Jak znalazłem się w takim momencie swojego życia? Dlaczego doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie zainwestować (tak, to dobre słowo) w dom na kołach? Czy taki plan na życie nie wydaje się dość szalony nawet jak na takiego człowieka, jak ja?

Trzy powody, dla których taki plan na życie jest ciekawy

Po pierwsze: trzeba powiedzieć sobie jasno, że to nie jest żadna fanaberia. Przez ostatnie półtora roku wynajmowałem pokoje, bo nie chciałem sam wynajmować mieszkania – szkoda mi było pieniędzy. Na wynajem pokoju (około 9m2) też nie wydałem mało, bo około 800 zł miesięcznie, co daje 14 400 zł. A zatem sporo pieniędzy wpakowałem do cudzej kieszeni i w momencie wyprowadzki nic z tego nie mam. Nie chcę kupować mieszkania, bo nie wyobrażam sobie wzięcia zobowiązania kredytowego na 30, czy 40 lat. Nie wyobrażam sobie spłacania mieszkania do emerytury i ciągłego wegetowania. Tym bardziej, że w ciągu tych 40 lat na pewno trzeba by było robić jeszcze jakieś remonty. Z dwiema pensjami, to jeszcze miałoby sens, ale przy jednej byłoby tragicznie. I ta ciągła obawa, niepewność, czy nie utracę pracy, a wtedy spirala kłopotów, bo na trzymiesięczny fundusz awaryjny ciężko cokolwiek odłożyć. To nie wydaje się zbyt dobry plan na życie.

Po drugie: odnajduję się na małej przestrzeni. Nie mam dużych wymagań. Przez kilka miesięcy mieszkałem w szoferce ciężarówki (gdy pracowałem na trasach międzynarodowych). Nie miałem aż takiego komfortu, jaki jest w kamperze (bieżąca woda, toaleta, prysznic, kuchenka, piekarnik … eh, można by wymieniać bez końca), ale nie przeszkadzało mi to. Co więcej, gdy zasoby są ograniczone, człowiek oszczędniej do nich podchodzi, więc można powiedzieć, że bardziej dba o środowisko – jest bardziej “ekologiczny”.

Po trzecie i ostatnie: dom na kołach, to również rozwiązana kwestia urlopu. Co prawda na urlopie mieszkasz w domu (z pewnością niektórych taka wizja urlopu nie przekonuje), ale zmieniasz scenerię, nie musisz się pakować, nie płacisz za noclegi – sumarycznie może wyjść taniej. Piszę “może wyjść”, bo przecież jeszcze tego nie przetestowałem. To na razie tylko taka wizja. Co więcej, może to być ciekawy urlop objazdowy – nie jesteś przecież przywiązany, do jednego miejsca.

Oczywiście taki plan na życie składa się z wielu niewiadomych. Nie wiem na przykład, jakiego kampera uda mi się kupić w założonym zakresie cenowym. Nie wiem, czy będzie odpowiednio wyposażony i nie będzie wymagał dużego wkładu finansowego na starcie. Nie wiem, czy dam radę mieszkać w nim w miesiącach zimowych. Nie wiem, gdzie będę mógł bezpiecznie stanąć. Tym podobnych pytań jest całe mnóstwo i spędzają mi one sen z powiek, ale klamka praktycznie już zapadła. Zbyt długo odkładałem ten plan na życie na później.

Plan na życie “inaczej”

Przez lata wmawiano mi, że “dom, który nie jest murowany, to nie dom”. Okazuje się, że to nieprawda. Już dziś coraz więcej polaków buduje swoje domy z drewna lub stawia domki holenderskie. Taki plan zakłada jednak kupno ziemi, dokonanie stosownych opłat, uzyskanie zezwoleń … etc.

Nie robię tego wszystkiego z myślą o autopromocji (nie mam aspiracji do bycia internetowym celebrytą). Nie chcę też nikogo do niczego przekonywać. Chcę jedynie sprawdzić, czy da się żyć inaczej. Czy plan na życie, który obmyślałem w głowie przez lata, rzeczywiście da się zrealizować – szczególnie w naszym środkowoeuropejskim klimacie. Jeśli ten plan się powiedzie, to może również inni zobaczą i zrozumieją, że można żyć inaczej i cieszyć się życiem. A jeśli się nie da? No cóż, dowiem się tego z autopsji i na pewno podzielę się tym z innymi, aby mogli uniknąć moich ewentualnych błędów.

Odpowiadając zatem na pytanie zawarte w tytule wpisu – “skąd taki plan na życie” – należałoby stwierdzić, że po części z fantazji, a po części z konieczności. Być może wizja mieszkania jak “ślimak” w mojej głowie jest nieco wyidealizowana. Być może nazbyt śmiała. Być może wręcz szalona. Ale to ja i moje życie, więc dlaczego przynajmniej nie spróbować?