Nawet 2200 zł mogła mnie kosztować polisa OC na kolejny rok! Po usłyszeniu tej kwoty myślałem, że ktoś mnie (albo wcześniej siebie) porządnie uderzył w tył głowy obuchem. Stawki ubezpieczeniowe poszły w górę – rozumiem, to. Nie mam niewiadomo jakich zniżek – to również do mnie dociera. A jednak patrząc na polisę poprzedniego właściciela, na której widniała kwota niespełna 600 zł, ta nowa kwota wydaje się wzięta z … kosmosu!

Przedłużenie polisy OC u obecnego ubezpieczyciela (Generali) po krótkiej rozmowie telefonicznej okazało się kosztować 1500 zł. To sporo i liczyłem się z mniejszym wydatkiem. No może nie na poziomie 600 zł, ale jakoś w granicach 1000 zł. Na taką kwotę się nastawiłem psychicznie i zasobowo, więc musiałem zrobić wszystko, aby się do tej kwoty zbliżyć.

Kolejnym krokiem był kontakt z kobietą, która ubezpiecza mi motocykl, bo na moto mam rozsądną stawkę. Postanowiłem do niej podjechać jednak jej biuro okazało się zamknięte. Znalazłem jednak telefon. Po podaniu danych wzięła się do pracy i po około 15 minutach oddzwoniła, aby mnie poinformować, że stawka wynosi niemal 2 tys. złotych! Nie omieszkała jednak dodać, że jeśli podejmę decyzję już podczas rozmowy, to uda jej się zejść z ceną do 1 700 zł. Cóż za tani chwyt marketingowy! – pomyślałem oburzony taką postawą. Dodałem więc jedynie, że otrzymałem już tańszą ofertę, na poziomie 1,5k. Zapadła chwila ciszy, Pani chyba pobielały knykcie, ale stwierdziła, że nie da rady się nawet zbliżyć do tej kwoty.

Porównywarki online odpadały, tyle złego się o nich naczytałem, że nie zamierzałem tam zostawiać swoich danych. Poszedłem do pobliskiego punktu porównywania ubezpieczeń. Przy komputerach kilka Pań. Każda coś klikała, albo rozmawiała przez telefon. Podszedłem do pierwszej, która zaprosiła mnie do siebie spojrzeniem. Sympatycznej blondynce wyjaśniłem pokrótce w czym rzecz, a ta poprosiła żebym jej dał dowód rejestracyjny. Klikała w ten komputer jak szalona. Spędziłem u niej chyba ze 40 minut, a ona sprawdzała, sprawdzała i sprawdzała, co chwilę rzucając jedynie nazwę ubezpieczyciela i kwotę, która jej wychodzi. A ja mówiłem tylko: “Niestety, to wciąż wychodzi za drogo!”

I tak po 40 minutach traciłem już nadzieję, że uda się znaleźć coś w granicach do 1000 złotych, aż w końcu powiedziała: “W [nazwa firmy] wychodzi 906 zł za rok.” Starając się ukryć zadowolenie zapytałem: “Można u Państwa płacić kartą?” I po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej sfinalizowaliśmy transakcję.

Chyba przyjdę do niej sprawdzić OC na moto …