koszty rosły dość znacząco wraz ze spadkiem temperatur. Dość powiedzieć, że: w październiku na gaz wydałem 198 zł. W listopadzie już 330 zł, w grudniu 378 zł, a w styczniu (do 15.01.) aż 257 zł. Tendencja rosnąca. W ubiegłym roku wyglądało to jednak jeszcze gorzej, a gaz był przecież nieco tańszy (~2,20 zł/litr czy raczej 50 zł za butlę). Niezaprzeczalnie zatem warto było zainwestować w butlę do tankowania. Dzięki temu rozwiązaniu ani razu nie obudziłem się z zimna (gaz nie kończył się w środku nocy).

Trzeba jednak też zaznaczyć, że dane na wykresie to nie jedynie koszt ogrzewania. Zimą więcej się również je ciepłych posiłków i pije ciepłych napojów, więc zużycie gazu wzrasta również pod tym kątem.

Prąd

Źródło: fb.com/tenmelon

Źródło: fb.com/tenmelon

Dla zainteresowanych kwestią paneli słonecznych i tego, czy wypalił plan nie używania agregatu: niestety nie udało mi się całkowicie z niego zrezygnować. Mój komputer potrzebuje prądu więcej niż można by przypuszczać. Przy pochmurnych i coraz krótszych dniach niestety musiałem  uruchamiać agregat, żeby go podładować..

Czy zatem panele słoneczne, to była dobra inwestycja? Z pewnością. Mniej się stresuję tym, że akumulatory mi się rozładują do zera, bo mam nad tym większą kontrolę. A i te odrobiny słońca zimowego pozwalają im się jednak trochę podładować w ciągu dnia. Pomimo spadku do około 80-70% wieczorami, następnego dnia po powrocie z pracy mam znów pełne akumulatory. Tej zimy agregat uruchamiałem zaledwie trzykrotnie. To chyba dziesięć razy mniej niż w ubiegłym sezonie.

Tym niemniej nadal oszczędzam akumulatory jak tylko mogę. Szczególnie podczas weekendów, które spędzam z reguły poza kamperem (np. jestem z synkiem lub odwiedzam kolegę Pawła*). Telefon i power-bank do ładowania tabletu z reguły nadal ładuję w pracy. Mam jednak nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny i dłuższych dni to się zmieni. Znów będzie tak komfortowo, jak ubiegłego lata, gdy panele dawały prądu aż nadto 🙂

Nowa strona

Co bardziej spostrzegawczy mogli również zauważyć, że strona jest po przeprowadzce (z adresu https://Inaczej.tk na https://ProjektInaczej.pl) i nieco zmieniona graficznie. Pracowałem nad tym od września ubiegłego roku. Cała operacja wymagała bowiem niemałej ilości czasu i prądu. Moim priorytetem zawsze są strony klientów, a w końcówce roku na ich stronach nie brakowało zmian do wprowadzania.

W związku z migracją i przebudową na stronie mogą pojawiać się błędy, które uprzejmie proszę zgłaszać bezpośrednio do mnie. Najlepiej za pośrednictwem dostępnego formularza kontaktowego.

I to by było na tyle. Już nie mogę się doczekać wiosny i powrotu do tych choćby krótkich wyjazdów weekendowych lub przynajmniej pracy przy laptopie nad Odrą. Wystarczy, że sobie przypomnę o tym, jak to wyglądało w ubiegłym roku i od razu się uśmiecham 🙂

Jeśli podoba Ci się ten wpis podziel się nim ze znajomymi, udostępnij moją stronę na FB, pomóż budować grono stałych odbiorców. Powiększaj tym samym moje wyrzuty sumienia z powodu zbyt długich czasów publikacji… i jednocześnie motywuj w ten sposób do ich skracania! 😀

Foto nagłówkowe: @earthfocus (https://www.instagram.com/earthfocus/)
Odnośnik do zdjęcia: https://www.instagram.com/p/BplZf_SFXLO/

__________
* Kto nie zna Pawła? Wspominam o nim dość często, bo Paweł, to mój wieloletni przyjaciel. Zwykle okropnie mnie “hejtuje”, ale jednocześnie bardzo mi pomaga – na przykład zaprasza mnie na weekendy i jako pierwszy został moim patronem.

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Rok minął, projekt się nie kończy :)

Minął rok od mojego zamieszkania w kamperze. I muszę Wam się z ręką na sercu przyznać, że sam jakoś nie zwróciłem na to uwagi. 15 września br., to była dla mnie zwykła, zupełnie niczym się nie wyróżniająca sobota. No może poza tym, że następnego dnia się dość poważnie rozchorowałem. Ale absolutnie nie o tym jest ten wpis. Pokuszę się w nim o krótkie podsumowanie ostatniego roku i spróbuję nakreślić dalsze losy projektu.

Chwile zwątpienia

W ciągu ostatniego roku miałem wiele chwil zwątpienia. Gdy poprzedniej zimy po raz kolejny chorowałem i musiałem się mierzyć z samotnym przebywaniem w kamperze 24 godziny na dobę przez tydzień, półtora, nie było mi łatwo. Gdy zimą budziłem się z zimna w środku nocy i musiałem jechać na stację po gaz. Gdy latem nie mogłem zasnąć do późnych godzin nocnych z powodu temperatury powyżej 30 stopni*. Gdy musiałem odmawiać sobie po raz kolejny podróży ze względów finansowych i mieszkanie w domu na kołach wydawało się nie być żadnym udogodnieniem (ze szczególnym uwzględnieniem wyprawy na Mazury, która była dograna niemal na 100%, a w ostatnim momencie okazało się, że nie dam rady jechać). Gdy udało mi się umieścić dwa filmy na moim kanale na YT podsumowujące zimę i wiosnę w kamperze, ale wciąż brakuje czasu na nagrywanie i wstawianie kolejnych. Gdy FB po raz kolejny przypomina, że osoby lubiące profil “inaczej” nie mają ze mną kontaktu. Gdy w środku ulewnej nocy obudziło mnie kapanie wody z dachu wprost na mojego laptopa. Gdy kamper nie przeszedł przeglądu. Gdy pojawiał się kolejny nieprzewidziany wydatek. W takich chwilach również przychodziły chwile refleksji nad tym, czy to wszystko idzie w dobrym kierunku …

Refleksja

A jednak miniony rok wzbogacił mnie o nowe doświadczenia. Pokonałem tak wiele przeciwności, odnalazłem się w nowej rzeczywistości i wykonałem szereg usprawnień. To co mnie wcześniej zaskakiwało, dzisiaj jest przewidywalne.

W ciągu ostatniego roku poznałem kilka osób, które chciały zobaczyć na własne oczy, jak wygląda mieszkanie w kamperze na co dzień. Jeszcze więcej osób poznałem przez internet (na przykład Dorotę, która mieszka w kamperze z dwuletnim synkiem, czy Marcina, który mieszka w blaszaku od trzech lat i wspominał w rozmowie, że nieraz zimą miał w środku -13°C). Dostałem też wiele słów wsparcia i życzeń wytrwałości od osób, które trafiły na moją stronę i profile zupełnie przypadkiem. Z okazji swoich urodzin zamówiłem i rozdałem 20 kubków projektu inaczej 🙂 Co z tym wszystkim? Miałbym się z tym pożegnać, zaprzepaścić, wrócić do tzw. “normalnego” życia? Za nic w świecie!

Tym bardziej, że za każdym razem, gdy spotykam się ze swoim synkiem on pyta, czy idziemy do kampera – to, co mi już spowszedniało, dla niego wciąż stanowi nie lada atrakcję 🙂 O ile na samym początku wszystko go interesowało, wszystkiego chciał dotknąć, włączać, wyłączać, tak teraz lubi sobie choćby usiąść przy otwartym oknie, komentować to, co widzi, rozmawiać z przechodniami i machać im “na do widzenia” 😉

Co dalej?

Jakie będą dalsze losy projektu “Inaczej”? Udowodniłem już, że można mieszkać w kamperze w naszych warunkach klimatycznych, a co najważniejsze, że można w kamperze mieszkać w Polsce również zimą. Jaki zatem jest sens kontynuowania projektu?

Ogromny. Moje życie będzie się zmieniało – chcę żeby tak było i będę do tego dążył. Projekt będzie musiał ewoluować. Od dziś skupię się nie na tym, że się da, ale na tym, jakie wymierne korzyści to przynosi. Chciałbym dotrwać do momentu, w którym nie będę już spłacał kredytu na kampera.  Ograniczyć koszty i pokazać, że można żyć taniej i oszczędniej, a co za tym idzie – poza tym całym schematem uczącym nas, że tylko wyższa pensja, większe mieszkanie (lub domek za miastem) może przynieść satysfakcję z życia. (Chciałbym też zacząć częściej i dalej podróżować!)

Plan na już jest taki, by zacząć tworzyć vloga. Pewnie nie daily, ale może weekly. Moim celem jest również zakup profesjonalnego sprzętu do dokumentowania mojego życia w kamperze. Przez zimę zapewne nie uda mi się tego zrealizować, bo zapewne – jak poprzedniej zimy – ogrzewanie pochłonie wszystkie środki (zarówno oszczędności, jak i przychody nadprogramowe np. z robienia stron). Dlaczego “zapewne”?

Ano dlatego, że zdecydowałem się uruchomić swój profil na Patronite. Nie mam zamiaru “zarabiać” na projekcie. Zbudowanie jednak społeczności, która dokłada swoją – nawet najmniejszą – cegiełkę do wsparcia projektu, z pewnością będzie dodatkowym czynnikiem motywującym do większego zaangażowania się w rozwijanie projektu za pośrednictwem portali społecznościowych. Czytałem na ten temat i postanowiłem spróbować. To tak, jak z tworzeniem czegoś “do szuflady”. Możesz swoje myśli przelewać na papier albo tworzyć wyjątkową muzykę – robić to wyłącznie dla siebie. Może się jednak okazać, że jest grono osób, które po zapoznaniu się z twoją twórczością zachęci cię do postawienia kolejnego kroku na tej drodze. Tak powstają wielkie kariery. Ja nie chcę budować kariery, ale wsparcie patronów z pewnością pomoże mi odnaleźć większą motywację do rozwijania projektu. A kto wie, jeżeli projekt się rozwinie, to może za jakiś czas nowszy model kampera? Przy okazji serdeczne podziękowania dla mojego pierwszego patrona! Dziękuję Paweł!

Niezależnie jednak od dalszego rozwoju projektu za pośrednictwem Patronite, mam nadzieję, że uda mi się projekt nadal rozwijać. Jeśli będzie trzeba to samotnie, a jeśli będę miał przy sobie choćby kilka wspierających mnie duszyczek, to będzie tylko przyjemniej! 🙂

Tymczasem jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa zachęty, wsparcia i motywacji! Mam nadzieję, że przed nami kolejny rok, który będzie dużo owocniejszy w kamperowe przygody! 🙂

_____

* Nie zdarzało się to bardzo często. Ale gdy zostawiałem kampera pozamykanego, a pracowałem na popołudniowej zmianie, to po powrocie do domu (około 22.00) musiałem naprawdę przez kilka ładnych godzin zbijać temperaturę żebym mógł zasnąć 🙂

Drugi film na YouTube :)

Drugi film na YouTube :)

I jest już kolejny film na YouTube! 🙂 (https://youtu.be/Jluj7cL792w)

No dobra, przyznam się, że robiłem oba praktycznie w jednym czasie, tylko wgrywałem z odstępem czasowym…

Tym razem opowiadam o tym, jakie usprawnienia mojego mobilnego mieszkania wdrożyłem wiosną. Nie ma tego dużo, film jest bardzo krótki. To są początki. Bardzo mi zależy również na tym, aby zbierać informacje zwrotne od oglądających. Co robię dobrze, co należy poprawić … etc. Na przykład pod pierwszym odcinkiem nie było żadnych komentarzy odnośnie dźwięku, a pod najnowszym już jest, że muzyka mogłaby być ciszej 🙂 To dla mnie bardzo ważne. Ludzkie ucho jest zawodne. Ja wiem, co mówię na filmie, więc nie mam problemu ze zrozumieniem tekstu, gdy gra muzyka. Dlatego tak ważne jest, żebym wiedział, co jest nie tak z moimi filmami. Nie chcę, żeby średni czas oglądania odcinków zmniejszył się do 5 sekund 😉

Za to po pierwszym filmie dostałem sporo informacji przez profil Inaczej na FB i nawiązałem kontakt z kilkoma osobami, które już mieszkają lub planują zamieszkać w kamperach! To niesamowite! Tak ciężko się odnaleźć na FB, a wystarczy wrzucić film na YT i informacja dociera do o wiele szerszego grona.

Zatem uprzejmie zapraszam do oglądania, komentowania i udostępniania! Niech coraz więcej osób nabierze świadomości, że można żyć “inaczej”! 🙂

Pierwszy film na YouTube :)

Pierwszy film na YouTube :)

Ostatni wpis na moim blogu jest z czerwca?! Jak do tego doszło?!

No, niestety. Dużo pracy, mało wolnego czasu, mniej chęci do pisania, bo zaangażowałem się w tworzenie kanału na YouTube 🙂

Nie spodziewałem się, że będzie to kosztowało tyle energii i zaangażowania, zarwanych wieczorów i zszarganych nerwów. Tak, obróbka wideo nie należy do najłatwiejszych. Wiem, że za parę lat (a może nawet miesięcy) będę się wstydził swoich pierwszych produkcji – jak niemal każdy. Tym niemniej starałem się, żeby powodów do wstydu było jak najmniej.

Jak na daltonistę przystało, dużo jest treści czarno-białych, obrazów przerobionych na szkic. Taką sobie umyśliłem koncepcję i nikomu nic do tego. Tym bardziej, że takich odcinków zapewne będzie niewiele. W późniejszym czasie raczej postawię na koncepcję vlogów. Najłatwiejsze, najmniej czasu będzie pożerało. Jednak z racji tego, że niebawem minie rok od mojego zamieszkania w kamperze, postanowiłem pokusić się o wideo-podsumowanie tego początkowego okresu (https://youtu.be/UbjCgwT7bNY).

Nieco więcej o powstawaniu filmu może uda mi się napisać w najbliższym czasie. Będzie to swoisty poradnik dla początkujących w tym temacie. Może komuś pomoże ustrzec się moich błędów 😉

Tymczasem zapraszam do oglądania, komentowania, i co tam się jeszcze robi z filmami na YT! 🙂

Sprawność moich paneli słonecznych

Sprawność moich paneli słonecznych

Jak mogliście się dowiedzieć z moich dwóch poprzednich wpisów, zamontowałem na dachu mojego kampera dwa elastyczne panele słoneczne o mocy 100W każdy. Pora na małe podsumowanie. Jak zatem w praktyce wygląda sprawność moich paneli fotowoltaicznych? (Dla tych mniej zainteresowanych tl;dr na końcu wpisu.)

Testy w zmiennych warunkach i przy zmiennym wykorzystaniu nie wypadały najlepiej. A to ze względu na zbyt wysoką temperaturę na zewnątrz. A to znów duże zachmurzenie. W końcu jednak udało mi się przeprowadzić dość miarodajny test. Ale zanim przejdziemy do sedna, powiem nieco o tym, jak moje panele fotowoltaiczne sprawowały się w tych mniej atrakcyjnych warunkach zewnętrznych.

Ponieważ w ciągu dnia nie było mnie w kamperze obawiałem się pozostawiać włączony obwód zewnętrzny. Popołudniami i wieczorami korzystałem z laptopa, ładowałem urządzenia, korzystałem z wody (działała pompa) i oświetlenia bez przesadnego oszczędzania. Wszystko po to, żeby testy były miarodajne. Akumulatory po takich wieczorach schodziły do 80-70 procent naładowania. Nie zdarzyło się jednak, by panele słoneczne w ciągu kolejnego dnia nie naładowały akumulatorów znów do 100 procent ich pojemności.

Dziś jednak miałem okazję przetestować akumulatory w nieco odmiennych warunkach. Cały dzień spędziłem nad Odrą z widokiem na most Rędziński. (Mam też zamiar spróbować mu zrobić zdjęcie w nocy.) Temperatura na zewnątrz około 22-23 stopni. Pełne nasłonecznienie. W tych pięknych okolicznościach przyrody pracowałem sobie na laptopie (około 9 godzin), a podczas tej pracy puszczałem materiały wideo na tablecie (w końcu mamy mundial, nie?), który również był stale podłączony. W ciągu tego dnia dwukrotnie naładowałem również swój telefon oraz dwa powerbanki. Teraz czas na trochę matematyki, wyliczenia będą wykonywane w dość dużym uproszczeniu i przybliżeniu – mam jednak nadzieję, że będą dla mnie miarodajne. Pod koniec napiszę, w jakim kontekście.

Bateria w laptopie ma pojemność 80Ah i wystarcza na około 4-5 godzin pracy. Można zatem powiedzieć, że w ciągu 9 godzin podczas pracy na laptopie zużyłem około 144Ah (sic!) – czego wcześniej nie kalkulowałem i jestem tym faktem nieco zdumiony. Jednak akurat ten parametr mogłem wyliczyć w miarę dokładnie. Bateria w tablecie ma 10Ah i zwykle wystarcza mi na około 7-8 godzin oglądania filmów wieczorami. Ja oglądałem transmisje sportowe, więc dochodziło wykorzystanie wbudowanego modemu, a i jasność ekranu musiałem podnieść, bo – jak wspomniałem – dzień był bardzo słoneczny. W tym czasie tablet został również doładowany do pełna. Myślę, że możemy z powodzeniem założyć, że zużył około 15Ah. Dwukrotne ładowanie telefonu (praktycznie wyzerowanego), to łącznie około 6Ah. Do tego należy dodać dwa powerbanki, które mają pojemność 10Ah (łącznie 20Ah). Doładowanie akumulatorów do pełna pochłonęło około 40Ah.

Żeby zbytnio nie zagalopować się w tych optymistycznych wyliczeniach pominę ładowanie pomniejszych urządzeń oraz korzystanie z wiatraka (22W). Muszę również wziąć pod uwagę, że niektóre magazyny energii mogą mieć już dawno za sobą czasy swojej świetności, więc ich pojemność może być mniejsza od tej podanej w specyfikacji producenta. Zatem prezentowane wartości podane w Ah mogą być diametralnie różne od stanu faktycznego. Jednak parametry podawane na sterowniku wyglądały naprawdę dobrze – co więcej – wydają się świadczyć o tym, że był jeszcze zapas mocy:

Tym niemniej dla mnie istotny był czas pracy tych urządzeń i to, jaką energię dostarczyły w ciągu dnia panele.

tl;dr: Na podstawie powyższych informacji można uznać, że moje panele słoneczne dostarczyły w ciągu dnia około 225Ah. Jeżeli zatem średnio dziennie dostarczą mi powiedzmy 200Ah będzie to oznaczało dla mnie, że w ciągu dnia naładują mi laptopa i tablet, których baterie dzień wcześniej wyczerpię w całości (raczej się nie zdarza). Dodatkowo naładują do pełna akumulatory pokładowe uprzednio wykorzystane do około 20%. Co również raczej nie będzie miało miejsca – unikam bowiem schodzenia poniżej 70-60%, żeby zbytnio nie skracać ich żywotności (cykli).

Poza tym, trzeba pamiętać o zimie, podczas której dzień jest krótszy, co oznacza mniej ładowania energią ze słońca i dłuższe korzystanie z oświetlenia w kamperze. Sprawność paneli słonecznych zapewne również nieco się obniży. Jeśli nawet będę musiał odpalać agregat (który jest już naprawiony), to będę mógł to robić zdecydowanie rzadziej! I tym optymistycznym akcentem kończę ten nieco techniczny wpis.

Aby jednak złagodzić ten wydźwięk pozostawiam kilka zdjęć obrazujących w jakich okolicznościach przyrody mogłem spędzić dzień przy pracy:

Musicie przyznać, że nijak ma się to, do pracy w czterech ścianach … A przecież właśnie to było w końcu powodem zakupu mobilnego lokum – żebym mógł mieszkać i pracować gdziekolwiek jestem! Ehh, gdybym tak mógł pracować codziennie…

(Przy okazji miałem możliwość przetestować, jak mój telefon radzi sobie z robieniem zdjęć w nocy i muszę przyznać, że jestem zadowolony z rezultatów 🙂 )